Za miesiąc planuję wyjazd do Libii – kraju pełnego tajemnic i niesamowitych krajobrazów od wydm Sahary po starożytne zabytki. Nasza wyprawa obejmuje spektakularne rzymskie miejsca Leptis Magna i Sabratha, stolicę Trypolisu z tętniącymi życiem targowiskami, herbaciarniami i kawiarniami z sziszą. Odwiedzimy także berberyjski region Jebel Nefusa i Ghadames. Mam wykupiony bilet do Tunisu, bo tylko stamtąd będę w stanie najłatwiej dolecieć do Trypolisu, poza tym cała nasza grupa musi przylecieć tym samym lotem, bo taki jest warunek wjazdu do tego kraju.
Wszystko mam opłacone, ale czekam na wizę. Odkąd zmieniły się zasady wjazdu do Libii sprawa trochę się skompilowała.
Niestety, w sierpniu władze Libii cofnęły wszelkie możliwości uzyskania wizy po przylocie. Nadal wydawane są wizy turystyczne, więc nie wróciły czasy, gdy turyści musieli starać się o uzyskanie wizy biznesowej, aby odwiedzić ten kraj, ale oznacza to, że teraz trzeba odwiedzić ambasadę Libii w kraju, którego albo mieszkamy, albo jesteśmy obywatelami. Strona ambasady czy adres mailowy w Warszawie nie działają, udało mi się tam dodzwonić ale za każdym razem zmieniano listę dokumentów, które będę musiał przedstawić. W Londynie wiza wydawana jest tego samego dnia, w Lizbonie, Hadze, Waszyngtonie do 3 dni a w Warszawie… 2 tygodnie.
Wahałem się czy wniosek o wydanie kodów zatwierdzenia wizy powinien być wysyłany do Warszawy czy innego miasta. Procedura poza granicami naszego kraju trwa krócej, ale jest dużo droższa i wymaga dodatkowej podroży do np. Londynu. Udało mi się porozmawiać z dziewczyną, która przerabiała ten proces w listopadzie i jej opowieści o konsulacie w Warszawie całkowicie przekonały mnie, żeby nie starać się o wizę w Polsce. Nieregularne godziny otwarcia konsulatu, dziwne wymagania dotyczące kopii wszystkich stron paszportu przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego, badania lekarskie, wyciągi z kont bankowych a na dzień przed wylotem usłyszała, że w konsulacie zabrakło blankietu potrzebnego do wklejenia wizy w paszporcie.
Z pomocą przyszli Włosi, a bardziej licencjonowany pośrednik w konsulacie w Rzymie, który za skromne 200 eur wyda mi wizę bez konieczności podróży do Rzymu, bo wystarczy że paszport prześlę mu kurierem. Zaczyna się więc moja przygoda…

Z reguly zazdroszcze innym podrozowych przygod, ale na to bym sie nie zdobyla. Bezpircznego zwiedzania zycze.
Dlatego pójdę ja a potem opowiem jak tam jest 😂
Ambasadę Libii mam za płotem. Mam iść i im nawrzucać? 😉
O! Tam trzeba do nich z kanapkami iść i czekać i pilnować że pracują. Odpuściłem już ich sobie ale będę pamiętał 😀
Jakby co, mam cały kontenerek bio i zmieszanych. Pisz śmiało! 😉
Znaczy, że nie wiesz, jak rozmawiać. Na pewno nie przez telefon, a do kieszeni…
Zasyłam uściski
W sumie mam w planie dać do kieszeni tylko nikt mnie za rękę nie złapie bo zrobię to zdalnie 😂
Najpierw pomyślałam, że przez nowego klienta zmieniasz plany i nie pojedziesz. Potem, że pojedziesz, ale najpierw pozwiedzasz coś więcej w celu odwiedzenia w różnych miejscach ambasad. Potem się dowiaduję o czymś, czego nie powinnam mówić głośno. A na koniec cieszę się, że pomalujesz mój świat na zielono.
Jeden krótki wpis, a ile emocji!
Miałem wrażenie że mój post był prosty i jednoznaczny. Klient to klient obędzie się beze mnie, o czym głośno nie chcesz pisać to nie wiem 😂 ale cieszę się że efekt końcowy jest pozytywny
Jak zawsze 🙂
Planowana podróż do Libii jawi się jako fascynująca wyprawa pełna egzotycznych miejsc i niezwykłych doświadczeń. Pokazujesz jednak nieoczekiwane wyzwania związane z procedurami uzyskiwania wizy, szczególnie w Polsce. Nie tylko zmienione zasady wjazdu, ale także biurokratyczne komplikacje sprawiają, że rozważasz alternatywne rozwiązania, takie jak skorzystanie z usług pośrednika we Włoszech.
Historia ta rzuca światło na nieprzewidywalne aspekty organizacji podróży, co dodaje nutę niepewności do przygotowań. Fascynująca przygoda, która już na starcie obfituje w niespodzianki!
Brzmi jak horoskop 👍