Minął tydzień odkąd zacząłem w nowej pracy. Pierwsze wrażenia są pozytywne, żeby nie powiedzieć nawet bardzo dobre tylko boję się że zapeszę. Ludzie są bardzo mili, sprzęt i dostępy działają bez zarzutu, biuro ładne i nowoczesne, nie mam na co narzekać. Koleżanka, która brała udział w mojej rekrutacji okazała się być w ciąży, ale nie uprzedzam się. Jej uśmiech rekompensuje wszystko i pozwala patrzeć w przyszłość. Może to nadmierna naiwność, ale od dawna tak się nie czułem, właściwy człowiek we właściwym miejscu. Na pierwszych telekonferencjach od początku wiedziałem o czym rozmawiają i nic nie wydawało się nowe, tematy, problemy, plany – przerabiałem to wcześniej i z nieukrywana radością powitałem je na nowo. Najwyraźniej mocno brakowało mi tego środowiska, bo wszystko widzę wyłącznie w pozytywnych kolorach.
Dziś lecę do Frankfurtu spotkać się z moim nowym przełożonym. Cieszę się ze wszystkich spotkań które mi zaplanował, przez dwa dni poznam prawie wszystkich a na myśl że będę latał do Niemiec regularnie radość mnie rozpiera. Nie przeszkadza mi nawet fakt, że nie dostałem zaliczki na podróż służbową, żadnej karty, nawet ubezpieczenie musiałem sobie wczoraj sam opłacić. Nic nie jest wstanie wybić mnie z tego pozytywnego nastroju, nawet konieczność pobudki o 3 nad ranem.

no to „chwilo-trwaj!”
Jak dobrze się czyta takie notki!!!
Dołączam sie do poprzednich komentarzy… Oby tak dalej@