wakacje

W planach na koniec marca mieliśmy jakieś szybkie wakacje. M. chciał do Grecji, ale wyjątkowo długo zwlekał z potwierdzeniem urlopu, ja w sumie też zawalony byłem pracą i jak przyszło do rezerwowania biletów to okazało się, że za same bilety lotnicze zapłacimy jakieś chore pieniądze co skutecznie odwiodło nas od pomysłu greckich wakacji i musieliśmy improwizować. Istniejące jeszcze wtedy wszystkie ograniczenia pandemiczne trochę ograniczały nam wybór kraju gdzie moglibyśmy pojechać. Obaj dobrze wiedzieliśmy, że potrzebujemy wakacji i było nam zupełnie obojętnie dokąd polecimy, byleby było ciepło, nie za daleko, bo zupełnie nie uśmiechało się nam tarabanić kilkanaście godzin na jakąś egzotyczną wyspę. Jak dla mnie moglibyśmy pojechać nawet do Pcimia byleby tylko było ciepło i mieli tam plażę.  W ruch poszła strona z ofertami last minute i w ten oto sposób trafiliśmy do Egiptu. Zarezerwowałem nam hotel dla dorosłych i pokój z widokiem na morze, co by odgrodzić się od hałasu i spędzić ten czas w nieco jakby komfortowych warunkach.

Wylot mieliśmy w niedzielę rano, z Warszawy, dlatego już dzień wcześniej M. przyleciał do stolicy a że na dniach były jego urodziny, zarezerwowałem nam pobyt w eleganckim H15 na Poznańskiej. Wieczorem zaplanowaliśmy spotkanie z K. na Woli w Le Cedre, akurat fajnie się złożyło, bo była akurat w tym czasie w Warszawie. Przylot samolotu M. pechowo zbiegł się z wizytą Prezydenta Bidena w Polsce, co trochę utrudniło nam sprawy logistyczne, bo najpierw samolot M nie mógł wylądować, a potem on nie mógł dojechać do Śródmieścia, bo cała trasa z lotniska było zablokowana. Szczęśliwie ja wybrałem pociąg i nie miałem tylu problemów choć przejście z Centralnego na Poznańską okazało się lekką akrobacją, bo nie można było spokojnie przejść przez Aleje wszędzie pełno było policji, straży miejskiej i ochrony. M. przyjechał z lotniska kolejką SKM, błądził trochę w przejęciu podziemnym szukając właściwego wyjścia, ale w końcu szczęśliwie dotarł do hotelu.

Szczerze miałem trochę wątpliwości czy to aby na pewno dobry pomysł jechać na urlop do Egiptu, kierunek mało popularny, żeby nie powiedzieć przereklamowany, bo cieszący się popularnością głównie wśród rodzin z dziećmi albo wiecznie naprutych Januszy szukających tanich wczasów all-inclusive. Nikt z nas wcześniej tam jednak nie był. M. też początkowo kręcił nosem, ale ostatecznie wszystkie inne możliwe wyjazdy w tym terminie wiązały się z bardzo długim lotem przez Atlantyk. W samolocie nałożyliśmy słuchawki na uszy, włączyliśmy iPady i jakoś nam te trudy podróży minęły. Większość współpasażerów zostawała w Hurghadzie, podczas gdy my z paroma innymi rodzinami jechaliśmy dalej do Marsa Alam. Jak to bywa w krajach trzeciego świata certyfikatów i testów nikt nam specjalnie nie sprawdzał, a za wizę zapłaciliśmy po dwa dolary extra. Gdy siedzieliśmy już w busie, który miał nas zawieźć do hotelu, niespodziewanie pojawił się ktoś z obsługi biura szukając M… Okazało się że, M. po przylocie odebrał z karuzeli z bagażami nie swoją walizkę. Przypadek chciał, że swoją kupował w polskiej galerii tak jak jedna z podróżujących z nami kobiet, popatrzył tylko na kolor i markę i wyszedł z nią z hali przylotów. Mało brakowało a po przyjeździe do hotelu odkryłby, że ma ze sobą same sukienki, topy i damski strój kąpielowy.

Przejazd do Marsa Alam zajął nam prawie 3 godziny, gdy dojechaliśmy było już ciemno. Steigenberger Coraya przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania: pięknie położony kompleks hotelowy, zadbany, blisko rafy koralowej, z bardzo miłą życzliwą, obsługą, pełen kwitnących kwiatów, niesamowicie czysty no i najważniejsze bez rozdartych bachorów. Wśród hotelowych gości przeważali głównie emerytowani Niemcy i Szwajcarzy, co było nam bardzo na rękę, bo chodzili wcześnie spać a nam najbardziej zależało na spokoju, relaksie i względnym luksusie.

Pokój 1904 z tarasem i widokiem na morze był naszą oazą przez następne siedem dni.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to wakacje

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Myślę sobie, że szkoda jedynie, że nie co miesiąc taki urlop nad ciepłym morzem można planować. Cóż, piaskiem w oczy, by zobaczyć, jak odpoczynek jest konieczny…
    Zasyłam serdeczności

  2. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Lubię słuchać dobrych opowieści … 🙂 no i Twój uśmiech- bezcenny 🙂

Dodaj komentarz