W piątek poznałem swoją szefową, niestety wciąż tylko wirtualnie, ale jest nadzieja że w czwartek to nadrobimy. Zmiana zawodowa w czasie pandemii i ogólnie panującej pracy hybrydowej nie jest sprawą najprostszą, ale do umówmy się do ogarnięcia. Pierwsza pogadanka z szefową a ja od razu zaczynam, że potrzebuję wolnego w poniedziałek, bo na wesele jadę. Życie…
Chlopaki odebrali mnie z lotniska jak było już ciemno, pojechaliśmy do D do domu. D kupił nowy, piękny dom, z tarasem i pięknym ogródkiem, na którym hodują szałwię, miętę, rozmaryn, papryczki i inne pachnące roślinki. W środku domu – no cóż… nie mój styl.















Głodny byłem jak wilk, na szczęście M. też, prawie mi się osuwał, dlatego przekonanie go, by pójść coś zjeść zajęło mi jedno porozumiewawcze spojrzenie.
W il Paradiso było przaśnie, surowo i potwornie zimno, niewiele zdawały się pomagać ustawione ogrzewacze gazowe, które jak na złość ciągle się wyłączały. Restauracja była pełna, cud że w ogóle udało się nam dostać stolik w ten sobotni wieczór. Na dzień dobry przed przystawką M wylał na mnie całą zawartość dzbanka z wodą przez co nie mogłem wstać od stołu, bo mokre plamy miałem w najbardziej newralgicznym miejscu. Było mi więc zimno i prawdziwie mokro.
Na szczęście jak przynieśli ciepłe jedzenie szybko zapomniałem niedogodnościach. Zniknęło zmęczenie i senność, pojawił się tylko wilczy apetyt. Dotarcie do Bari okazało się trudnym zadaniem, wszystko przez brak sezonu na podróże w tym kierunku. M na dodatek dowiedział się, że wracając do Szwajcarii będzie musiał zrobić sobie test, bo Helweci właśnie zmienili zasady wjazdu. Będę miał to samo za dwa tygodnie lecąc na święta do Berna, nie nadążam już z wszystkimi tymi zmianami i obostrzeniami. W restauracji i w hotelu sprawdzali nam green pasy, to samo na lotnisku w Bari, dodatkowo temperaturę przed wejściem na teren lotniska. Terror covidowy trwa tutaj w najlepsze. Nie chcemy faszerować się szczepionkami co pół roku.
Do hotelu wróciliśmy przed północą, nie poszliśmy nawet na spacer nad morze, bo było za zimno. Ledwo przyłożyłem głowę do poduszki, zasnąłem…

Saber- czekam na podsumowanie roku 🙂
A w nowym roku życzę sukcesów, kasy na bezkresne podróże, a przede wszystkim zdrowia, miłości i spełnienia marzeń! Inspirujących spotkań i wielu powodów do uśmiechu!
Życzę spokoju, zdrowia i bezpiecznego czasu! A sobie i nam wszystkim większego komfortu w podróżowaniu, mniej niepewnych dni, wolności i przewidywalności.
Zdrowia, czułości, radości i sympatycznych przyjaciół!
Zasyłam serdeczności