Spać położyłem się zdecydowanie za późno, a do tego nawet nie miałem do końca spakowanej walizki. Kiedy o 3:00 nad ranem zadzwonił budzik, czułem się jak zombie wyciągnięty z podrzędnego serialu klasy B. Półprzytomnie wrzucałem rzeczy do torby – głównie ciuchy i standardowy zestaw pt. „delegacja”: laptop, ładowarki, adaptery, paszport, powerbank, zapas nerwów.
Zamówiona wcześniej taksówka już czekała, gdy punktualnie gotowy zszedłem na dół. Lotnisko jak zwykle pełne ludzi uciekających tam, gdzie słońce świeci częściej niż w Polsce. Z kolegą spotkałem się dopiero przy boardingu – akurat, kiedy już wsiadaliśmy do samolotu.
Lecieliśmy najpierw do Wrocławia, potem do Londynu – cały lot przespałem jak dziecko. Nie wiem, jak to możliwe, ale w tej jednej sprawie organizm zadziałał wzorowo.
Mimo że mój wniosek ETA do UK został zaakceptowany, z tyłu głowy mialem taki lekki stresik: Może akurat mnie się przyczepią? Ale nie, wszystko przebiegło gładko. Paszport, uśmiech, „Welcome to the UK”.
Od ostatniej wizyty minęło ponad 7 lat. Trochę dziwnie, trochę znajomo – dobrze było znowu poczuć londyńskie tempo i zapach metra. Dojechaliśmy z lotniska do London Bridge Station w niecałą godzinę. Hotel tuż obok, bardzo wygodny, bez udziwnień – idealny na służbowy wypad. Ogarnąłem się szybko i ruszyliśmy do biura, akurat w porze lunchu.
Widok z okna – sztos. Biurko, komputer, kawa w kubku, a za szybą Tower i słynny londyński most. Taki tam przeciętny dzień w pracy.
Spotkania – powiedzmy, że bardziej towarzyskie niż merytoryczne. Dużo uśmiechów, przedstawiania się, uprzejmości i small talków. Taki networking bez konkretów – więcej formy niż treści. W końcu udało się usiąść i skupić na właściwej robocie. Trzeba było się spiąć, bo czasu nie zostało wiele, a zadania się same nie zrobią.
Co do szefowej… Nie zrobiła na mnie najlepszego wrażenia. Kobieta z Indii, w średnim wieku, wyglądała na osobę, której nikt tu szczególnie nie słucha, mówiąc wprost popychadło – raczej ktoś, na kogo zrzuca się wszystkie problemy, sprawy niewygodne i użeranie się z ludźmi.
