W nowej pracy

Właśnie minął pierwszy tydzień w nowej pracy. Wrażenia mam bardzo pozytywne chociaż we w środę miałem mały kryzys intelektualny. Przytłoczyła mnie ilość informacji i mnogość tematów do ogarnięcia, przytłoczyła mnie myśl nawału obowiązków z jakimi będę musiał sobie poradzić a dodatek logistyka.

W poniedziałek obudziłem się bardzo rano, rozpocząłem nowy poranny rytuał z którym od teraz, chcąc nie chcąc, będę musiał się uporać. Wbiłem się w koszulę, eleganckie buty i pomaszerowałem pierwszy dzień do nowej pracy.

Początek był nudny, zdjęcia do identyfikatora, szkolenie BHP, oprócz mnie tego dnia zaczynała całkiem spora grupa osób. Na 10 miałem spotkanie z nowym przełożonym, ale postanowiłem napić się jeszcze kawy, spotkałem się z A., zajrzałem do galerii a jak już prawie wchodziłem do biura spotkałem kolegę z poprzedniej pracy, z którym oczywiście musiałem zamienić parę zdań. Z naszej czwórki tylko on nie znalazł nowego zajęcia, ale nie wyglądał żeby się tym przejmował. W zeszłym roku, pierwszego dnia nowej pracy to on wprowadzał mnie do korporacyjnej rzeczywiści i w skrytości ducha liczyłem, że w nowym miejscu spotkam kogoś podobnego do niego.

Zespół powitał mnie bardzo serdecznie, nawet nie zdążyłem za bardzo rozgościć się przy nowym biurku kiedy wyciągnęli mnie na wspólny na lunch. Wszyscy sprawiali wrażenie bardzo spoko, uśmiechnięci, żartowali, pomyślałem że nie będzie tutaj tak źle.

Instalacja nowego komputera zajęła może pięć minut co po doświadczeniach z poprzedniej firmy było miłym zaskoczeniem. Schody zaczęły się dopiero potem…

Cały tydzień zawalony mam spotkaniami, szkoleniami i treningami. Praktycznie z jednego spotkania biegnę na drugie i cały czas walczę żeby się nie spóźnić co nie jest proste, bo wciąż nie odnajduję się w biurze, salkach konferencyjnych a czasem i w piętrach.

Co mnie tutaj wkurza to, że w związku że jest to bank nie dostałem swojego laptopa. Dysponuję za to jakąś śmieszną kartą, dzięki której mogę zalogować się na dowolnym komputerze których setki rozlokowane są po całym piętrze. Żeby sprawdzić gdzie i o której mam kolejne spotkanie muszę ciągle logować się do kalendarza a potem biec szukać salki.

Oferta lunchowe przebija za to wszystkie inne miejsca w których pracowałem, może prócz kampusu PayPal w San Jose. Do wyboru: Gruzin, Hindus, Włoch, polskie jadło, bufety, bary i kafeteria.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to W nowej pracy

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Tego bufetu można pozazdrościć…

Dodaj komentarz