Kondycja świata

Praca bardzo mnie wyczerpuje, w ciągu tygodnia na niewiele starcza mi czasu. Tymczasowo zaakceptowałem ten stan, minęły już 4 miesiące, mam umowę na czas nieokreślony, nie mam też najmniejszej ochoty na szukanie nowego zajęcia. Niczym filmowa Scarlett O’Hara postanowiłem zastanowić się nad tym dopiero jutro…

Od tygodni byłem w regularnym kontakcie z K. Jej rodzice uwięzieni byli w ostrzeliwanym Mariupolu, nie było z nimi żadnego kontaktu przez prawie dwa tygodnie. Odcięcie od choćby strzępów informacji spowodowało, że wzięła w pracy wolne, nie była wstanie skoncentrować się na zawodowych obowiązkach, wspierała się farmakologicznie. K. pracuje w dużej międzynarodowej firmie doradczej w Bazylei. Opowiedziała mi, że dzwonił do niej imienny partner oferując pomoc i zrozumienie. Zgłosił się do niej też ktoś inny z firmy, z nowo powstałej wspólnoty zrzeszających pracowników chcących wspierać wszelakie inicjatywy pomocowe dla Ukrainy. Miły, niezobowiązujący gest, z drugiej strony typowe corpo. Jakiś zbłąkany stażysta zadzwonił do niej prosząc czy mogłaby wgrać się na jedne z zorganizowanych przez nich spotkań. Odmówiła. Po tym, jak poprosił ją o przygotowanie kilku slajdów i zrobienie prezentacji straciła resztki zapału dla tego pomysłu.

Dwa tygodnie bez jakichkolwiek informacji o tym co dzieje się z jej najbliższymi. W akcie desperacji założyła konta na każdym możliwym portalu społecznościowym, próbowała przypomnieć sobie nazwiska wszystkich osób, których znała z dzieciństwa czy okresu studiów, sąsiadów, znajomych rodziców, kogokolwiek. Pisała wiadomości w nieznane, byleby ktokolwiek był może w stanie potwierdzić, że jej rodzice żyją. Odpisał jej kolega z podstawówki, którego nie widziała trzy dekady. Był w mieszkaniu jej matki, widział się nią i rozmawiał.

Informacje o „korytarzach humanitarnych”, które pojawiały się w środkach masowego przekazu miały się nijak do tego, co działo się w rzeczywistości. Matce K. udało się wyjechać z miasta autem, na własne ryzyko, benzyny w baku nie starczyło by dojechać do Zaporoża. Na stacjach benzynowych brakowało paliwa. Jechała bardzo powoli, często zatrzymywana była do kontroli, sprawdzano jej telefon czy nie ma zdjęć pokazujących wojsko albo przedstawiających zniszczenia wojenne, dodatkowo po godzinie 17. wprowadzono absolutny zakaz poruszania się pojazdów cywilnych.

Kilkadziesiąt godzin po otrzymaniu tej informacji nieznajoma para Niemców podróżująca do Berlina, przywiozła ją do mnie do domu. Niemal natychmiast ze Szwajcarii wyruszyła autem kuzynka K. z mężem. Chciałem zostawić kobiecie do dyspozycji całe swoje mieszkanie, ale K. poprosiła mnie żebym nie zostawiał jej matki samej. Ostatnie kilkanaście dni spędziła sama w mieszkaniu, w okupowanym mieście bez wody, prądu, ogrzewania i kanalizacji.

W wiadomościach wciąż mówią o oblężonym mieście prawie 2000km stąd, kwitnie propaganda, kopiowana przez dziennikarzy, a świadek tych wydarzeń dotknięty bezpośrednio, siedział koło mnie w salonie, pił gorzką kawę a potem umył mi naczynia. Poczucie skrajnej bezradności wobec okrucieństwa świata przytłacza, banalność otoczenia ryje banie. Miałem ochotę wyciągnąć i wręczyć jej całą kasę którą miałem w portfelu. Trudno było mi później wyjść z domu, zrobić zwykłe zakupy i kupić sobie kurczaka na obiad, pójść na spacer do parku i odnaleźć się w zwyklej rzeczywistości. Wszystko wydaje się tak idiotyczne. Szerokim kątem coś pokazane z bliska jest o wiele bardziej przejmujące niż coś pokazane z daleka.

Ktoś może zapytać dlaczego nie wsadzę jej do pierwszego samolotu lecącego do Szwajcarii? Wydaje mi się, że w jednej z plastikowych toreb matka K. wiozła…pieniądze.

Ojcu K. też udało się uciec z miasta, w kawalkadzie trzech aut przejechali raptem 30km. Na razie nie wiemy, w stronę której granicy zmierzają, bo nie ma z nimi kontaktu.

Kondycja świata jest porażająca. Mam takie przekonanie, że trzeba lepiej zadbać o siebie, zbudować jakoś pancerz nieczucia niczego. Nie wiem jak daleko zajdzie sytuacja na Ukrainie, ale nie chcę oglądać ani słuchać rzeczy, o których wiem, że nie będę wstanie w swojej głowie przerobić i dostosować do swojej wrażliwości.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 Responses to Kondycja świata

  1. architektrzeczywistosci's awatar Agata pisze:

    Ja odcięłam się totalnie od mediów i prasy, bo poza ogromnym niepokojem, złością na świat i rozczarowaniem nie wnoszą absolutnie nic do mojej rzeczywistości. Zgadzam się, że nie wiadomo co z tym wszystkim w głowie zrobić. Taka fala zdarzeń jak covid, potem wojna, zbliżający się kryzys gospodarczy to ciężka dawka rzeczywistości do dźwignięcia.

  2. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Jestem pokoleniem tuż powojennym, wychowanym na wojennych opowieściach i wspomnieniach, a nie potrafię się w tym wszystkim odnaleźć. Jednak widzę plusy w przepływie informacji. I dlatego jestem przeciwna odcinaniu sie od nich. może ktoś szuka najbliższych i potrzebuje pomocy. Serdeczności,

  3. Facetka's awatar Facetka pisze:

    Ja też się odcięłam od mediów, czasem coś przeczytam, ale to raczej o jakiś ustaleniach niż o skutkach i katastrofach wojennych. No, ale ja na co dzień nie mam też kontaktu z uchodźcom więc jest mi łatwiej.

  4. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Dla mnie najsmutniejsze jest to, że ta kulturalna Europa zezwala na wojnę, że mocarstwa nie ustalą, iż istniejące granice są nieprzekraczalne, więc agresor musi liczyć się z postawieniem ludobójstwa i skazaniem w Hadze. Te zabiegi kosmetyczne państw typu zabieramy oligarchom jachty są śmieszne przy jednoczesnym handlu z nimi…
    Zasyłam serdeczności

  5. optymista13's awatar optymista13 pisze:

    Dwa dni po wybuchu wojny rozmawiałem z siostrą telefonicznie. Powiedziała, że ona nigdzie się nie ruszy. Dzisiaj telefon nie odpowiada.

  6. trollatrolla's awatar trollatrolla pisze:

    Myślę, że jedynym słusznym wyborem jest odcięcie się od mediów. Ze wszystkich możliwości najlepiej chyba czytać gazety, na papierze, bo tam ci nikt znienacka nie wyskoczy z obrazami pomordowanych… Wojna tak pięknie się sprzedaje! W tym porypanym świecie mediów dziennikarze są jak hieny, więcej w tym sensacji niż rzetelnej informacji.
    Myślę, że każdy w miarę inteligentny człowiek doskonale wie z czym wiąże się każda wojna i naprawdę nie musi oglądać obrazów by uwierzyć i wiedzieć.
    A zetknięcie się bezpośrednio z osobą STAMTĄD naprawdę może porazić.

Dodaj komentarz