Rano na śniadaniu obudziły mnie znajome zapachy – aromaty kawy, ciepłego pieczywa i przypraw. Przez chwilę poczułem się, jakbym znowu był w Katarze, bo od razu przypomniały mi się tamte rozrzutne bufety w hotelu Pullman – prawdziwe królestwo jedzenia, w którym człowiek mógł siedzieć godzinami, zapychając żołądek wszystkim od gofrów i owoców po sery, wędliny, omlety, tosty z awokado i ciasta, które wyglądały jak małe dzieła sztuki.
Tutaj, w hotelu Aloft było podobnie – równie bogato, równie pachnąco i równie niebezpiecznie dla rozpiętości paska od spodni.
Z grupą poznaliśmy się dopiero późnym popołudniem. Międzynarodowy miszmasz: Amerykanie, Australijczycy, Brytyjczycy, do tego Niemka, Grek i Malezyjczyk. Nasza przewodniczka zaprowadziła nas na stylowy barbecue.
Samo przejście na drugą stronę ulicy w Rijadzie jest przygodą samą w sobie, to że nikt z nas nie skończył pod maską rozpędzonego auta, graniczyło z cudem.
Nowi towarzysze podróży okazali się świetni, wszyscy z zacięciem do odkrywania najdalszych zakątków świata, które nie widziały jeszcze zbyt wielu turystów. Tematów do rozmów nam nie brakowało – o podróżach, kulturach, jedzeniu, absurdach świata i o tym, że każdy z nas trochę ucieka od codzienności. Czułem, że te kilka dni spędzonych razem zapowiada się naprawdę dobrze.
Arabia Saudyjska to dziś prawdziwy tygiel narodowości, większość ludzi pracujących to cudzoziemcy – pracownicy z całego świata. Industrializacja sprawiła, że kraj od dekad przyciąga obcokrajowców jak magnes. Władze próbują wprowadzać tzw. saudyzację rynku pracy, zachęcając rodzimych obywateli do podejmowania zawodów, które dotąd wykonywali głównie imigranci, ale idzie to, delikatnie mówiąc, opornie – nie każdy Saudyjczyk marzy o pracy w hotelu czy na budowie.
Mimo to, widać zmiany. W moim hotelu, ku mojemu zaskoczeniu, pracowali nie tylko mężczyźni, ale i kobiety. Dziś kobiety w Arabii mogą prowadzić samochody, zajmować bardziej kierownicze stanowiska, pracować w bankach, firmach i hotelach, w ramach wysiłków na rzecz zwiększenia uczestnictwa kobiet w rynku pracy. Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia.









A w hotelu sporo turystów? Pewnie tak skoro takie wystawne śniadania tam podają.
Ciekawe, zwiedzanie z nowo poznanymi ludźmi…
Turystów pełno, choć nie takich, jakich się spodziewałem. Zero plecaków z Europy czy Australii – sami Saudyjczycy, którzy odkrywają własne podwórko i człowiek ma wrażenie, że Arabia właśnie zwiedza Arabię.