Dojechałem do Basry. Zatrzymywali nas po drodze kilkakrotnie, ale zdążyłem do tego przywyknąć. W końcu to dla bezpieczeństwa wszystkich.
Na autostradzie po raz kolejny wertowali mój paszport, który niestety tym razem nie przeżył bezpośredniego spotkania z przedstawicielem irackiej władzy. Pan wyrwał mi kartkę ze zdjęciem i aktualnie jestem na etapie rozmyślania jak tu się nie wkurwiċ.
Ambasada w Bagdadzie jest ponad 500 km stąd, tam nie ma konsulatu, bo ten znajduje się w Erbilu 450km za Bagdadem. Telefonów nikt nie odbiera, napisałem maila, na dodatek w czwartek w Iraku jest święto narodowe (biura i urzędy pozamykane) a potem zaczyna się weekend więc w konsulacie zaczną pracować w niedzielę…
Rozumiem że potrzebuję paszportu tymczasowego żeby wrócić do kraju, ale nie wiem czy z takim zniszczonym paszportem wpuszczą mnie na teren Kurdystanu, bo między Irakiem a Kurdystanem istnieje kontrola graniczna.
Tak więc jestem trochę „w zawieszeniu” bo nie wiem gdzie powinienem się udać.
Napiłbym się teraz drina, ale nawet tego tutaj nie mogę.










Zdjęcia zachęcające do odwiedzin…przygody paszportowe, jednak nie bardzo. Podziwiam jednak Twoją odwagę.
A podał jakiś powód wyrwania kartki z paszportu? Ciarki mnie przechodzą. Piękne zdjęcia, ciekawie piszesz, ale etap paszportowy skutecznie odstrasza od pobytu. A nie masz kserokopii paszportu?
Nie znam powodu i pewnie nigdy się nie dowiem. Może mu się omsknęło i za mocno szarpnął, może zrobił to specjalnie.
Kserokopie mam. Tylko że do niczego mi się ona nie przydaje.
Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie