Londyn, dzień pierwszy i półtora

Po całym dniu na nogach, z pobudką o trzeciej nad ranem i głową ledwo trzymającą się na karku, ostatnią rzeczą, na jaką miałem ochotę, było piwo w pubie z kolegami z Londynu. Ale wiadomo – odmówić nie wypada. Obiecałem sobie jedno piwo, krótkie pitu pitu i szybki powrót do hotelu.

No cóż. Poszło trochę inaczej.

Zaczęło się sztywno – jak to zwykle bywa, kiedy ludzie z komunikatora nagle mają twarze, ręce i nogi. Ale z każdą kolejną minutą i łykiem robiło się lżej. Złapałem kontakt z ludźmi, z którymi od miesięcy pracuję zdalnie, i poczułem się trochę, jakbym trafił do firmowego przedszkola. Młodzi, pełni zapału, niedoświadczeni Australijczycy, którzy po krótkim epizodzie zawodowym na antypodach ruszyli na podbój Londynu – pewnie bardziej z potrzeby zmiany niż kariery. Przez chwilę pomyślałem: „co ja tu robię?”, ale wtedy przypomniałem sobie, że pierwsze piwo już za mną, a drugie właśnie się kończy. Uprzedzenia poszły więc precz.

Po spotkaniu poszliśmy z kumplem na pizzę – pierwszy prawdziwy posiłek tego dnia. Smakowała jak obietnica lepszego jutra.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz