Homs – Palmira

Palmira, kolejne zrujnowane rzymskie miasto, ponownie skupiła uwagę na konflikcie, ponieważ część teatru i forum została zniszczona przez ISIS. Nie było trudno odkryć pozostałości praktyki strzeleckiej. Na budynkach sprawdzonych przez rosyjskich snajperów można znaleźć napisy „niet min”. Tereny wokół są systematycznie rozminowywane od lat. Podczas zwiedzania zbierałem łuski z karabinów i po niecałej godzinie miałem ich dwie garści.

Przyjechaliśmy tu wcześnie rano, bo od południa robi się nieznośnie gorąco. Istna patelnia a wokół próżno szukać odrobiny cienia.

Starożytne syryjskie miasto mimo zniszczeń celowo dokonywanych przez dżihadystów wg opinii ekspertów „zachowało swój charakter i duży stopień integralności”. W rzeczywistości nie wyglądało to aż tak optymistycznie: porozbijane figury, odtrącone głowy, odłupane większe fragmenty sarkofagów i rzeźb leżące na podłodze. Wielka kolumnada, łuk triumfalny, cytadela, świątynia i agora zostały wysadzone i obrócone w kupę gruzu. Muzeum archeologiczne zdewastowane. Ale tak, przecież mogło być gorzej, ISIS mogło wywieźć ten liczący 2000 lat gruz w nieznane i rozsypać gdziekolwiek. Nie trzeba być naukowcem ani archeologiem, po prostu ciężko się patrzyło na tę nową „zbrodnię wojenną”.

Mamy nieciekawy hotel, nie działa sprawnie klimatyzacja, nie ma wifi, jest skromnie ale też brudno. Za oknem dudni jakaś muzyka podobno kolejne wesele.

Dziś w okazałym średniowiecznym zamku Krak des Chevaliers wchodząc po wąskich krętych schodach do niewielkiej baszty natknąłem się na pokaźnych rozmiarów węża. Gdyby nie przewodnik nadepnąłbym na niego. Wąż uciekł gdzieś do góry a mnie sparaliżował strach do tego stopnia, że zrezygnowałem z wchodzenia dalej. Przez dzień za każdym razem jak otwieram pokrywę kosza na śmieci, drzwi w łazience, wchodzę do kabiny prysznicowej, podnoszę kołdrę, deskę klozetową, otwieram walizkę, szafkę nocną mam wrażenie, że zaraz wypełznie stamtąd jakiś gad.

Wieczór spędziliśmy w barze Centro na przeciwko Villa Rosa. Generator prądu padał średnio co dziesięć minut zmuszeni byliśmy siedzieć więc w prawdziwie egipskich ciemnościach. Oświetlał nas tylko żar z palących się fajek wodnych.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to Homs – Palmira

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Samo życie, nie zawsze jest wesoło i pięknie…

  2. poprostugej's awatar poprostugej pisze:

    Piękne te wszystkie zabytki. Aż strach pomyśleć, że przetrwały tysiące lat a człowiek je zniszczył w parę sekund.

Dodaj komentarz