Ostatnie tygodnie tego roku…

…spędziłem głównie pracując. Po wszystkich tegorocznych wyjazdach w końcu wyczerpałem przysługujący mi urlop wypoczynkowy, nawet dni wolnych zabrakło i nie mialem wyboru jak tylko pracować. ElQuattro poszło na ostatnie 3 dni w Dubaju, nim na dobre wróciłem do Polski. Dubaj jak zwykle zachwycił mnie ofertą zakupową, szafa wzbogaciła się o nowe ubrania i dodatki a na półce pojawił się zielony flakonik ulubionych perfum. Na razie nie planuję powrotu w tamte rejony, w obawie że przekroczę limit środków na koncie.

W pracy znowu zmiany, wyszło na jaw że choć jestem przypisany do projektu do września przyszłego roku, to od przełomu lutego i marca zaczynam przenosić swój zespół do Indii. Nie mam nic przeciwko oddania ciapakom rzeczy, które aktualnie robimy, tylko nie podpiszę się pod obietnicą, że będzie to w przyszłości hulało. Mogę wytłumaczyć im wszystko, nawet kilka razy, udokumentować, zrobić instrukcję, ale nie sprawię że oni to zrozumieją. Za bycie zdalnie odpowiedzialnym za taki zespół absolutnie się nie piszę. Nie mój cyrk, nie ma je małpy. Nie wiem jak ułoży się i na ile w ogóle będzie podobał mi się pierwszy kwartał roku. Znając plany pracodawcy i jednocześnie wiedząc, kto odejdzie z zespołu snuję mało pozytywne wizje.

Grudzień kojarzy mi się z nieustającą zabawą i ciągłym imprezowaniem w ramach tzw. wigilii firmowych. Zaliczyłem ich kilka, najgłówniejszą zakończyłem z przytupem o 4.30 nad ranem by o 10.00 świeżuteńki pojawić się w biurze. Gdy wreszcie miałem weekend tylko dla siebie, bez wizyt i rewizyt, kolacyjek, wyjść na drinka, całkowicie oddałem się leniuchowaniu w łóżku. Przeleżałem tak ostatni weekend przed świętami, tyle co rodziców zabrałem na niedzielny obiad do restauracji.

Wigilię spędziłem z rodzicami. Mój humor nie był najlepszy – pół nocy nie spałem bijąc się z myślami czy skonfrontować rodzicielkę za sianie gównoburzy i zepsuć wszystkim święta, czy przemilczeć całą dramę trzymając język za zębami. Stosunkowo udany wigilijny poranek sprawił że zeszło ze mnie całe ciśnienie a wieczorem byłem najukochańszym synem pod słońcem. Aby ten stan bezmiaru empatii utrzymał jak najdłużej, to późnym wieczorem spotkałem się z atrakcyjnym, rozerotyzowanym, kipiącym zbyt dużym libido przeto mało skomplikowanym młodszym kolegą, który od stycznia postawił się zmienić i zrobić sobie przerwę od dotychczasowego birbanckiego stylu życia. Pomagałem mu wygonić z siebie diabła, zobaczymy tylko czy skutecznie…

W lipcu razem z K. natrafiliśmy na ciekawą ofertę wycieczki do Jordanii. Oferta była przystępna, wylot w dzień po świętach, a koszt nie był wygórowany, ponieważ wyjazd nie wiązał się z żadną imprezą sylwestrową. Biuro podróży umożliwiało nawet rezygnację z wyjazdu bez podania przyczyny do 30 dni przed wylotem. Kupiliśmy wycieczkę niemal od razu, tyle że potem wybuchła wojna w sąsiednim Libanie, przez co polscy turyści zaczęli się niepokoić – oprócz mnie oczywiście, bo ja dalej chciałem tam lecieć. Biuro zachowało się wyjątkowo i zaproponowało nam zmianę rezerwacji na inny, podobny wyjazd w tym samym sezonie, z zachowaniem pierwotnej ceny. I tak niespodziewanie Nowy Rok spędzimy na Maderze.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 Responses to Ostatnie tygodnie tego roku…

  1. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Jesteś w czepku urodzony…
    Dzieje się u Ciebie tyle, że czasem zastanawiam się, czy nie masz brata bliźniaka…

  2. Madera w porównaniu z Jordanią to banał. Ale mam nadzieje, że Ci (Wam?) się tak czy owak spodoba

Dodaj odpowiedź do salmiaki Anuluj pisanie odpowiedzi