Dzień 8 – Wieże Kuwejtu – symbol XXI wieku

Nasz samolot do Kuwejtu mieliśmy dopiero po południu, więc zdążyłem się wyspać, spokojnie zjeść śniadanie, pożegnać z tymi, którzy wracali do domu, spakować i dotrzeć na lotnisko. Lotnisko w Dżuddzie jest nowoczesne i bardzo przyjemne, a wszystkie procedury poszły nam wyjątkowo sprawnie. Sam lot też nie był uciążliwy – do Kuwejtu leci się zaledwie dwie godziny, a 3/4 miejsc w samolocie było wolnych.

Ucieszyłem się, gdy okazało się, że dostałem siedzenie z dodatkowym miejscem na nogi. Komfort jednak nie trwał długo – obok mnie przysiadł się obleśny saudyjski dziadek, który przez całą podróż dłubał w nosie (prawdopodobnie w poszukiwaniu ropy naftowej), a następnie z uporem godnym geologa formował znaleziska w kulki i pstrykał nimi w podłogę. Jego żona, w stroju przypominającym ninja, siedziała niewzruszona i czytała Koran. Zresztą nie tylko ona – wielu pasażerów, głównie mężczyzn, recytowało wersety, podczas gdy ja, nieco z innego świata, przeglądałem telefon.

Na szczęście lot trwał tylko dwie godziny, więc nic nie zdążyło mnie bardziej obrzydzić.

Kuwejt to niewielki kraj, z równie niewielką liczbą mieszkańców, za to z ogromną rzeszą przyjezdnych expatów. Mówi się, że Kuwejt jest nudny – z każdej strony otacza go pustynia, a przez lata był brytyjskim protektoratem. Coś w tym jest, ale z drugiej strony kraj ma też swoje zalety, które łatwo dostrzec, gdy tylko zejdzie się z utartych ścieżek.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to Dzień 8 – Wieże Kuwejtu – symbol XXI wieku

  1. pszczolkamaja's awatar pszczolkamaja pisze:

    Czyli siedziałeś przy wyjściu awaryjnym?

    Nie chciałeś się przesiąść, skoro tyle miejsc było wolnych?

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Tak, wykupiłem.

      Gdybym sie przesiadł to nigdy nie dowiedziałbym się czy ten pan dokopał się do czegoś no i nie miałbym czego opisywać 🤣

Dodaj komentarz