Zderzenie z ciężarówką

W moim nowym dziale przyszło mi pracować z pewną dziewczyną. Już przy pierwszym spotkaniu wyczułem, że raczej nie będzie między nami chemii, ale starałem się nie uprzedzać faktów w końcu początki zawsze i wszędzie są trudne. Małomówna, introwertyczna, jakby przestraszona, niepytana nigdy się nie odezwała. Taka blond dziunia z doklejanymi rzęsami, świeża po studiach, to chyba jej pierwsza praca – podsłuchałem gdzieś, kiedyś od kogoś.

Ile razy próbowałem podpytać ją o rzeczy z pracy, przewracała najpierw swoimi dużymi sarnimi oczami a potem, niejako od niechcenia odpowiadała półsłówkami albo tylko potakiwała głową, jakby tylko czekała by dać jej upragniony święty spokój. Nie będę czarował, zupełnie nie przypadła mi do gustu i miałem wrażenie, że ja jej też nie.
Jakby nie patrzeć, jestem już dużym chłopcem, nie z takimi musiałem dogadywać się w korpo-piaskownicy, założyłem że lubić się przecież nie mamy obowiązku, nie musimy też chodzić razem na lunche, spijać sobie z dziubków, możemy ograniczyć nasze kontakty do absolutnego minimum byleby moja robota szła do przodu.

Kilka razy spytałem ją o to i owo i szybko wydedukowałem, że o projekcie w który została zaangażowana wie niewiele, robi tylko to co jej każą, zero własnej inwencji czy samodzielnego myślenia.
Przed jednym ze spotkań, które prowadziła, przyuważyłem jak okleiła cały swój stół żółtymi karteczkami post-it a podczas prezentacji czytała z nich, najprawdopodobniej bojąc się, że się zatnie albo zabraknie jej słów. No cóż, też tak można, też tak robiłem, nie oceniam. Tyle tylko, że nie można wynotować sobie wszystkich odpowiedzi na każde potencjalne pytanie, które może paść, ale ona jak widać próbowała bawić się we wróżkę.
Poprosiłem ją, aby zorganizowała telekonferencję dla kilku osób i oświeciła mnie wtedy, że nie ma jeszcze własnego loginu a pracuje tutaj prawie rok.

Jednego dnia potrzebowałem od niej informacji. Zbywała mnie cały dzień, twierdząc że skupiona jest na przygotowywaniu bardzo ważnej prezentacji. Nota bene tej samej, którą od miesięcy tłuczemy w każdym kolejnym kraju zmieniając tylko niektóre dane, daty, tytuł i nazwiska osób odpowiedzialnych. Efekt? 16 slajdów i praktycznie na każdym błąd bo czegoś nie dopatrzyła. Telekonferencja z finansami z Belgii a w stopce Holandia i tak przez bite kolejnych 16 stron. 8 godzin ślęczała ponoć nad prezentacją i tego nie wyłapała. Słabe to i smutne – zżymałem się.

Na spotkaniach z krajami, które same ogarniała prosiłem, żeby wprowadziła mnie do tematów o których rozmawiali, a które mogłyby mieć wpływ na nasz projekt. W odpowiedzi usłyszałem, że nie robiła notatek, ale według niej niczego istotnego tam nie poruszano.
Godzina gadania o niczym? Dziwne. Po co w ogóle organizować te spotkania skoro wszystko idzie im tak gładko – zachodziłem w głowę.

Wiedziony wrodzoną ciekawością skorzystałem z jednego z takich zaproszeń i okazało się, że tematów i problemów było tam co niemiara, tylko panna zupełnie nie kontaktowała. Nie była wstanie sporządzić notatki, bo nie ogarniała tematu, najgorsze, że nawet nie próbowała go zrozumieć.

Przy następnej okazji poprosiłem ją o spisanie notatki ze spotkania i wypisaniu kolejnych kroków, które uzgodnimy i znowu nic nie zapisywała. Zapytałem najgrzeczniej jak potrafię czy może pożyczyć jej długopisu i kartki, czy może ma tak dobrą pamięć, iż będzie później wstanie streścić całą naszą rozmowę? Wywołana zaczęła notować, ale gdyby można by kogoś zabić wzrokiem, leżałbym zapewne zakrwawiony, poćwiartowany pośrodku salki konferencyjnej.
Telekonferencje skończyliśmy kwadrans przed czasem, z trzaskiem zamknęła klapę od laptopa wyrywając się do wyjścia.
– Mamy jeszcze 15 minut, zdążymy akurat wysłać minutki nieprawdaż? – skwitowałem. Zaczęła nerwowo przeglądać swoje bazgroły, kartkować strony w zeszycie, mącić coś że jutro to zrobi…
Spojrzeniem powiedziałem dość. Siadaj i pisz. Dear all przecinek, thank you very much for joining today’s call… Kropka. Nowe zdanie, z wielkiej litery. Please find below summary of our discussion d-i-s-c-u-s-s-i-o-n and the next steps… Kropka.
Potraktowałem ją jak uczniaka dyktując całego maila i wszystkie action items. Pisała pod moje dyktando jak w szkole. Bąknęła coś, że jednego podpunktu chyba nie jest pewna, że nie rozumie, że chciałaby jeszcze raz zorganizować spotkanie z Belgami i dopytać o szczegóły… Kochana – pomyślałem – wprawdzie mogę ci to wytłumaczyć, ale nie sprawię że zrozumiesz.
Kiedy mail był gotowy poprosiłem by rozesłała go do wszystkich. Znowu usłyszałem jakieś ale: wolałabym…. A ja wolałbym, żebyś wcisnęła wyślij – urwałem w pół słowa. Wreszcie mail poszedł.

Wyrobienie sobie o niej opinii przyszło mi bardzo szybko, panna ewidentnie nie rokowała, nie wiem co ona w ogóle robiła w zespole PMO, zaszufladkowałem ją jako typ laski, którą zaskoczysz obierając banana.

Przez kilka dni było spokojnie, nasze kontakty ograniczały się do absolutnego minimum i wcale za nią nie tęskniłem. Dopiero podczas jednej przypadkowej, niewinnej rozmowy, kiedy wszyscy w zespole luźno ustalaliśmy szczegóły wyjazdu integracyjnego do Niemczy, nieoczekiwanie wykrzyczała mi w twarz, żebym się zamknął, bo wie co ma robić.
W zespole zapanowała konsternacja, nikt nie spodziewał się takiego wybuchu. Reakcja zupełnie nieadekwatna do sytuacji, tematu i mojego komentarza. W pokoju nagle zrobiło się cicho i zapanowała grobowa atmosfera. Każdy wrócił do swoich zajęć, czyli patrzenia w monitor, ktoś niespodziewanie napisał do mnie na komunikatorze próbując dociec co to w ogóle było?

O tym co się stało porozmawialiśmy dopiero na drugi dzień wieczorem, w barze przy szklance ginu z tonikiem. Przyznałem się, że mam autorytarne i nauczycielskie fiksacje, ale jeśli chce, przestanę się wtrącać do jej pracy o ile uzgodnimy ramy naszej współpracy i wspólne oczekiwania co do oczekiwanych rezultatów. Jeśli tylko będzie chciała, może prosić mnie o pomoc, jeśli nie, to ja się nie wtrącam i nie komentuję, ale jednocześnie oznacza to, że bierze pełną odpowiedzialność za swoje decyzje i wyniki swojej samodzielnej pracy. Przystała na taką propozycję. Wyznała, że sama czuje się źle, że przeholowała ze swoją reakcją, po czym szybko wyciągnęła rękę na zgodę co ostatecznie potwierdził brzdęk szkła naszych drinków.

Z ulgą wreszcie miałem okazję pogadać z nią bez spiny, zapytać skąd w ogóle jest, kiedy skończyła studia, skąd pomysł na pracę w naszym zespole. Okazało się, że dziewczyna skończyła dwie filologie: fińską i angielską i ma 7 lat doświadczenia w zarządzaniu projektem w wielkim międzynarodowym koncernie. Jak usłyszałem, że jest po anglistyce i przypomniałem sobie jak literowałem jej angielskie słowa zrobiłem wielkie oczy. Popatrzyła na mnie rozbawiona i przyznała się, że w tamtej chwili miała przeogromną ochotę przyłożyć mi z liścia.

Od tamtego pamiętnego wieczoru minęły już kilka tygodni, praca układa nam się bardzo dobrze, uśmiechamy się, żartujemy, zagadujemy do siebie odwiedzając nasze biurka, ba chodzimy nawet razem na lunche i na wspólną kawę do firmowej kuchni a wszyscy nie mogą się z nas po prostu nadziwić.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Zderzenie z ciężarówką

  1. Ultra pisze:

    Czasem to pierwsze wrażenie jest takie nieciekawe, a potem okazuje się, że trzeba opinię zweryfikować. W tym przypadku podejrzewam, że za bardzo zależało jej, by wypaść dobrze, więc stres ją zjadał, stąd robiła wrażenie sieroty, która nawet najprostszych słów z angielskiego nie pojmuje.
    Serdecznie pozdrawiam

    • saberblog pisze:

      Nie mam nic przeciwko czasem sie mylić, tak jak tym razem. Ważne że się dogadaliśmy i że teraz się z tego śmiejemy.
      A panna mi zaimponowała jak na mnie naskoczyła, lubię takie temperamentne kobiety

  2. salmiaki pisze:

    „autorytarne i nauczycielskie fiksacje”- tu już miałam prawdziwą gęstą skórkę 😉
    Ale, że happy end?? Łe…..

  3. salmiaki pisze:

    Nie gęstą, tylko gęsią 🙂

  4. salmiaki pisze:

    Dodam, że warto było czekać na wpis 🙂

  5. salmiaki pisze:

    Aaa… Zapomniałabym-?Twój powrót na WordPress dzisiejszego dnia, został odnotowany 🙂 dostałam medal, czy list gratulacyjny z WordPress :))).
    Saber- podobają mi się nie tylko nogi, ale przede wszystkim poczucie humoru 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s