Wykończą mnie wszystkie wizyty, rewizyty, spotkania, naloty, szarże, najścia i odwiedziny. Leżę w domu wypluty, wyłączyłem telefon, zjadłem sam obiad i wsłuchuję się w ciszę.
Najpierw wizyta znajomego z Lublina. Jeden wieczór zamienił się w dwa wspólnie spędzone, bo najwyraźniej nie miał dość po jednym razie. Wyciągnąłem rodziców na obiad w nowopowstałej restauracji na obrzeżach miasta. Nota bene coraz więcej ciekawych opcji kulinarnych lokuje się poza ścisłym centrum miasta. To kolejny lokal, który odkryłem w ciągu ostatniego miesiąca. Jak tak dalej pójdzie nie będę miał w ogóle okazji bywania na Starym Mieście a świąteczne jarmarki podziwiać będę głównie w relacjach na IG tłumnie odwiedzających Wrocław turystów.
Z Londynu przyleciała koleżanka, ponad 10 lat jej nie widziałem, była lokacja, spacer i drink w hotelowym barze. Potem jak wróciłem do domu dostałem telefon z propozycją, jeden z tych których nie potrafię odmówić. Skończyło się nad ranem a rano nie pojawiłem się w biurze, tylko pracowałem zdalnie ze statku kosmicznego zwanego łóżkiem. Wczoraj to samo, istny maraton i dziś nic tylko leżę i się regeneruję.

Czasami potrzeba samotności i ciszy. Doskonale rozumiem.
Dobrego odpoczynku w „samotni” 🙂
Gromadź siły ba następne wizyty;))
na chwilewkraczam w faze bojkotowania wszystkich