Wróciłem do Polski, wróciłem do domu. Zorganizowałem się po powrocie jak należy tzn. pranie, porządki, awiza, rachunki – pełen pakiet. Udało mi się nawet wyjść na prostą z wszystkimi zaległościami, więc mogę śmiało powiedzieć, że życie po podróży wróciło na tory.
Spotkałem się z rodzicami, zaprosiłem ich na obiad na mieście, żeby nie było, że tylko oni mnie karmią, a przy okazji wpadłem też sam do fajnej restauracji, bo naszła mnie niepohamowana ochota na ostrygi. I tak sobie pomyślałem, że jestem gotowy na nowe wyzwania, zobowiązania, wyjazdy. Nic mnie na miejscu nie trzyma.
Odwiedziłem biuro i to kilka razy, żeby sprawdzić, czy wszyscy żyją i czy pojawiły się jakieś nowe twarze. Wpadły też lunche ze znajomymi – jeden, drugi, trzeci – więc szybko byłem na bieżąco z tym, co słychać. Zrobiłem też zaległe rzeczy, ukończyłem szkolenia i… w zasadzie byłem gotowy ruszyć dalej.
Napisałem więc do mojej pani z Kataru, czy mam się szykować na nowy wyjazd. Odpowiedź: „Jeszcze nie, umowa niepodpisana, proszę o cierpliwość.” No i tak mija tydzień, drugi, trzeci – a ja dalej nie wiem, na czym stoję.
Poszedłem więc do przełożonej, usłyszałem, że wszystko jest „na najlepszej drodze”, żebym się nie martwił i po prostu poczekał. Dziś nawet odebrałem telefon z potwierdzeniem, że „są świadomi sytuacji i lada dzień będzie decyzja”.
Lada dzień… tylko że ten „lada dzień” trwa już trochę za długo. Więc siedzę w zawieszeniu, spakowany w głowie, ale wciąż w Polsce. Dziwne uczucie.
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Obiad z rodzicami! Doceniam!
A Katar? Ja myslalam, że nie chcesz tam wracać, a Ty jednak chcesz!
Rodzice sprawa najważniejsza a spotkanie z nimi jest bezdyskusyjne.
Z pracy chcą żebym przyjechał na kilka tygodni. Nawet nie do szmatloglowej tylko innej jakiej kobiety ninja więc kalkuluję sobie co ja z tego będę miał i na razie widzę same plusy prócz zszarganych nerwów ale z drugiej strony listopad i grudzień w Polsce są takie brzydkie i zimne a tam 30 stopni więc jestem w rozkroku
Wybierz lato 🙂 tylko jak Ty się odnajdziesz w kraju w środku zimy?
A czego chcesz? Chcesz tam wrócić czy zostać tu? Co kusi Cię bardziej? Co będzie lepsze?
Widzę że energia rozpiera!
Tu nie ma co się zastanawiać. 30 stopni. Temperatura do życia. A, zima nawet jak wrócisz skróci się do przeżycia. Trzymam kciuki za Katar. 🥰