Dzień świstaka

… zaliczam od kilku dni. Ledwo udaje mi się wykaraskać z jednej opresji zaraz wpadam w inną, rozkojarzony jakiś się wydaję, zwoje mózgowe mi nie trybią, impulsy nie przeskakują między półkulami i na własnej skórze odczuwam tego efekty. Raz po raz udaje mi się wybrnąć z sytuacji, ale zaraz potem wpadam w kolejną, jeszcze większą opresję i zaczynam być zły na siebie, na innych, wszystko wydaje się mnie irytować, bez kija nie podchodź bo zabijam wzrokiem.

Udało mi się zatrzymać służbowy laptop więc lekką ręką zaoszczędziłem na zbytecznym zakupie dwa koła. Myślałem że po powrocie z Malezji wyłączą mnie we wszystkich systemach, ale jak widać tak się nie stało, o komputer też na razie nikt się nie dopomina. Jak sobie przypomną, to oddam. Na razie potrzebuję kompute, żeby móc spokojnie wysyłać oferty o pracę, na iPhonie czy iPadzie byłoby naprawdę trudno choć znalazłem sposób żeby robić to za pomocą kilku kliknięć. Nie będę przecież kupował teraz nowego sprzętu tylko po to, żeby za kilka tygodni znów zastąpić go służbowym.

M ogłosił, że przylatuje znowu do Wrocławia. Bardzo się ucieszyłem, zaproponowałem nawet wspólny wyjazd do Torunia i Opola, byleby nie siedzieć niepotrzebnie w domu, nie straszny nam śnieg i mróz. M kupił bilet w międzyczasie  kilka razy podawał mi różne dni przylotu i odlotu, dałem mu wolną rękę, bo przecież i tak siedzę teraz w domu.

Kolega z Malezji mieszkający we Frankfurcie zaproponował spotkanie, na które chętnie przystałem. Sprawdziłem nawet ceny biletów i miałem szczęście, załapałem się jeszcze na tanie loty. Nie czekając długo od razu kupiłem bilet ciesząc się na ten wyjazd jak dziecko. Rozczarowanie przyszło dziś wieczorem, jak skończyłem pracować. Okazało się że bilet kupiłem sobie dokładnie na termin kiedy we Wrocławiu jest jeszcze M. Tysiak w plecy, bo biletu nie da się już anulować i nie sądzę, że pomogą mi senatory, złote karty, płacz i bicie się w pierś. Jak chcę polecić, będę musiał wyskoczyć z następnego tysiaka i zrobi się z tego najdroższy weekend jaki mogłem sobie zorganizować.

Pan od tapet też mnie wystawił. Myślałem że w tym tygodniu będę miał położoną tapetę w salonie, ale zamiast tego musiałem szukać nowego fachowca.

Dziś rodzice o 7 rano wyrwali mnie z łóżka, bo zachciało im się pakowania mebli, które im oddaje i nie mogli poczekać do 11 musiało być teraz zaraz. O 8 z oczami na zapałki obserwowałem jak owijają folią meble, mikrofalę, materac, telewizor oraz inne sprzęty i nie mogłem uwierzyć że dziś jest niedziela.

Wczoraj musiałem podjechać do nowego mieszkania, umówiłem się z tapeciarzem żeby obejrzał ścianę. Pomyślałem że dogadam się z bratem, żebyśmy podjechali potem razem do Ikei na zakupy. Jak zadzwoniłem oni już tam byli,  a jak zadzwoniłem do rodziców, to właśnie stamtąd wyjeżdżali. Wychodzi na to że będę musiał wybrać się tam w pojedynkę.

Jutro mam interview na stanowisko które mnie nie interesuje w firmie która mi nie leży. Pech chce, że tylko takie oferty teraz dostaję ale nie powinienem marudzić bo gorsze jest tylko gdy telefon zupełnie milczy. Nagadali mi, że będę miał test z arkuszy kalkulacyjnych i jak dziś zacząłem sobie coś tam klikać to nic mi nie wychodziło, tabele przestawne odkrywałem jakby na nowo, funkcje mi się krzaczyly, dane znikały, skrusze zawieszały – analfabetyzm wtórny. Coś czuję, że jutro zrobię z siebie totalnego debila i nie będę potrafił zmienić nawet koloru czcionki jak mi się myślenie znowu zawiesi.

Profilaktycznie umówiłem się na wieczór z koleżanką na drinka, żeby znieczulić się po ewentualnej porażce.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s