Telefon zza światów

Odebrałem dziś telefon… prawie jak z zaświatów. Zadzwoniła do mnie R. – bardzo dobra koleżanka, z którą przez wiele lat współpracowałem w Szwajcarii. Nie widzieliśmy się już grubo ponad siedem lat. Kontakt mamy sporadyczny, ale kiedyś oj kiedyś potrafiliśmy dzwonić do siebie kilka razy dziennie – zarówno służbowo, jak i towarzysko.

Bardzo się lubiliśmy i przede wszystkim – ogromnie ceniliśmy swoją pracę. Zawsze mogliśmy na siebie liczyć, jeśli coś się w pracy waliło i paliło to wiedziałem, że ona mnie nie zostawi. Zbudowaliśmy fajną relację, której podstawą był szacunek i partnerskie podejście, mimo że formalnie byłem jej klientem a ona moim dostawcą. Nigdy nie było „kto ważniejszy” po prostu drużyna.

Wspieraliśmy się, pomagaliśmy sobie, czasem nawet kreatywnie maskowaliśmy różne niezręczne sytuacje, żeby nikomu z żadnej stron nie trzeba było się z niczego tłumaczyć. Tacy trochę „partnerzy w zbrodni”, ale z tych całkiem niewinnych. No może poza drobnymi szachrajstwami, jak wtedy, gdy wymyślaliśmy pilną konieczność spotkania się w Londynie, Paryżu, Berlinie, Amsterdamie, Brukseli, Zagrzebiu, Moskwie, Stambule, Zurychu, Glasgow, Frankfurcie czy Wiedniu. Aż dziw, że naprawdę wszystko odbywało się w ramach pracy.

Zawsze wybieraliśmy miejsca odrobinę interesujące, hotele lekko bardziej luksusowe a po zakończeniu spraw biznesowych świętowaliśmy sukces przy dobrym drinku albo na jakiejś kolacji w restauracji z gwiazdką Michelin taki był nasz rytuał.

R. była też jedną z nielicznych osób, z którymi oficjalnie się pożegnałem przed wyjazdem ze Szwajcarii. Spotkaliśmy się na kolacji w Mannheim, wspominając stare dobre czasy, nie mając pojęcia, co przyniesie przyszłość. Wtedy wiedziałem tylko, że muszę opuścić Szwajcarię i zamknąć tamten rozdział zawodowy, jej kariera też stała pod znakiem zapytania.

Z perspektywy lat okazuje się, że dalej pracuje w tej samej firmie i to prawie 30 lat! Jej sytuacja nie wygląda już tak różowo, firma ma się połączyć z wielkim amerykańskim koncernem, a jej pozycja jest zagrożona, może stracić pracę po trzech dekadach co brzmi brutalnie.

I jakby tego było mało dziś powiedziała mi, że dwa lata temu rozwiodła się z mężem. Ten sam mąż, który wyprowadził się z domu odziedziczonego po jej mamie, domu, który pamiętam doskonale, bo toczyliśmy długie rozmowy o remoncie, o oknach z Drutexu, których wcześniej nie znała i o całym chaosie z tym związanym.

I przypomniały mi się wszystkie nasze wspólne wyjazdy. Matko, jakie to było piękne życie, aż trudno uwierzyć, jak dawno to wszystko było. Głos R. w telefonie brzmiał jednak zupełnie tak samo ten sam śmiech, ta sama energia, aż zrobiło mi się ciepło na sercu.

Dziś dalej mamy kontakt, wymieniamy się zdjęciami, ale jest inaczej, zwyczajnie życie się zmieniło. I choć wciąż zdarza mi się tęsknić za dawnym stylem życia, za tamtymi szalonymi czasami, to wiem, że teraz jest po prostu inaczej. I to też jest okej.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Telefon zza światów

  1. trollatrolla's awatar trollatrolla pisze:

    Myślę, że nawet jeśli życie was lekko rozdzieliło, to w razie czego wciąż będziecie dla siebie „partnerami w zbrodni”. Może warto pielęgnować tę relację?