Nie ma M. Od ponad 5 tygodni nie rozmawiamy ze sobą, nie kontaktujemy się, nie dostaję od niego wiadomości, nie zagląda do mnie na FB ani na IG, nie ogląda moich relacji. Przełamałem się i czasem odsłuchuję stare wiadomości i zwykle zaraz potem zaczynam wyć a z oczu jak groch leją się łzy, Bardzo mi go brak, tęsknie za jego głosem i śmiechem, porannym buon giorno i buona notte amore przed pójściem spać.
Widząc nieznany numer wyświetlający się na komórce reaguje nadzieją że to on, że zaraz usłyszę w słuchawce dobrze znany mi glos. Zastanawiam się, co powiem gdyby zadzwonił, czy glos nie utknąłby mi w gardle.
Miewam lepsze dni. Nawał pracy trzyma mnie w pionie, inaczej chyba zacząłbym pić i wtedy zupełnie bym się rozkleił, słuchając wszystkich smutnych piosenek, którymi się katuję. Wczoraj zapytała mnie o niego K, skomentowała że musi być mu niezmiernie ciężko mieszkać teraz samemu w obcym kraju, bez znajomości języka, nieustannie siedzieć bezczynnie w domu, bez przyjaciół i rodziny, gdzie na zewnątrz szaleje jakiś wirus a on nie może nawet iść normalnie do pracy. Wybuchłem płaczem, gdy odłożyłem słuchawkę, tak bardzo zrobiło mi się go żal.
Nie wierzę w to co się dzieje, tak jakby mnie tu nie było, to takie głupie co robimy. Nie chcę żeby tak to się skończyło, nie chcę żeby odchodził, chcę żeby wrócił, nie chcę zapomnieć o tym wszystkim co mieliśmy i przeżyliśmy wspólnie przez kilkanaście lat.
Mi-ami amore? Si, To-ronto.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami
amore,
związek. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.