Styczeń

Wróciłem z urlopu z Madery i rzuciłem się w wir zawodowych obowiązków. W połowie roku szykują się duże zmiany, potrzebuję zatrudnić kogoś w Indiach, bo w przyszłości moją pracę będą wykonywali ciapaki. Mam stworzyć plan przeniesienia wiedzy do Indii, zatrudniać, wyszkolić nowych pracowników i sprawić że nie odbije się to na jakości pracy. Potrafię wiele, mogę zatrudnić obiecujących kandydatów, zorganizować kilka miesięcy szkolenia, być miły i cierpliwy ale za nikogo nie zrozumiem ani tego nie sprawię.

Z planami wyjazdowymi na Azory miałem poczekać do połowy lutego. Nie wytrzymałem, kupiłem już bilet do Porta Delgada a na koniec czerwca wpisałem w kalendarzu tygodniowe L4.

Odwiedziła mnie koleżanka, została na noc, spała w salonie na rozkładanej sofie. Moja sofa, gdyby mogła mówić napisałaby pamiętniki czerwonego pantofelka, wiele widziała i wiele przeżyła. Niestety nie uniosła wagi koleżanki i pękły mi nóżki przez co szykują mi się nowe wydatki.

Zacząłem mieć wątpliwości czy wyjazd do Kongo z początkiem nowego roku to był dobry pomysł. W Afryce pociąga mnie nic, nie ma tam kultury, muzeów, owszem są widoki, natura, fauna i flora ale im więcej myślę że miałbym spędzić dwa tygodnie w dżungli z gorylami, w potwornie wilgotnym klimacie, łazić po krzakach, chaszczch, torując sobie drogę maczetą, unikać komarów, spać w namiocie, pocić się, myć się w beczce z wodą, potem w Angoli wydawać astronomiczne kwoty na byle jakie wydatki to odechciewa mi się takiej przygody. Nawet dolot do Brazzaville jest fatalny i zaczynam myśleć że kontynent afrykański nie jest mi przeznaczony.

Weekendy spędzam w gronie bliskich mi osób. Obecny spędziłem na gotowaniu i nie wiem o co w tym chodzi, ale zauważyłem że gotowanie mnie uspokaja, bardzo odpręża i sprawia mi przyjemność.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to Styczeń

  1. Znajoma była niedawno w Czadzie. Też Afryka…. Dwa tygodnie bez prysznica trudno jej było przeżyć, ale nie było goryli, chaszczy, kultury, wilgoci, sklepów. Pokazywała zdjęcia, fantastyczne.

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      W Czadzie musi być czadowo. Zdjęcie muszą być fantastyczne. Jedyne co mnie zniechęca to świadomość że po całym dniu zwiedzania i oglądania człowiek umęczony i spocony myje się w szklance wody, kładzie się spać w tych samych ciuchach wstaje rano i zaczyna zwiedzanie od początku. Po 3 dniach wszystko musi człowieka swędzić 😂.