Nasz samolot do Kuwejtu mieliśmy dopiero po południu, więc zdążyłem się wyspać, spokojnie zjeść śniadanie, pożegnać z tymi, którzy wracali do domu, spakować i dotrzeć na lotnisko. Lotnisko w Dżuddzie jest nowoczesne i bardzo przyjemne, a wszystkie procedury poszły nam wyjątkowo sprawnie. Sam lot też nie był uciążliwy – do Kuwejtu leci się zaledwie dwie godziny, a 3/4 miejsc w samolocie było wolnych.
Ucieszyłem się, gdy okazało się, że dostałem siedzenie z dodatkowym miejscem na nogi. Komfort jednak nie trwał długo – obok mnie przysiadł się obleśny saudyjski dziadek, który przez całą podróż dłubał w nosie (prawdopodobnie w poszukiwaniu ropy naftowej), a następnie z uporem godnym geologa formował znaleziska w kulki i pstrykał nimi w podłogę. Jego żona, w stroju przypominającym ninja, siedziała niewzruszona i czytała Koran. Zresztą nie tylko ona – wielu pasażerów, głównie mężczyzn, recytowało wersety, podczas gdy ja, nieco z innego świata, przeglądałem telefon.
Na szczęście lot trwał tylko dwie godziny, więc nic nie zdążyło mnie bardziej obrzydzić.
Kuwejt to niewielki kraj, z równie niewielką liczbą mieszkańców, za to z ogromną rzeszą przyjezdnych expatów. Mówi się, że Kuwejt jest nudny – z każdej strony otacza go pustynia, a przez lata był brytyjskim protektoratem. Coś w tym jest, ale z drugiej strony kraj ma też swoje zalety, które łatwo dostrzec, gdy tylko zejdzie się z utartych ścieżek.
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
podróże i oznaczony tagami
Kuwejt,
podróże. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Czyli siedziałeś przy wyjściu awaryjnym?
Nie chciałeś się przesiąść, skoro tyle miejsc było wolnych?
Tak, wykupiłem.
Gdybym sie przesiadł to nigdy nie dowiedziałbym się czy ten pan dokopał się do czegoś no i nie miałbym czego opisywać 🤣