szalony okres

Z urlopu w Iraku wróciłem szybko i bezpiecznie. Udało mi się kupić bilet na bezpośredni lot do Berlina i choć z kilkugodzinnym opóźnieniem, nad ranem dotarłem do domu. Okazuje się, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, za wszystkie odwołane i opóźnione loty, linie lotnicze wypłacą mi odszkodowanie. Suma summarum wyszło więcej, niż zapłaciłem za pierwotny bilet Qatar Airways.

Z oczami na zapałki, jeszcze tego samego dnia o 10. rano pojawiłem sie w biurze paszportowym, żeby złożyć wniosek o nowy dokument. Mam niecałe 3 tygodnie aby go dostać i uzyskać nowe zaproszenie potrzebne do wizy do Afganistanu. Pomimo zmęczenia tego dnia byłem szczęśliwy, bo istnieje duża szansa, że to wszystko jeszcze uda mi się pospinać.

A co było potem? Biologii człowiek nie oszuka, dwa tygodnie w ascezie i o suchym pysku musiałem jakoś odreagować. Na szczęście w XXI wieku nie trzeba kupować krowy, żeby napić sie mleka, wystarcza dostęp do internetu i byle jakie konto na portalu randkowym, przy okazji lunch i szybki wypad do ulubionego koktajl baru i z człowieka schodzi całe ciśnienie i spina.

Weekend miał być zaplanowanym czasem relaksu, ale niespodziewanie znalazł sie chętny do wynajmu mieszkania, więc było jeżdżenie, pokazywanie, kompletowanie certyfikatów i podpisywanie umowy. W poniedziałek wieczorem odebrałem zaliczkę, oddałem klucze i nareszcie byłem szczęśliwy, że temat wynajmu nareszcie mam już z głowy.

W poniedziałek planowałem wrócić na luzie do pracy. W sobotę zadzwonili, że we wtorek będą demontować i montować mi nową kuchnię. To co przewidziane było na 2 dni przedłużyło się do 3 – na ten czas musiałem wyprowadzić się z mieszkania, w poniedziałek w nocy pakowałem naczynia, spożywkę, porządkując szafki, we wtorek wjechała ekipa, która jak to po każdym remoncie, zostawiła po sobie syf. Musiałem wziąć L4 na czwartek i piątek żeby uporać się ze sprzątaniem całego mieszkania, sprawami administracyjnymi w spółdzielni, wywieźć rower do garażu, ogarnąć balkon po sezonie, zakupy, znajomych.

Na potrzeby tego cyrku sporządziłem sobie specjalną listę rzeczy ważnych i nieważnych oraz pilnych i niepilnych, co pomogło mi ujarzmić ten chaos.

Teraz siedzę sobie nareszcie sam, w salonie, beztrosko pyka zapachowa świeczka, popijam lampkę ulubionego czerwonego wina, mieszkanie świeci, na podłodze można przeprowadzać operacje na otwartym sercu, wyniosłem stare graty, pozbyłem sie odpadów, nawet mokrą szmatą nogi od stołu i krzeseł w salonie przeleciałem i nie ma tam teraz pajęczyn. Okna w weekend ogarnę – tak sobie myślę. Jutro rano dentysta, bo ząb mi sie rusza – na szczęście to implant i nie boli. Niezłe Kongo.

Może to znak? Do Kongo polecę.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to szalony okres

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Niesamowite tempo, jak Ty długo tak pociągniesz, kiedy nawet na urlopie zagoniony i zaganiany?

Możliwość komentowania jest wyłączona.