nie narzekam, nie narzekam – powtarzam jak mantrę

Piszę z przerwami, bo nie potrafię się wewnętrznie zmobilizować i odpowiednio zorganizować, aby mieć chwilę przelać swoje myśli na bloga, nie zasypiając przy tym z telefonem w ręku. W pracy lepiej, bo dostałem nowy projekt, nic ambitnego, ale z potencjałem, cieszę się bo wiem że wszyscy się na jakiś czas ode mnie odczepią i będę mógł spokojnie sobie rzeźbić w moim ogródku. Tydzień mnie wdrażali, w poniedziałek następnego tygodnia przyszedłem do biura z podrażnionym okiem, które okazało się zapaleniem spojówki, w konsekwencji przez kolejne 4 dni byłem na L4. Oko miałem czerwone, łzawiłem, do końca dnia bolało mnie ucho i dostałem kataru na co pierwszy lepszy okulista z miejsca wystawił mi zwolnienie. Przez krótką chwilę było mi to nawet na rękę, ale jak okazało się, że w ciągu dnia muszę zaciągać rolety, drażni mnie światło, nie mogę oglądać filmów ani czytać, szybko przestałem cieszyć się z takiego stanu rzeczy. Oglądanie filmów jednym okiem też nie wchodziło w grę, choć w lokalnym kinie kupiłem bilety na pokaz specjalny filmu dokumentalnego „Mur” Kasi Smutniak połączonego ze spotkaniem z reżyserską. Włosi Kasię znają i uwielbiają, osobiście nie mogłem oprzeć się pokusie uczestniczenia w takim wydarzeniu, ale oglądanie filmu jednym okiem niczym cyklop, okazało się z moje strony bardzo dużym poświęceniem. Na weekend pojechałem do Warszawy, spotkać się z dawno niewidzianymi znajomymi i pod każdym względem ten weekend był udany. Przypomniały mi się stare czasy nieplanowanych, beztroskich wypadów do polskiej stolicy, dzikie wieczory, szampan, fajerwerki, śmiech i atmosfera bardzo dobrego humoru. Powrót niestety okazał się zderzeniem z rzeczywistością, bo moja mama niefortunnie upadla, uszkodziła kolano a przez swoją chytrość przestała płacić za prywatną opiekę medyczną, stawiając mnie z bratem w sytuacji podbramkowej. SOR nie, bo tam trzeba czekać, a czekanie upokarza, płacić za konsultację lekarską i RTG nie chciała bo za drogo a przecież przez 40 lat płaciła składki na ZUS, a dostęp do darmowej służby zdrowia w jej mniemaniu po prostu jej się należał. Niestety rzeczywistość okazała się okrutna, żaden zakład opieki medycznej nie otworzył przed nią swoich podwojów i biedaczka musiała boleśnie zmierzyć się z rzeczywistością. I taką mam ogólnie obecnie sytuację…  

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to nie narzekam, nie narzekam – powtarzam jak mantrę

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Ciesz się, że stan zapalny minie i wszystko wróci do normy, ja tyle szczęścia nie miałam, niestety.
    Serdeczności

  2. 5000lib's awatar 5000lib pisze:

    Zdrowia dla Mamy! A teraz jak się czujecie?

Dodaj komentarz