Wcześnie rano wyjechaliśmy do Basry po drodze zatrzymując się …. na bagnach.
Irackie bagna należą do jednych z największych na świecie, Saddam raz je nawet osuszył walcząc z bojownikami przeciwnymi jego reżimowi, zamieniając je w półpustynię. Obecnie ich stan się poprawia, po upadku reżimu ludzie zaczęli niszczyć tamy i umożliwiać wodzie powrót do osuszonego bagna. Jakiś czas temu wpisane zostały nawet na listę dziedzictwa UNESCO. Mieszkańcami tego terenu są Arabowie bagienni żyjący w prymitywnych warunkach bez prądu i bieżącej wody tzw. ludzie trzcin. Rdzenna ludność zajmuje się tu rybołówstwem i uprawą roślin od 5000 lat. Hodują bawoły wodne i budują domy z trzcinowisk na pływających wyspach w miejscu, gdzie rzeki Tygrys i Eufrat spotykają się przed wpłynięciem do Zatoki Perskiej.















Jeden pan, lider lokalnego klanu, wziął mnie na przejażdżkę swoją „wypasioną” łodzią podczas której mogłem podziwiać kąpiące się bawoły oraz bagienne krajobrazy. Potem zabrał mnie w trzciny i zaczął mi śpiewać. Przejażdżka miała na celu pokazanie okna w przyszłość, która może dotknąć inne części świata, jeśli nie będziemy zapobiegali i łagodzili zmian klimatu.
Dziś w nocy odebrałem kilkanaście wiadomości jakoby nad Irakiem zamkniętego przestrzeń powietrzną i nie latają żadne samoloty. Otóż samoloty latają, lotniska zamknięto wczoraj na 120 minut, bo Iran potrzebował wystrzelić z stronę Izraela kilka czy kilkanaście tysięcy dronów.

Bagna ciekawe, lecz mieszkać tam byłoby mi trudno. Na szczęście jest bezpiecznie…
Serdeczności