Mamy już maj…

Mamy już maj, zdałem sobie sprawę patrząc przypadkiem w kalendarz zawieszony w kuchni na ścianie. Nie wiem kiedy minęła pierwsza połowa roku, bo mentalnie zatrzymałem się na marcu, dni tak szybko mi mijają nierówno rozłożone pomiędzy codziennymi obowiązkami, pracą, spotkaniami i wyjazdami, co miesiąc mam coś, co spędza mi sen z powiek i muszę się głowić jak to załatwić, jak ogarnąć temat, skąd wziąć pieniądze na niezaplanowane wydatki. Czeka mnie remont, choć najpierw muszę znaleźć ekipę budowlaną, która się tego podejmie. Kilka tygodni temu przy pierwszej fali upału przypomniałem sobie jak to jest mieć skwar w mieszkaniu, chodzić na w pól nago i kląć, że wciąż jest za gorąco i człowiek się poci. Jeszcze tego samego dnia wieczorem przed pójściem spać zamówiłem montaż klimatyzacji, nazajutrz miałem wizytę fachowca, dostałem wycenę, po kilku dniach zgodę wspólnoty mieszkaniowej a dzień po powrocie z urlopu pojawiła się ekipa montażowa. Do wszystkiego podchodzę bardzo zadaniowo, nie roztrząsam problemu tylko go rozwiązuję i idę dalej. Po studiach MBA została mi masa mądrych książek, niektóre pozycje po 100 i więcej złotych. Przejrzałem, odłożyłem na bok, wystawiłem na allegro i teraz co drugi dzień biegam do paczkomatu nadać przesyłkę. Nie mam potrzeby trzymania makulatury na półkach, z poczuciem ulgi nadaje im drugie życie. W pracy gorzej mi to wychodzi, bo wiem, że nigdy nie wyjdę z biura z poczuciem domknięcia wszystkich bieżących spraw, bo te mnożą się na potęgę, ale to taki krzyż który niosę i pogodziłem się, że to się już nie zmieni. Aktualnie biorę udział w naborze do firmy branży farmaceutyczno-medycznej, zadzwonili, rzuciłem zaporowa stawkę, zaakceptowali i wciągnęli w wir rekrutacji. Nie zastanawiam się nawet czy coś z tego będzie, nie kalkuluję, nie rozkminiam co będzie jeśli, nie wymyślam scenariuszy, idę za ciosem, jak będzie konkretna oferta na stole, będę się zmóżdżal czy ją przyjąć. Jeśli mnie odrzucą, to trudno. W obecnej pracy pojawiło sie zagrożenie braku bonusa w tym roku, plany wyjazdowe stanęły pod znakiem zapytania, więc narzuciłem sobie dyscyplinę finansową, której mocno się trzymam. Bałagan w domu – wstaję godzinę wcześniej, berło w dłoń i szoruję wc, podłogi, okna, piorę a dla relaksu prasuję, kątem oka oglądając nowe pozycje na netfliksie. W drodze do pracy słucham podcastów, pijąc poranną kawę jadę ścierką po meblach, czyszczę lampy i robię kroki. Lada dzień wystawię swój zestaw wypoczynkowy na balkonie, wyszoruję taras, wypiorę poduszki i siedziska, w nagrodę obiecałem sobie obiad w dobrej restauracji z ostrygami, szampanem i stekiem. Rodzice. Relacji z rodzicami w ogóle nie ma, więc ciężko mi ją nazwać nawet trudną. Nie bawię się w publiczne tłumaczenie, dlaczego tak jest, bo czuję, że nie mam się z czego tłumaczyć. Są takie rzeczy, które zostają w rodzinie, nawet jeśli tej relacji nie ma. Pewnie jest to do naprawienia. To nie jest pierwsza  rzecz, o której myślę, gdy wstaję rano. Może czas naprawi parę rzeczy, może nie. Ja się przyzwyczaiłem do aktualnego stanu.

Amok.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Mamy już maj…

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Jestem pod wrażeniem Twojego zamiłowania do porządku. Tak trzymaj.
    Podoba mi się też zadaniowość, czyli mam problem, trzeba rozwiązać.
    Serdeczności zasyłam

Dodaj komentarz