An-Nasirijja

Nadal kierujemy się na południe w stronę An-Nasirijja. Co rzuca się w oczy, że im bardziej na południe tym ludzie wydają się bardziej konserwatywni, przejawia się to w ubiorze kobiet, zachowaniu, stylu życia.

Po drodze zatrzymaliśmy się w Uruk – starożytnym miecie Sumerów sprzed prawie 6 tysięcy lat. Ruiny miasta leżą na gigantycznej pustyni, z dawnej świetności pozostał jedynie masywny ziggurat. Kiedyś najważniejsze miasto-państwo centrum handlowe, kultowe i administracyjne w całej południowej Mezopotamii, tutaj wymyślono pierwszy znany na świecie system pisma – pismo piktograficzne, które ewaluowało do postaci pisma klinowego. Wiele odkopanych przedmiotów już nie ma, bo rozdysponowano je po muzeach na całym świecie. W upale chodziliśmy po wykopaliskach z lokalnym strażnikiem. 

Mój przewodnik ma tę zaletę, że zna wszystkich albo prawie wszystkich. Ile razy zbliżamy się do kolejnego punktu naszego zwiedzania, wykonuje tylko telefon i zaraz ktoś na nas czeka żeby nas wpuścić lub oprowadzać. 

Dojeżdżając do Ur miało być podobnie. Niestety trafił się policjant służbista który za nic nie chciał pozwolić wjechać nam na teren wykopalisk po godzinie 17.00. W pewnym momencie zaczęła się nawet przepychanka między kierowcą, przewodnikiem a policjantem. Darli się na siebie i odgrażali rękami, siedziałem cicho w aucie, gotowy zareagować jak tylko usłyszałbym strzały. Fakt, że dostęp do stanowiska został ostatnimi czasy ograniczony, a do jego zwiedzania potrzebne jest specjalne zezwolenie, ale takowe mieliśmy tylko panu pora przestała jakby odpowiadać.

Murdtaza zadzwonił do jakiegoś ważniaka z lokalnej policji i po kilku minutach butny pan policjant skapitulował i pozwolił nam zobaczyć miasto słynące  ze swoich biblijnych powiązań. Wielki ziggurat Ur wznosi się jakby z równin ponad ruinami z cegły mułowej niegdyś wielkiego miasta. Spacerując pośród nich, przeżywa się przeszłość, gdy miasto było centrum handlu i rzemiosła, chronionym przez starożytnych bogów i kwitnącym pośród okolicznych żyznych pól.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to An-Nasirijja

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Super! Ale czy bezpiecznie?

Dodaj komentarz