podsumowanie

Ostatnie tygodnie miały lepszy lub gorszy przebieg. Nic niedobrego praktycznie się nie zadziało, nie miałem jednak weny pisać o czymkolwiek. Kilka razy łapałem się w myślach, że miło by było przelać na klawiaturę kilka swoich myśli, ale ostatecznie wybierałem opcje ciszy w eterze.

Ostatni tydzień obfitował za to serie wielu niespodziewanych spotkań i wydarzeń, które uruchomiły we mnie chęć ich spisania.

Niecałe 3 tygodnie temu dowiedziałem się, że klient zwolnił mnie z programu, na którym budowałem swoje zawodowe projektowe portfolio. Nie byłem smutny, ale było mi żal, że musze zaczynać od początku budować relacje z nowym zespołem, do którego de facto jeszcze mnie nie przydzielono. W dobie ostatnich wydarzeń w pracy, impasu z projektami zdany jestem tylko na najbogatsze branże, które stać na nasze usługi: farmacja, banki, przemysł naftowy albo energetyczny. Rozmowy z tym ostatnim klientem mogą skończyć się kontraktem, choć nie wiem jak przełkną to znajomi i rodzina, kiedy dowiedzą się, że pracuję z Obajtkiem i doradzam biznesowo spółce Orlen.

Szkoda mi brytyjskiego zespołu. Może nie muszę tracić czasu na oduczanie się tego, co dzięki nim się nauczyłem, bo ostatnie 18 miesięcy było prawdziwie niesamowitym doświadczeniem, a praca z niektórymi po prostu codzienną przyjemnością. Nic nie zapowiadało, że moje zawodowe El Dorado byłoby jakkolwiek zagrożone, bo dwa miesiące temu zwolniono masę osób zachowując mnie, nie było przesłanek, abym miał zakończyć swoja współpracę z nimi, pech chciał że nadal nie mają zaaprobowanego budżetu, więc niewidzialna ręką rynku dosięgnęła w końcu i mnie. Szczęśliwie i z satysfakcją z sukcesem zdążyłem dowieźć Brytyjczykom ostatni projekt, od wtorku jednak ląduje na tzw. ławce. No chyba, że ludzie Obajtka się nagle zreflektują i wezmą mnie od razu do swojego zespołu doradczo – projektowego.

W najbliższych sześciu miesiącach mam zaplanowane kilka egzotycznych wyjazdów: Syria, Pakistan, Jemen. Chciałem jeszcze do Afganistanu w podróż-wyprawę kulturoznawczą z przewodnikiem, ale poczekam do końca przyszłego roku, bo w marcu leci tam pierwsza grupa śmiałków odkąd rządy w kraju przejęli Talibowie.

Dużo spotykam się ze znajomymi, życie towarzyskie tętni w pełni, ciągłe wizyty i rewizyty, wyjazdy wyjścia do ulubionych knajp i wrocławskich ogródków plażowych – prawdziwie lato w pełni. Ekipę w pracy mam niesamowitą i z dumą mogę przyznać, mam szczęście pracować w bardzo przyjaznym i zintegrowanym środowisku. Kilka naszych spotkań było prawdziwie kultowych i za każdym razem kiedy mówimy o następnym wyjściu, nie mogę wprost się doczekać kiedy ono nastąpi.

Kiedy człowiekowi układa się w pracy i towarzysko, kuleje co innego. Moje dawne życie osobiste nie istnieje, a im dłużej trwa ten niebyt i bezmiar milczenia, tym bardziej mam świadomość, że nie będzie czego ratować z relacji z M. Próby nawiązania kontaktu, choć obopólne, bardzo szczere i poprawne, skończyły się momencie kiedy dotknęliśmy tematów wrażliwych. Głupoty, braku rozsądku i życiowego niewyrobienia nie byłem w stanie zaakceptować.

Spotkam mnóstwo nowych ludzi, robię rzeczy, których od dawna nie robiłem, niby czuje się staro, ale to co się dzieje w tej materii ewidentnie przeczy stanowi mojego umysłu. Ostatnio wracając w poniedziałek o 7 rano do domu, przed rozpoczynającym się tygodniem pracy, patrzyłem na swoje miasto jakby z innej perspektywy. Nigdy nie byłem w tamtej dzielnicy i wszystko wydawało mi się tego poranka bardzo surrealistyczne. Z Kurkową 14 włącznie.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.