W weekend…

…wreszcie udało mi się z koleżanką zrealizować pobyt w hotelu w Długopolu Zdrój. Rezerwacje zrobiliśmy już w listopadzie, ale najpierw zmogła nas choroba a potem rząd wprowadził obostrzenia i zamknął wszystkie hotele, więc nie było rady musieliśmy uzbroić się w cierpliwość. Koleżanka znalazła prawdziwą okazję, weekendowy pobyt w hotelu Dwór Elizy SPA z wyżywieniem za śmieszne pieniądze. Na radość przyszło nam poczekać, ale było warto. Pięknie położony, w otoczeniu lasu i gór, całkiem elegancki, nowoczesny obiekt, z basenem i sauną, tuż obok parku zdrojowego. Tak się cieszyłem, że jadę gdzieś na weekend, że nie straszne było mi nawet dojść z dworca kolejowego do hotelu 800 metrów w dół, środkiem nieoświetlonej drogi, bez pobocza, gdy padał rzęsisty deszcz. Dzielnie walczyłem z moją walizką na kółkach, utrzymaniem parasola, latarki i z nawigacją w komórce, unikając błota, kałuż i potoków, nie przejmując się, że mogę zaraz spaść z tego stoku albo uderzy mnie nadjeżdżający pojazd.

Dostaliśmy bardzo ładnie urządzony, przestronny pokoik z widokiem na park, kolacje dostarczono nam bezpośrednio do pokoju, zadbałem o odpowiednią oprawę muzyczną, otworzyliśmy butelkę prosecco a potem jeszcze wina i w ten sposób oficjalnie rozpoczęliśmy weekend pełen relaksu.

Miasteczko leży na uboczu, jest tak małe, że śmiało można nazwać je czarną d..ą, za to wokoło cisza, spokój, rzeczka i świeże powietrze. Byłem taki styrany po całym tygodniu pracy, że podobno w nocy gadałem przez sen w trzech językach i lekko chrapałem, ale jak się przebudziłem i zobaczyłem słońce za oknem i śniadanie, które wjechało nam o 9.30 do pokoju, wróciła mi część energii. Resztę dnia wypełniły nam same przyjemne zajęcia: pływanie, spacerek, wizyta w Bystrzycy Kłodzkiej, kawka, lunch w restauracji, czytanie książki, spacerek, masaż, pływanie, sauna, czytanie książki, kolacja i winko. Wszystko na pełnym relaksie, bez pośpiechu i spinania się że coś trzeba – czyli tak jak lubię najbardziej.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 Responses to W weekend…

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Pyszności ja tu widzę!

  2. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Absolutna bomba. Warto było.

  3. trollatrolla's awatar trollatrolla pisze:

    o matko, ale super!

Dodaj komentarz