Przekroczenie granicy tadżycko-kirgiskiej było niczym scena z filmu przygodowego – coś, co na długo zapadnie nam wszystkim w pamięć. Autokar zatrzymał się jeszcze na ponad kilometr przed granicą, bo drogę zablokowały równo zaparkowane ogromne tiry. Nawet pas środkowy był zastawiony, więc nie pozostało nam nic innego, jak tylko wyjąć bagaże i ruszyć pieszo w kierunku punktu granicznego.
Z plecakami i torbami lawirowaliśmy między potężnymi ciężarówkami, koparkami i gigantycznymi oponami – prawdziwy slalom wśród stalowych kolosów! Na granicy Tadżycy przyjrzeli się naszej grupie dość dokładnie, ale wszystko przebiegło spokojnie. Po kirgiskiej stronie poszło już błyskawicznie – kilka pieczątek i gotowe.
Dwa dni podróży przez spektakularne krajobrazy – z Osz, przez Tagtoguł, aż do Biszkeku. Nasz hotel w Osz może i był skromny, z nieco zbyt kompaktowymi pokojami w minimalistycznym stylu, a prysznic z krótkim wężem bardziej nadawał się do szybkiego odświeżenia kolan niż pełnej kąpieli – ale miało to swój urok.
Moja koleżanka z Australii trafiła na prawdziwy cud techniki – grzejnik w kabinie prysznicowej! Brzmiało to jak coś z komedii Barei i trochę się zastanawiała, czy przypadkiem nie wyleci w powietrze podczas prysznica. Ale ktoś inny spojrzał na to z zupełnie innej strony – skoro możesz robić pranie pod prysznicem, to nie musisz nawet wychodzić z kabiny, żeby rozwiesić rzeczy do wyschnięcia. Wszystko w jednym miejscu – oszczędność czasu i miejsca.
Za to wieczorem czekała nas miła niespodzianka – kolacja w świetnej restauracji przy ulicy Lenina. I tam… najlepsza soljanka, jaką jadłem w życiu – pełna smaku, rozgrzewająca i idealna po intensywnym dniu. Kirgijczycy zaproponowali nam lokalną wódkę na spróbowanie, dobrą, mocno schłodzoną i abstynencję znowu szlag trafił.
Nazajutrz rano w planie mieliśmy trochę pozwiedzać, ale lokalny przewodnik stwierdził z uśmiechem, że w Osz nie ma nic specjalnego do zobaczenia. Czy miał rację – tego się już pewnie nie dowiem. Może rzeczywiście bardziej zależało mu, żeby jak najwcześniej wyruszyć dalej w drogę do stolicy.
A krajobrazy? Po prostu bajka. Chociaż na początku pogoda nas nie rozpieszczała, to później wyszło słońce, a widoki – góry, doliny, jeziora – zapierały dech w piersiach. To była podróż, choć potwornie długa zdecydowanie miała swój klimat.

























Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.