Czasem największą wyprawą jest spokojny dzień z własnymi myślami i odrobiną nicnierobienia.

Dzisiaj planowałem po pierwsze – porządnie się wyspać, potem ogarnąć mieszkanie, zrobić zakupy i najważniejsze przywieźć sobie rower – przez kilka najbliższych dni nie będzie jak a mamy już prawie czerwiec. Obudziłem się wcześnie w myślach przeleciał mi ambitny plan… ale sama myśl o jeździe na drugi koniec miasta trochę mnie zniechęciła. Przysnąłem jeszcze na chwilę, a potem obudziłem się o ósmej z lekkim wyrzutem sumienia, że znowu sobota może przecieknąć mi przez palce.

Ale zebrałem się w sobie, zjadłem śniadanie, wypiłem kawę i pojechałem po ten rower. A skoro już go miałem, postanowiłem trochę się przejechać – zrobiłem rundkę po mieście, złapałem trochę świeżego powietrza, a jak wróciłem to poszedłem na zakupy. Byłem w lekkim szoku, że to wszystko udało mi się załatwić przed jedenastą! 

Nie żebym był z siebie szczególnie dumny, ale naprawdę obawiałem się, że cały dzień przeminie mi na… niczym. Czasem podziwiam znajomych, którzy mają dzieci – wracają z pracy zmęczeni, a tu jeszcze odbiór z przedszkola, zajęcia dodatkowe, lekcje, kolacja, jakaś zabawa… Wyrzucam sobie że czasem nie znajduję czasu dla siebie, a co dopiero dla drugiej osoby.

Niby się znam, wiem że potrafię się dobrze zorganizować, ale są takie weekendy, kiedy czas po prostu ucieka mi niepostrzeżenie. I sam nie wiem, od czego to zależy. Może to ta iluzja bezkresnej wolności – im więcej mam czasu, tym bardziej się rozciąga, a każda rzecz zajmuje trzy razy dłużej niż zwykle. Zdarza się nawet, że cały dzień mija mi w łóżku, ale wtedy właśnie organizm mówi, że czasem trzeba odpuścić.

W południe wpadł kumpel na chwilę, a potem przygotowywałem sobie pyszny obiad – tagliatelle ze szparagami. Gotowanie idzie mi ostatnio naprawdę nieźle.

Wieczorem nie miałem ochoty nigdzie wychodzić. Impreza? Beach Bar? Nie tym razem. Czasem dobrze jest po prostu zostać w domu, złapać oddech i przypomnieć sobie, że nie wszystko musi kręcić się wokół barów i miejskiego zgiełku. 

Co prawda nie popracowałem dziś wcale, ale taki właśnie miał być ten dzień – spokojny, z odrobiną ruchu, dobrym jedzeniem i bez spiny. Jutro będę próbował zmobilizować się do pracy.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Czasem największą wyprawą jest spokojny dzień z własnymi myślami i odrobiną nicnierobienia.

  1. Po to jest weekend aby nic nie musieć robić. Może z wyjątkiem głosowania raz na kilka lat….

  2. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Są takie fajne dni, kiedy wszystko się układa i przed południem jesteśmy gotowi z większością zaplanowanych czynności. Co do tagliatelle ze szparagami. Pyszne, ale najlepsze jest risotto. Znalazłam zdjęcia jak Vincenzo je gotuje. Może jutro będzie żółty garnek, bo szparagi się kończą. 🙂

Dodaj komentarz