Chyba nikt z nas nie spodziewał się, że Chodżent okaże się tak interesującym miejscem do zwiedzania. Nasz hotel miał specyficzny klimat – trochę jak z dawnych lat – ale ja trafiłem wyjątkowo dobrze, bo dostałem przestronny apartament z osobną sypialnią.
Rano wyruszyliśmy na odkrywanie miasta, które jest drugim co do wielkości w Tadżykistanie. Jednym z punktów był tętniący życiem Bazar Panjszamb. Ten kolorowy rynek to prawdziwa uczta dla zmysłów – aromaty przypraw, świeże owoce i warzywa, rowery, opony, ptaki, lokalne wyroby, podróbki znanych marek i tkaniny przyciągały uwagę z każdej strony. Idealne miejsce, żeby spróbować czegoś nowego, porozmawiać z mieszkańcami i poczuć rytm codziennego życia w Tadżykistanie. Z ciekawości spróbowałem lokalnych truskawek, które przypomniały mi smak dzieciństwa.
Jedną z rzeczy, które naprawdę rzucają się tu w oczy, są złote uśmiechy. Złote zęby to nie tylko element estetyki, ale też kulturowy symbol – widzieliśmy je u sprzedawców, taksówkarzy, a nawet policjantów. W różnych krajach regionu, od Turkmenistanu po Kirgistan, złote uśmiechy stają się niemal znakiem rozpoznawczym – u młodych i starszych, kobiet i mężczyzn. Choć moda ta wywodzi się jeszcze z czasów sowieckich, w niektórych miejscach ma się całkiem dobrze do dziś.
Po kolacji nie chciało mi się jeszcze spać i jak się okazało, nie byłem sam. Dostałem wiadomość od znajomych, że wybierają się do sklepu, więc dołączyłem. Skończyło się na sympatycznym wieczorze w pokoju naszego przewodnika – rozmowa, śmiech, trochę lokalnej wódki. Obiecałem sobie, że to ostatni taki wieczór ale w podróży trudno odmówić dobrej atmosferze.
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.