Teraz to wiem, tutaj panuje istny bałagan. Szmatogłowa wprowadza potworny chaos, jakby robiła to z pasji – komunikacja szwankuje, połowę rzeczy każe nam zgadywać z jej min i nastroju, a jak już coś powie, to takim tonem, że w Polsce dawno nazwaliby to mobbingiem. Czasami mam ochotę złapać ją za kudły i przybić głową do biurka, serio, potrafi wyprowadzić z równowagi nawet buddyjskiego mnicha. Ta baba żyje w nieustannym wyścigu sama ze sobą: rzuca poprawkami, zmianami i zadaniami, wszystko oczywiście jest na „już, teraz, natychmiast”. Zero planowania, zero przewidywania, tylko jazda na wariata. A ja nie mam ochoty boksować się z jej brakiem umiejętności planowania i szkoda mi na to nerwów.
Na szczęście zeszły tydzień przyniósł małą odskocznię. Do Dohy przyjechał dostawca, którego produkt wdrażamy, kilku Skandynawów, jedna Polka i Portugalczyk. Po workshopach wpadliśmy razem do Belgian Café, miejsca serwującego specjały kuchni belgijskiej…
I to była czysta przyjemność, bez spięcia, bez stresu, w normalnej, ludzkiej atmosferze. Kufel piwa, trochę śmiechu i nagle wszystkie te rozmowy, których nie udało nam się przeprowadzić w dusznej salce konferencyjnej, same się poukładały.
To niesamowite, jak łatwo praca przestaje być męką, kiedy zabiera się z niej Szmatogłową.
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże,
praca i oznaczony tagami
Katar,
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Należy Ci się dluuuga chwila oddechu
Jeszcze 3 dni muszę wytrzymać