weekendowe myśli

Utknąłem jakby w martwym punkcie, patrzę w przyszłość i nie widzę nic, nie wiem dokąd tak naprawdę zmierzam, niczym pływak unoszę się nad powierzchnią byleby nie utonąć. W pracy burdel i stagnacja. Do listopada chciałbym zmienić pracodawcę, byleby uniknąć trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. Ciekawych ofert na rynku pracy brak, teraz wszystko się zamyka i likwiduje, z ostatnich dwóch rekrutacji zostałem odrzucony, w moim mieście nic nowego się nie otwiera a to co jest, jest dla mnie mało atrakcyjne. U obecnego pracodawcy ogłosili brak awansów, podwyżek, premii, ale pracować zachęcają szybciej, lepiej, wydajniej, elastyczniej i z uśmiechem na twarzy, biorąc na siebie więcej i więcej. W obecnej firmie nie widzę dla siebie szans, poza tym najbardziej drażni mnie kolesiostwo i machloje na boku gdy władcy tego kurwidołka nawet się z tym specjalnie nie kryją. Zawsze, gdy myślę, że jest już dno, korporacyjny ład puka od spodu.

Motto ostatnich tygodni: kto sieje asap ten zbiera fuckup.

Nowy projekt to porażka, zawodowy upadek, profesjonalna czeluść absurdu, wróciłem do robienia rzeczy banalnych kiedy miałem lat 23, rozwoju dla siebie na przyszłość nie widzę żadnego, więcej uczę się nalewając sobie kawy z automatu.

Zapominanie bardzo boli. Choć im dalsza przeszłość, tym bardziej wydaje mi się piękniejsza. Katuje się ckliwymi filmami na Netflixie i popadam w coraz większą melancholię.

Sprawy rodzinne wychodzą mi bokiem. Na koniec każdego dnia dziękuję światu, że nikt do mnie nie zadzwonił ani nie napisał z nowym problem. Brakuje mi zrozumienia, cierpliwości i dobrych chęci w rozwiązywaniu rozterek moich najbliższych.

Za dwa miesiące wyprowadzają się lokatorzy z wynajmowanego mieszkania. Mam zagwozdkę czy sprzedać je od razu, czy wyremontować i wynajmować dalej. Znajomi chcą sprzedać piękne, komfortowe, dwupoziomowe mieszkanie, idealne dla singla i z miejscem na fortepian, ale rozmowy z nimi idą jak po grudzie, ile można się w końcu prosić i dopytywać.

Wszystkie wyjazdy zaplanowane mam dopiero na końcówkę roku. Jest majówka w Macedonii, ale ogólnie czeka mnie tylko orka. Nie wiem jak uda mi się pogodzić to ze zmianą pracy, który pracodawca da mi z góry tyle wolnego, a jak będę zmieniał jeszcze mieszkanie to chyba zęby w ścianę i zacznie się zaciskanie portfela.

życie osobiste? Gdy odczuwasz pustkę i nie masz celu, trafiasz w szalone miejsca, ale wciąż czujesz że błądzisz.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Mądrości, praca i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to weekendowe myśli

  1. Bardzo trafne motto ostatnich tygodni….

  2. architektrzeczywistosci's awatar architektura rzeczywistości pisze:

    Trudne myśli, ale potrzebne. Na przestrzeni czasu w pracy u Ciebie jest bardzo zmiennie – od euforii do rozczarowania tym, gdzie jesteś. Nie wiem, czy firmy w jakich jesteś od kilku lat są z podobnej branży, sektora, charakterystyki, ale może czas na coś innego? Np na prace po stronie klienta, albo w tych samych kompetencjach, ale innej branży? Z mojego doświedczenia przejście miedzy firmami konkurencyjnymi nie przynioslo mi oczekiwanej zmiany. Moze cos nowego poza praca? Np. praca naukowa, doktorat, nowe studia? Mnie to dalo ogromnego kopa, poza tym ze czasem nie chce mi sie zebrac do nauki 😉 Taki balans sprawia, że nawet jak jest gorzej w pracy to mam dużo innych tematów, które dają satysfakcje. Trzymaj się! Mimo wszystko dobrego tygodnia, moze cos milego Cie zaskoczy 😉

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Wczoraj miałem taki nastrój, wszystko widziałem w czarnych barwach, rzucam to na karby zmęczenia. Dzięki za sugestie 🙂 Zawodowo od paru lat hołduję jednemu podejściu: Kiedyś pracodawcy wysoko sobie cenili osoby długo pracujące w jednej firmie. Dziś jest inaczej – dobrze jest zmienić pracę co 3, 4 albo co 5 lat. Wychodzę z założenia ze kiedy przejmujesz nowe stanowisko czujesz wyzwanie. Przez pierwszy rok przechodzisz przez
      pełen cykl firmowy. To jest czas, kiedy się dużo i intensywnie uczysz, zwłaszcza w pierwszych miesiącach. W kolejnym roku wprowadzasz zmiany i pokazujesz, na ile cię stać. W trzecim roku udoskonalasz swoje umiejętności. Kolejne lata to dla ciebie już raczej rutyna.
      Oczywiście firmy nie są stabilnymi monolitami i podlegają restrukturyzacjom, przejęciom itd. Ale umówmy się – po 5 latach na tym samym stanowisku nie będziesz odkrywał/-a nowych lądów.

      Może faktycznie pomyślę o doktoracie. Dr Piotr brzmi dumnie 😀

  3. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Może to ten czas jest jakiś dołujący i przytłaczający? Ja od dłuższego czasu nie mogę sobie poradzić sama ze sobą. Tryb przetrwania, znikania i.. lepiej nie podchodź 😉

    Może potrzebujesz zmian, totalnej zmiany? Nie tylko pracy, ale i miejsca(?) Tu nie ma nowych firm.. a gdzie są te, w których chciałbyś pracować? Co byś chciał robić? Z Twoim doświadczeniem, wiedzą i umiejętnościami na pewno znajdziesz coś fajnego, w wymarzonym miejscu..
    Marzeń i ich spełnienia Ci życzę 🙂

Dodaj komentarz