Pierwszy dom dla wroga, drugi dla przyjaciela, a trzeci dla Ciebie…

…to tylko takie budowlane porzekadło.

Często zdarza się, że człowiek nie jest zadowolony z nowobudowanego domu albo częściej inwestycji w wymarzone mieszkanie. Na początku popełnia się wiele błędów, które pojawiają się już na etapie wyboru działki, lokalizacji, inwestycji i narastają aż do wykończenia wnętrz. Niezadowolenie powoduje chęć oddania „gniazdka” największemu wrogowi.
Po doświadczeniach zdobytych podczas pierwszej inwestycji, decydujemy się na drugą. Wcześniejsze błędy próbujemy sobie zrekompensować. Choć inwestycja przebiegła sprawniej i jesteśmy zadowoleni, zdajamy sobie sprawę o ograniczeniach, które oddaliły nas ponownie od domu wymarzonego idealnego. Drugi dom chętniej oddamy serdecznemu przyjacielowi, choć i to nie zawsze.
Podejmujemy kolejną próbę. Analizujemy, czego zabrakło nam w poprzedniej inwestycji. Inaczej podchodzimy do kupna działki, mieszkania, funkcji układu pomieszczeń, powierzchni użytkowej oraz wielu innych szczegółów, które udaje nam się doprecyzować do perfekcji. W końcu kiedyś spełniamy pragnienie posiadania domu idealnego, takiego dla siebie, w pełni odpowiadającemu naszym potrzebom, oczekiwaniom i marzeniom.

Pamiętam swoje pierwsze mieszkanie, szukałem go przez kilka dobrych miesięcy, raz po raz rozczarowując się, że te, które najbardziej mi się podobały były ponad moją kieszeń. Te, na które było mnie stać, miały boazerie w kuchni (nie zapomnę właścicielki która próbowała, wmówić mi że kiczowate drewniane pergole w kuchni są z dębu) dziwny zapach, ohydne luksfery, junkers, tandetne kafle w łazience, muszle, rybki na sedesie, walący się balkon albo linoleum na podłodze. Agentka nieruchomości sprowadziła mnie wtedy na ziemię, pokazała mi kilkanaście lokali w moim budżecie i z rozczarowaniem musiałem pogodzić się z faktem, że stać mnie jedynie na norę gorszą, niż mieszkanie rodziców. Los się do mnie uśmiechnął, kiedy znajoma, znajomej pokazała mi swoje mieszkanie, małe, za to w nowym budownictwie, zadbane, z balkonem, choć ze ślepą aczkolwiek funkcjonalną kuchnią i pięknie urządzoną łazienką. Decyzja zapadła szybko i dwa miesiące później mogłem wprowadzić się do swoich pierwszych własnych czterech kątów. Na początku niczym pokolenie IKEA musiałem zadowolić się byle jaką lampą na suficie, materacem rzuconym na podłogę w sypialni, zdekompletowanymi sztućcami, kubkami i talerzami każdej z innej parafii. Pamiętam jak z wypiekami na twarzy czekałem na zamówiony komplet wypoczynkowy z sofą i fotelem, rolety w oknach, stolik z krzesłami do kuchni, wygodne lóżko z materacem, z czasem dokupiłem obrazki na ściany, poduszki, lampkę nocną, dekoracje i całą masę szkła i sprzętów. Dobrze mi się tam mieszkało po mimo letnich upałów, bylejakości balkonu, braku okna w kuchni czy głupiej windy.

W Szwajcarii mieszkanie nie było nasze. O wiele większe, za to urządzone w stylu mocno nijakim, po 13 latach z obrzydzeniem patrzę na drewno na ścianie, starodawną kuchnię, niemodne kafelki w łazience i tandetną kotarę wiszącą nad wanną, przestarzale kontakty, łamiące się drzwi od szafy wnękowej w korytarzu. Zupełnie wyleczyłem się z mieszkania na poddaszu, z sentymentem wspominam za to ogromne przestrzenie, okno w łazience i jedyny w swoim rodzaju widok na ośnieżone Alpy..

Obecne mieszkanie jest większe, mam piękny, przeogromny balkon udekorowany kwiatami, słusznych rozmiarów ratanowy komplet wypoczynkowy z niezliczoną ilością poduszek, olbrzymie okna, przestrzenną kuchnie z oknem, wyposażoną w nowoczesny sprzęt, stylowe oświetlenie w każdym z pokoi, sztukaterię, nowocześnie urządzoną łazienkę, garaż oraz windę w budynku. Widok zza okien jest tylko mniej ciekawy no i brak mi okna w łazience.

Pamiętam jak kolega siedzący przy biurku obok mi o nim opowiadał, wzdrygałem się na samą myśl, że miałbym mieszkać tak daleko od centrum na takim odludziu. Oglądałem wtedy inne mieszkania, miałem upatrzone lokalizacje, stać było mnie na o wiele więcej, choć wciąż nie planowałem wydać miliona na mieszkanie w byle jakim bloku z widokiem na komin i z Biedronką na parterze. Olbrzymią frajdę sprawiało mi wtedy urządzanie, spotkania z dekoratorką wnętrz, przeglądania projektów, zamawianie i oczekiwanie na meble, sofę, lóżko i lampy. Każdy drobiazg, bibelot ma swoją funkcję, nic nie znajduje się tutaj przypadkiem, ani dywan, ani narzuta czy stylowy stolik kawowy. Plakaty, grafiki i dekoracje ściągałem z galerii w Polsce, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii, nie żałowałem na nic pieniędzy, bo w pamięci wciąż tkwiła mi szwajcarska bylejakość i tymczasowość, chciałem otaczać się przedmiotami ładnymi i stylowymi byleby nie zagracać sobie gniazdka. Z wrażliwością dekoratora wnętrz wybierałem kolejne odcienie kolorów i designerskich wzorów na ściany, wzory wykładzin i tapet, kształty sztukaterii pod sufit, obicia sofy, siedzisk w korytarzu, formy krzeseł, kolejnych szafek i półek, nie zapominając o szkle, obrusach, pościeli, kubkach i talerzach w kuchni. Przedpokój i szafy zorganizowałem tak, że gdy M. przyjechał zobaczyć mieszkanie po raz pierwszy tylko się uśmiechał.

Nigdy nie chorowałem, by mieszkać w domu albo by samemu chcieć coś wybudować. Ostatnio jednak kusi mnie mieszkanie w szeregówce, garaż, samochód, dwa piętra, schody i ogródek. Nie wiem co miałbym robić na ponad 100 metrach kwadratowych użytkowych takiego domu, ale łapię się że z zaciekawieniem przeglądam oferty developerów i w myślach układam plan jakby mi się tam mieszkało. Dziwię się sam sobie, bo nigdy nie miałem takich ciągot, dom wydawał mi się rzeczą na pokaz i zupełnie niepotrzebną. Skąd ja mam wiedzieć co będę robił za rok albo za pięć, może nie będę nawet mieszkał we Wrocławiu a np. w Auckland albo jakimś egzotycznym miejscu i a kto mi wtedy cały ten dom wynajmie?

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Pierwszy dom dla wroga, drugi dla przyjaciela, a trzeci dla Ciebie…

  1. Lucia pisze:

    Bo mieszkanie mudi mieć duszę. Naszą duszę. 🙂

  2. Czytam i myślę jakie to niesamowite tak zmieniać mieszkania, szukać coraz lepszych, ładniejszych. Ja mam jeden pokój. Jest dobrze, ale marzy mi się chatka kryta strzechą na odludziu. Nie za często marzę o tym, bo wiem, że nie realne. A mój pokoik bardzo lubię, tylko trochę martwię się, bo od poniedziałku zamieszka znowu córka (po 5 latach studiów, wraca). Staję się minimalistą. Oddaję rzeczy, trochę wyrzucam, aby zwolnić jej szafki. Dobrze, że mam czystą lekko pokojową kuchnię z oknem. Tam przebywać większość czasu będę, bo Julia od października zaczyna podyplomówkę i pracę online. Cóż nie jest źle, ale trochę ciasno.
    Fajnie, że Ty masz coraz ciekawsze miejsce na ziemi. Niech Ci zawsze dobrze i bezpiecznie tam będzie, z najmilszą Twemu sercu osobą

    • saberblog pisze:

      Każdy ma coś co chciałby zmienić a apetyt ma to do siebie ze rośnie w miarę jedzenia. Kiedyś też byłem minimalistą choć pozwałem sobie raz na jakiś czas na życie na bogato, teraz do tego wracam. Grzechem byłoby to nazwać biedą ale na pewno ekonomizuję. Ładniej brzmi i nie mam moralnego kaca

      • Fajna myśl. Wiesz ja chyba nie tęsknię za czymś wyjątkowym dla mieszkania bo nigdy tego nie miałam i nie wiem co tracę. Nastrajasz mnie do stworzenia nowego wpisu.

  3. nicepeter91 pisze:

    Nie wiem czy szerogówka jest wartym uwagi tworem. Mam taką straszną wizję kiedy każdy z właścicieli pojedynczych domów zaczyna malować elewacje na swój wymarzony kolor, i tak o to zaczyna się drogą ku katastrofie jaka spostrzegam na 20- letnich osiedlach.
    Z drugiej strony też chciałbym mieć garaż 🤔 i ten kącik majsterkowicza.

    • saberblog pisze:

      Zwykle nie traktuje poważnie komentarzy na blogu. Czytam je sobie bardziej dla rozrywki bo co tam jacyś przypadkowi obcy mi ludzie mogą mi doradzić. Tym razem jest inaczej. Co jak co ale opinię fachowca chyba warto rozważyć. Zżymałbym się gdyby sąsiad pomalowałby sobie dom w kolorze fuksji, drugi w kolorze mchu a ja miałbym wizje czerwieni faluńskiej albo caput mortuum.

      • nicepeter91 pisze:

        Oh, zawstydzają mnie twoje słowa. Dziękuję bardzo!
        Ja lubię oglądać ogłoszenia z nieruchomościami i to co czasem ludzi wrzucają potrafi przerażać. Środek mięta, prawa strona czerwień z klasycystycznymi pilastrami w odcieniach ecru.
        Ja zacząłem od analizy segmentów z podziałem na lokale oferowanych jako bezczynszowe. Wszystko fajnie, a co jak się nie dogadasz z sąsiadem?
        Deweloperów niestety wyróżnia obecnie uprawianie patodeweloperki na różna skalę. Ja jak skończę się zastanawiać co chcę robić zawodowo marzę o domu z garażem. Aby ograniczyć uciążliwość decyzji innych na moje życie.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s