Wypad do Abu Zabi

W Dubaju byłem razy naście, a w sąsiednim Abu Zabi nigdy, dlatego korzystając z dodatkowego dnia w ZEA postanowiłem ten brak poznawczy  nadrobić. Popijając kawę w Mall of Dubai i wciskając w siebie przeogromną porcję sałatki w ulubionej sieci Cheesecake Factory znalazłem lokalne biuro podróży i wraz z grupą przypadkowych osób, wybraliśmy się tam na krótki jednodniowy wypad. Stolica Zjednoczonych Emiratów Arabskich podobno zawsze była bardziej konserwatywna niż sąsiedni Dubaj, ale Abu Zabi, mimo że brakuje mu czegoś co nazywałbym „blaskiem”, stara się nadrabiać te braki tzw. kulturą wyższą. Nie oznacza to, że miejsce, w którym odbywa się najbogatsze Grand Prix świata, jest obce blichtrowi. Miasto szczyci się mnóstwem błyszczących galerii handlowych, drogich oraz luksusowych hoteli i klubów nocnych, które dorównują wszystkiemu, co można znaleźć w Dubaju. Podobnie jak jego sąsiad, Abu Zabi również lubi „myśleć na wielką skalę i iść w rekordy”. Jeśli nie jest to cud inżynierii, jakim jest Capital Gate (najbardziej pochylona na świecie wieża zbudowana przez człowieka na podobieństwo Krzywej Wieży w Pizie), to jest to Świat Ferrari, w którym znajduje się najszybszy rollercoaster na Ziemi.

Innym przyciągającym uwagę miejscem w emiracie jest wyspa Saadiyat, która kilka lat temu była opuszczoną ziemią niczyją. Teraz pełna jest luksusowych kurortów i pełnych przepychu klubów plażowych i to właśnie tam kochający słońce w pełni korzystają z prawdziwie dziewiczych białych piasków. Ta sama wyspa jest również domem dla innego imponującego nowego projektu, dzielnicy kulturalnej, w której znajduje się nowo otwarty Luwr Abu Zabi, zaprojektowany przez francuskiego architekta. Niebawem powstanie bliskowschodnia wersja Muzeum Guggenheima, z tysiącami dzieł sztuki współczesnej…

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się tutaj przebogate, przerysowane, największe, najdroższe, najokazalsze przez to puste i sztuczne. Abu Zabi reklamuje się, że nie polega tylko na znajdowaniu sposobów na przekształcenie petrodolarów w budynki architektonicze perełki lub centra rozrywki. W centrum znajdują się jeden z najpiękniejszych meczetów w Zatoce Perskiej, a także mikro stare miasto i kilka zakurzonych domów, które nawiązują do nie tak bardzo dawnej pustynnej przeszłości miasta.

Malownicza promenada Corniche z przyjaznymi rodzinom plażami i długą promenadą również warta jest odwiedzenia, chociaż i tutaj nie da się uniknąć całkowicie wszelkich oznak i jednoznacznych skojarzeń z pieniędzmi pochodzącym z wydobycia ropy naftowej.

Dzień minął w bardzo przyjemnej, leniwiej atmosferze, czasami bywało gorąco i pot lał się po skroni, ale to Emiraty i pustynia. Jeśli miałbym siedzieć w hotelu przy basanie albo bez celu włóczyć się po którejś z olbrzymich galerii centrum, to cieszę się że wybrałem Abu Zabi.

Powrót do Dubaju był jednym koszmarnym wielogodzinnym staniem w korku, na szczęście nie spieszyło mi się, bo samolot do Kabulu odlatywał dopiero o 4 nad ranem. Zdążyłem się spakować, wykąpać i nawet krótko zdrzemnąć zanim pouberowałem na lotnisko. Pierwszy raz jechałem uberem Teslą – takie szczęście to tylko w Dubaju.

Unknown's avatar

O saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na Wypad do Abu Zabi

  1. salmiaki's avatar salmiaki pisze:

    Całkiem inny świat…

  2. Lucia's avatar Lucia pisze:

    No właśnie jak napisała Pani Salmiakowa. ’ całkiem inny świat „. I nie wiem czy potrafiłabym się tam znaleźć . Lepiej czytać relacje tych co byli.

Dodaj komentarz