Na Maderze mógłbym mieszkać. Klimat przypomina mi Bay Area z San Franciso bo nigdy nie jest ani za ciepło ani za zimno. Deszcze zdarzają się wszędzie i zdaje sobie sprawę że mieliśmy szczęście przez cały nas pobyt ani razu nie padało.
Zawodowo nie sądzę że znalazłbym tutaj pracę, chyba że bym się przekwalifikował na coś bardziej związanego z turystyką, kokosów bym na tym nie zarobił ale żyłoby mi całkiem dobrze. Musiałbym tylko nauczyć się portugalskiego bo bez znajomości lokalnego języka byłoby mi gorzej.
Do hotelu mamy pod górę, codziennie kilka razy wspinam się na Kilimandżaro albo conajmniej ściankę bo wzniesienia mam wrażenia są tutaj pod kątem 90 stopni.
Kiedy przylecieliśmy tutaj z K. pierwsze co zauważyliśmy to że nie ma tutaj turystów z dziećmi. To olbrzymia zaleta bo rozdartych dzieci oboje nie znosimy.
Codziennie pokonujemy pieszo po kilkanaście kilometrów, zwiedzane miejsca wymagają wspinania się ale zdążyłem polubić ten wysiłek.
Często spacerując po lokalnej promenadzie oglądamy tutejsze apartamentowce z olbrzymi oknami, których widok wzbudza nas zachwyt. Ich cena pozostaje nieosiągalna, ale miło jest wyobrazić sobie że nas na nie stać.
Jedzenie w hotelu jest bardzo dobre, zarówno na śniadanie jak i kolacje serwują nam bufet. Głodny nie chodzę.
Podobno Azory są bardzo podobne, tylko dziksze dlatego następny wyjazd planujemy właśnie tam. Podobno Azory to Hawaje Europy i chcę sam to zweryfikować.































Super! Jedź na Azory- poczekam na relację 🙂