Dziś w biurze byłem pierwszy – chwilę po siódmej. Cisza, puste biurka, a ja od razu siadłem do roboty. Wczoraj miałem ambitny plan, żeby część zadań z nowego tygodnia ogarnąć wieczorem, ale wiadomo, lenistwo i basen wygrały, później przyszedł wieczór, komputer cały czas leżał zamknięty, zero chęci, zero wyrzutów sumienia.
Na szczęście to, że w zeszłym tygodniu naprawdę przycisnąłem z nowymi zadaniami, teraz daje mi luz. Mam sporo wolnego czasu, nic mnie nie goni i mogę zająć się ciekawszymi, bardziej ambitnymi tematami. Poza tym jestem od dziś nie jestem już „tym nowym”, bo do zespołu dołączył Francuz, który do pory mieszkał w Singapurze, a teraz tak jak ja przeniósł się do Kataru. Od razu poczułem ulgę, pałeczkę świeżaka przekazałem dalej.
A co do weekendu, to nie mam żadnych planów, a właściwie mam pewien szalony pomysł – idę do opery. Tak, będę ja, opera, pustynia i Katar – i to się dopiero zapowiada ciekawy eksperyment!
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
praca i oznaczony tagami
Katar,
podróże,
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Wow, opera. A jaka? Zdradz przynajmniej tytuł. Będę czekać więc na weekend z niecierpliwością.
Z biletu: „Qatar Philharmonic Orchestra pod batutą Eliasa Grandy’ego, która rozpoczyna sezon 2025/26 celebracją muzyki Roberta Schumanna. Wieczór rozpocznie się poruszającą Uwerturą Genowefy, po której zabrzmi uwielbiany Koncert fortepianowy a-moll w wykonaniu światowej sławy pianisty Zee Zee. Po przerwie rozkoszuj się majestatyczną II Symfonią C-dur Schumanna – inspirującym dziełem pełnym pasji i triumfu.”
Dziękuję. Lubię Schumana chociaż akurat wielkiej muzycznej wiedzy o nim nie mam. Będzie super zwłaszcza koncert fortepianowy.
Ja się nie znam, w ogóle, Schuman wiem że ktoś taki był, niczego też nie zanucę, ale podoba mi się pomysł koncertu w arabskim kraju
Atmosfera będzie niepowtarzalna. Właśnie przez to, że z jednej strony muzyka klasyczna z Europy, a tu Katar i pustynia. Połączenie nie do zapomnienia.
Doskonale mnie rozumiesz. Właśnie o tym pomyślałem kupując bilet.