O 17.00 zamknąłem komputer. Oficjalnie urlop rozpoczęty.
Wtorek i środa były najgorsze bo pracowałem do 2:00 w nocy. Najpierw niby normalny poranek, wczesna pobudka, potem spotkania, obiecana analiza dla szefa, ludzi musiałem ogarniać bo ktoś chory, ktoś nie dał rady, a wszystko trzeba było zrobić. Wpadłem w coś jakby trans, w ciągu dnia zrobiłem sobie power drzemkę, inaczej nie utrzymałbym się na nogach, ale kiedy w końcu padłem do łóżka o drugiej w nocy, miałem w głowie tylko jedną myśl: Dosyć. Tak się nie da.
Obiecałem sobie, że pogadam z szefową. Najprościej byłoby zrobić to, co robię zazwyczaj, kiedy jest mi źle, czuję się przyparty do muru albo kiedy czuję się wypalony — po prostu zabrać zabawki i zmienić piaskownicę. Ale tym razem to chyba nie przejdzie. Gdybym chciał odejść próbowaliby mnie zatrzymać a przynajmniej zapytaliby: co musiałoby się zmienić, żebyś został?
Tak więc wypisałem sobie na spokojnie, na kartce, co chcę robić w moim dziale, a z czego muszę zrezygnować, żeby znów chciało mi się rano wstawać do pracy. Nie wiem, czy to coś da, czy się przyda ale wywołany do tablicy przynajmniej szybko będę w stanie wyartykułować czego oczekuję.
Gadałem z kumplem z pracy — obiecał, że się za mną wstawi, wszystko się rozstrzygnie pewnie dopiero za tydzień.
W czwartek miałem dyżur, ale nie było źle, dziś też nie siedziałem już tak długo. Do 17.00 zrobiłem chyba wszystko, co musiałem. Zamknąłem komputer, a jutro rano mam samolot do Frankfurtu, potem na Azory.
Po południu będę leżał gdzieś w słońcu, z kawą albo czymś mocniejszym w ręce i to bez tabeli excela, maili i bez słów pilne.
Tylko ja, natura i cisza.
Na to czekałem.

Udanego urlopu! 💛
Dziękuję i wzajemnie 😃
Przyszedł czas na reset i wykorzystaj to. Odpoczynku i powrotu do sił.