Mosul

Niełatwo było mi dziś w nocy zasnąć. Prawie do rana przeleżałem w łóżku zasypiając może dopiero po 4. Wierciłem się i kręciłem. Późnym wieczorem dostałem jeszcze info od konsula że kopię noty do irackiego MSZ, z prośbą o wpuszczenie mnie do północnego Iraku, prześlą mi dopiero we wtorek albo środę. Nie było mi to rękę, zirytowałem się bo doskonale wiedział kiedy planuję wjazd do Erbilu dlatego na oparach cierpliwości ostatni raz grzecznie, ale stanowczo napisałem mu rozumiem, że był weekend i święto narodowe. Ale jeśli ich placówka miałaby możliwość oraz chęć udzielenia mi pomocy, to bardzo zależałoby mi na otrzymaniu poświadczenia naszybciej jak się da.

Długo nie było żadnej odpowiedzi, a potem coś w stylu, że tak się nie da i lepiej zaczekać.

Przed wyjazdem z Mosulu pojechaliśmy najpierw na śniadanie, ale nie byłem wstanie nic przełknąć, wypiłem tylko kawę a właściciel baru poczęstował mnie papierosem. Poszliśmy przejść się po lokalnym bazarze, zobaczyć jakie spustoszenia zostawiły po sobie walki o Mosul – ISIS walczący z armią iracką i wojskami sprzymierzonymi. Widoki przygnębiające jak w Aleppo.

Z Mosulu do Erbilu jest niecałe 85 km, trasę pokonuje się w 60-90 minut.  Pierwszy punkt kontroli przejechaliśmy bezproblemowo. Pokazałem paszport, potem stronę z wizą, od razu machnęli nam żeby odjechać. Drugi punkt kontroli przepuścił nas bez sprawdzania czegokolwiek. Wtedy poczułem że to może się udaċ, że kontrole są pobieżne, że przejadę cały Irak na improwizowanym paszporcie. Lepiej się wtedy poczułem, trochę zeszło ze mnie ciśnienie, zacząłem rozmawiać na luzie z przewodnikiem, bo od rana byłem raczej małomówny.

Trzeci główny punkt kontrolny a zarazem granica regionu wyglądał już jak przejście graniczne z prawdziwego zdarzenia. Duży wiata, kilka pasów, na każdym po kilka stanowisk, barierki, saperzy, mnóstwo obsługi, policji. Pan w uniformie poprosił o nasze dokumenty, pobieżnie je sprawdził, kazał otworzyć bagażnik, po czym pomachał żeby jechać dalej. Kolejny pan w ogóle nie był zainteresowany naszymi dokumentami, zadawał pytania po arabsku, pytał się o mnie i też pozwolił jechać dalej. Murtda uśmiechnął się pod nosem i skomentował tylko, że nie wierzy że to się dzieje naprawdę. Trzeci, najbardziej niepozorny pan, kazał nam zawrócić, zjechać na pobocze i przejść przez tzw. procedurę wjazdu. Kierowca zrobił jak mu kazano, wróciliśmy do punktu wyjścia, ale do punktu wydającym jakieś podstemplowane kwitki nie poszedłem, zostałem sam w samochodzie. Po kwadransie znowu ustanowiliśmy się do wjazdu licząc że będzie to już tylko formalność aby w końcu wjechać. Wtedy jakiś inny pan powiedział, że mamy stanąć na pasie awaryjnym, a ja udać się do jeszcze innego punktu i dostać dodatkowy kwitek z pieczątką do naszej kolekcji. Lekko tęgawy pan o niebieskich oczach siedzący w okienku przejrzał mój paszport, wizę, coś tam wpisał do komputera, mój papierowy spinacz wpięty w pierwszą stronę nie wydał mu się niczym dziwnym. Murtda rozmawiał, ja stałem i patrzyłem przed siebie bylem sparaliżowany i słyszałem jak oddycham. Po chwili paszport do mnie wrócił i udaliśmy się w stronę auta. Wtedy niespodziewanie zaczepił nas jeszcze wojskowy, który już nas sprawdzał, zapytał czy mam kolejną kartkę z pieczątką. Nie miałem, więc musieliśmy wrócić do okienka. To była już i tak tylko formalność, miło wyglądający, spokojny pan poprosił jeszcze raz o mój dokument i wtedy usłyszałem w głowie jakby huk zsuwającej się blachy falistej – strona ze zdjęciem się zsunęła. Pan pozostał niewzruszony, popatrzył, wpisał adnotację że skoro wizę mam aktualną, to do uszkodzonej strony w paszporcie nie będzie się przyczepiał, ale poradził mi naprawić swój dokument. Nie kryłem zaskoczenia, że tak ulgowo mnie potraktowano, wróciliśmy do auta nie dowierzając w to co się właśnie stało. Po chwili zauważyłem też wiadomość od konsula, z kopią noty do irackiego MSZ, gdzie prosi służby graniczne żeby zgodzili się na mój wjazd na terytorium Północnego Iraku. Konsul się ogarnął i wysłał mi pismo akurat jak stałem na bramce, trochę późno ale nie za późno. Akurat jak mi kartki przeglądali i odkryli że podróżuje na „improwizowanym” paszporcie. Założę się że musiał byċ zirytowany, zakłóciłem jego weekendowe „dolce far niente“.

Jestem już w Erbilu i nawet jeśli panu konsulowi zajmie kilka dni, żeby uruchomić maszyny drukarskie, jestem bezpieczny albo bezpieczniejszy.

Filmowa ta moja podróż.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Mosul

  1. 5000lib's awatar 5000lib pisze:

    Też nie mogłam spać, zwlekłam się z łóżka, a osoba , z którą się umówiłam rano na spotkanie, spóźniła się dwie godziny, to i tak nic patrząc na to, gdzie jesteś, bezpieczeństwa.

  2. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Będziesz pamiętał tą podróż! Jak film grozy… brrrr

  3. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Uff wszyscy zapamiętamy tę Twoją podróż. Ale już z górki. Kciuki wciąż załączone w myśl zasady ” strzeżonego Pan Bóg strzeże”. 😀

Dodaj odpowiedź do salmiaki Anuluj pisanie odpowiedzi