Dubaj

Potwierdziło się to, o czym instruowano mnie przed wyjazdem do Afganistanu. „Jest bardzo prawdopodobne, że studenci i młodzi ludzie będą podchodzić i zadawać pytania. Zazwyczaj pytają, kim jesteś i dlaczego jesteś w Afganistanie. Zawsze możesz z nimi porozmawiać, powiedzieć im, jak się nazywasz, że jesteś turystą i z jakiego kraju pochodzisz, ale NIE podawaj im swojego adresu, hotelu ani trasy. Mogą poprosić o dane WhatsApp lub Facebook. Możesz je podać, ale NIE zamieszczaj żadnych postów w mediach społecznościowych, dopóki wycieczka się nie zakończy i nie opuścisz kraju”. Wyjeżdżam do niedostępnego turystycznie miejsca na świecie i nie mogę o tym trąbić w mediach społecznościowych.

Na poniedziałek wziąłem sobie wolne, miałem cały dzień na pakowanie się a im więcej mam na coś czasu, tym więcej zajmuje mi wykonanie czynności. „Podczas tej wycieczki będziesz musiał nosić lokalny strój. Po przyjeździe zabierzemy Cię na lokalny targ, aby odebrać trochę ubrań. Ponieważ będziesz nosić lokalne ubrania, będziesz musiał zabrać ze sobą tylko bieliznę, skarpetki, kilka koszulek i ciepły sweter do noszenia pod spodem”. Po mimo jasnej wskazówki spakowałem się do sporej walizki, bo nawet najkrótszy pobyt w Dubaju zawsze jest okazją do udanych zakupów. Późnym wieczorem dotarłem do Warszawy żeby przed 6 rano pojawić się na Okęciu. Odprawa, kawa, całkiem przyjemny lot, trochę snu, jakieś tam winko i dobry film na znieczulenie. W Dubaju wylądowaliśmy z opóźnieniem, ale czasu akurat mi tym razem nie brakowało. Ciapata obsługa lotniska wcisnęła nas wszystkich do automatycznych bramek biometrycznych, które koncertowo jedna po drugiej się blokowały a potem zaczęły dzwonić, zrobił się jazgot i szum, przyleciał jakiś pan w turbanie i kazał wszystkich wysłać do stanowisk kontroli paszportowej.

Plan był prosty, po śniadaniu pojechać do pobliskiego konsulatu i złożyć wniosek o wizę. Z duszą na ramieniu zamówiłem ubera, podjechałem do dzielnicy Al Jaffiliya pełnej zadbanych, wystawnych ale otoczonych wysokim murem willi, pod wskazanym adresem zadzwoniłem nieśmiało na dzwonek, bo brama była akurat zamknięta, choć zza muru dostrzegłem afgańską flagę. Drzwi się otworzyły, nikt po mnie nie wyszedł, więc ja śmiało wszedłem do środka, dostrzegałem wychodzącego z willi pana w turbanie, towarzyszyła mu jakaś kobieta: – chciałbym złożyć wniosek o wizę turystyczną do Afganistanu… Pan kazał mi powtórzyć, potem popatrzył na mnie podejrzanie dziwnie i wskazał willę obok, bo koncertowo pomyliłem budynki.

W konsulacie wysłali mnie do pokoju nr 4, miły pan napisał coś na kartce którą przykleił do okładki paszportu, odesłał do kasy w pokoju nr 2, zamiast 350 dolarów wydałem 130 płatne kartą, dostałem pokwitowanie z którym wróciłem do miłego pana z pokoju nr 4, który spojrzał tylko na wniosek, kazał podpisać, popatrzył na zaproszenie, przykleił dołączone zdjęcie i z lekkim uśmiechem zapytał czy poczekam, bo wystawi mi wizę. Zaczekałem w poczekalni, z jedną panią Szwajcarką taką zakrytą całą, która leciała do Afganistanu wyjść za mąż… Miły pan wrócił, wręczył mi paszport i życzył udanego pobytu w jego kraju. Wizyta zajęła mi mniej czasu niż się tego spodziewałem, wsiadłem w ubera i pojechałem uczcić ten fakt dobrą kawą w Mall of Dubai.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Dubaj

  1. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. I trzymam kciuki za udany pobyt, bez niespodzianek. Ani dobrych ani złych. Niech toczy się według planu. Uściski Wędrowniku.

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Dziekuje Ci bardzo za pamięć i ciepłe słowa. Jestem od kilkunastu godzin w Afganistanie i na razie jest zjawiskowo, ludzie są fenomenalnie mili tylko Talibowie czepiają się kiedy ci chca robic sobie z nami zdjęcia…

      • Lucia's awatar Lucia pisze:

        Czekam na kolejne relacje. To wszystko o czym piszesz to taka relacja na gorąco, a takie są najlepsze.

Dodaj komentarz