szranki i konkury

Powrót do biura nie zapowiadał się źle, dopiero co zaczynałem nowy projekt, wszystko było w powijakach, miałem czas na przejrzenie dokumentacji i wdrożenie się w nowe zadania i obowiązki. Zespół nie był nowy, wszyscy się znaliśmy, panowały już jednak układy, układziki, sympatie i animozje, musiałem więc jakoś wpasować się w grupę ludzi, z którymi przyszło mi pracować. Trafiło mi się pracować z panią dyrektor znaną z szorstkiego, niewyparzonego języka i delikatnie mówiąc nieprzebierającej czasami w słowach. Szybko przyszło mi doświadczyć tego na własnej skórze, jej wulgarnych komentarzy i wiadomości pisanych rynsztokowym językiem. Trudno przychodziło mi czytanie jej wiadomości okraszonych mocno niecenzuralnym słownictwem, ale prócz mnie, nikogo to chyba nie dziwiło. Po jednej z takich akcji zrobiłem zdjęcie tych bardziej soczystych fragmentów jej wypocin i w żartobliwym tonie wysłałem do dawnej przełożonej z zapytaniem, czy taka forma komunikacji to tutaj standard, bo może ja jestem przewrażliwiony i powinienem wziąć poprawkę na styl wiadomości pisanych do całego zespołu, nałożyć dźwiękoszczelny hełm, nie przejmować się głupotami i robić swoje. Koleżanka nie była zaskoczona moim prywatnym komentarzem, przyznała mi rację, szybko jednak zaczęła tłumaczyć koleżankę, że w ten sposób skraca się dystans w zespole, może mało wyrafinowanym językiem, ale jako zespół od lat dowozimy wszystko na czas i ogólnie jest dobrze. Widziałem już dużo, spuściłem więc uszy po sobie, zbagatelizowałem całą sytuację, śmiejąc się w myślach, że patologia istnieje dosłownie wszędzie.  

Po paru tygodniach wróciłem z urlopu, moja dawna przełożona wzięła mnie na spotkanie, wspomniała, że po rozmowie ze mną poczuła wyrzuty sumienia i rozmawiała o moich uwagach z panią dyrektor. Przeglądając zaległą pocztę znalazłem nawet mail, w którym pani dyrektor kilka dni wcześniej przyjęła krytykę i przeprosiła mnie za swój wulgarny język. Następnie dano mi do zrozumienia, że nie potrzebują mnie już na projekcie, oficjalnie przeliczyli się, przydzielili za dużo osób, poradzą sobie z zespołem, który mają, a mi pomogą znaleźć sobie nowe i bardziej ciekawe zajęcie.

Mój bezpośredni przełożony oświecił mnie, że mój komentarz dotarł do innego dyrektora, który z panią dyrektor ma na pieńku. Podobno zarzucił jej brak profesjonalizmu i rynsztok w komunikacji z zespołem. Padło nawet porównanie, że on regularnie bije swoja żonę, bo to skraca dystans w jego relacjach z rodziną. Suma summarum wyleciałem z projektu i wcale nie jest mi z tego powodu przykro. Poradzono mi, że mogę iść z tym do kadr, że mnie poprą, ale zupełnie nie mam nastroju na korpowojenki…

Skoro jestem aż tak wrażliwy, to chyba nie pasuję do wizji i stylu pracy każdego zespołu.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 Responses to szranki i konkury

  1. Mam wrażenie, że to tak zwane skracanie staje się powoli standardem w corpoworld i chyba jego geneza wywodzi się z Stanów.

  2. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Dla mnie nieumiejętność komunikacji to jedna z podstawowych cech braku kompetencji do pracy w zespole. Do czego służy wulgarny język? Chyba jedynie do uwypuklenia kompleksów osoby, która go używa.
    Ciesz się, że już nie pracujesz w takim chorym zespole. Życzę pozytywnej zmiany!

  3. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Brak kultury i chamstwo jako metoda „skracania dystansu” haha 😂 😂 😂 Może to dar od losu, że wyleciałeś z.. Tak dowodzonego zespołu. Szacunek należy się każdemu pracownikowi!
    Mam wrażenie, że zostałeś wykorzystany do korpowojenki na „wyższych szczeblach” 😉
    Podoba mi się Twój dystans i spokój.. Rób swoje i po swojemu.. ‚kurturarnie’ i właściwym dystansem 😉
    Pozdrawiam

  4. trollatrolla's awatar trollatrolla pisze:

    uwielbiam polską soczystą mowę, klnę namiętnie ale… tylko w towarzystwie kilkorga osób, które robią to samo… Rzadko używam przekleństw do wyrażenia uczuć negatywnych…
    Nie wiem co z tym światem jest nie tak, ale teraz jest moda na bycie brzydkim, głupim i chamskim.

  5. Skraca dystans?;))
    Dobrze że mam spaczone poczucie humoru, to mnie to rozbawiło zamiast załamać;))

  6. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Zdecydowanie nie pasujesz. Ale też dobrze zrobiłeś. Bo ja Cię z tą alergią na wulgaryzm rozumiem.

Dodaj odpowiedź do salmiaki Anuluj pisanie odpowiedzi