Łikęt

Wykończą mnie wszystkie wizyty, rewizyty, spotkania, naloty, szarże, najścia i odwiedziny. Leżę w domu wypluty, wyłączyłem telefon, zjadłem sam obiad i wsłuchuję się w ciszę.

Najpierw wizyta znajomego z Lublina. Jeden wieczór zamienił się w dwa wspólnie spędzone, bo najwyraźniej nie miał dość po jednym razie. Wyciągnąłem rodziców na obiad w nowopowstałej restauracji na obrzeżach miasta. Nota bene coraz więcej ciekawych opcji kulinarnych lokuje się poza ścisłym centrum miasta. To kolejny lokal, który odkryłem w ciągu ostatniego miesiąca. Jak tak dalej pójdzie nie będę miał w ogóle okazji bywania na Starym Mieście a świąteczne jarmarki podziwiać będę głównie w relacjach na IG tłumnie odwiedzających Wrocław turystów.

Z Londynu przyleciała koleżanka, ponad 10 lat jej nie widziałem, była lokacja, spacer i drink w hotelowym barze. Potem jak wróciłem do domu dostałem telefon z propozycją, jeden z tych których nie potrafię odmówić. Skończyło się nad ranem a rano nie pojawiłem się w biurze, tylko pracowałem zdalnie ze statku kosmicznego zwanego łóżkiem. Wczoraj to samo, istny maraton i dziś nic tylko leżę i się regeneruję.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to Łikęt

  1. Czasami potrzeba samotności i ciszy. Doskonale rozumiem.

  2. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Dobrego odpoczynku w „samotni” 🙂

  3. Gromadź siły ba następne wizyty;))

Dodaj komentarz