Dzień 5 – zjazd

Dziś złapał mnie totalny zjazd energetyczny, normalnie, jakby ktoś odłączył mi kabel od kontaktu. Wstałem wcześnie, bo od rana czekała mnie seria spotkań, ale już przy otwieraniu oczu dopadł mnie ból istnienia i rozczarowanie życia: myślałem, że to ostatni dzień przed weekendem a tu dopiero środa – jeszcze dziś, jutro i dopiero wolne.

Czas ostatnio płynie mi dziwnie. Wszystko zlewa się w jedną wielką pracę, ciągle coś robię, ciągle gdzieś biegnę, a kiedy niby odpoczywam to sam nie wiem. Mam wrażenie, że od tygodni funkcjonuję w trybie „permanentnego niedoczasu”.

W pracy dzień wlókł się jak stary tramwaj pod górę. Ziewałem tak często, że bałem się, że ktoś zacznie mnie pytać, czy ciepię na niedobór tlenu. Próbowałem to ukrywać, ale ile można? Kawy też nie pomagały, piłem jedną za drugą i miałem wrażenie, że są bezkofeinowe. Siedząc przy biurku odliczałem więc minuty jak więzień do końca odsiadki, patrząc co chwilę na zegarek. Marzenie dnia: godzina szesnasta – klik, zamknąć komputer, wyłączyć służbowe myśli i teleportować się do hotelu.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Dzień 5 – zjazd

  1. Lucia's awatar Lucia pisze:

    No cóż. Organizm woła: odpoczynek. Miałeś taki stres, że w końcu musisz upuścić parę.

    A kawa w ilościach hurtowych to rozwiązanie przynoszące bezsenność. A po dzisiejszej nocy nikomu nie życzę. A zwłaszcza tym ulubionym. Uściski

  2. agnecha's awatar agnecha pisze:

    Trzymaj się tam. Znajdź czas dla siebie. Coś dla przyjemności. Reset. Odskocznie. Dbaj o siebie!

Dodaj odpowiedź do saberblog Anuluj pisanie odpowiedzi