Wczoraj wieczorem zadzwoniła do mnie koleżanka. Odezwała się w ciągu dnia, z góry założyłem że będzie chciała skorzystać ze sposobności zostanie u mnie na noc, bo będzie odwiedzała Wrocław. Rozmowa szybko zeszła na pracę i wtedy powiedziała mi, że po 21 latach w mojej dawnej firmie zostanie zwolniona. Bez wielkich emocji w głosie, raczej spokojnie, ale było widać, że to jeszcze do niej nie do końca dotarło. Słuchałem jej i miałem wrażenie, że słyszę samego siebie sprzed dziesięciu lat. Dwadzieścia jeden lat w jednym miejscu to kawał życia. Człowiek przyzwyczaja się do rytmu dnia, ludzi, zasad i nagle to wszystko znika i zostaje pustka. Moja koleżanka mówiła o dezorientacji, o tym, że nie wie, od czego zacząć i czy w ogóle pasuje jeszcze do obecnego rynku pracy. To nie były wielkie dramaty, raczej zwykłe, ciche obawy, które pojawiają się same, nawet jeśli próbujemy je odsunąć.
Dokładnie to samo pamiętam u siebie. Po odejściu miałem wrażenie, że ktoś nagle przestawił mi życie na tryb „pauza – pustka”. Dni zrobiły się dziwnie długie, a myśli zaczęły krążyć wokół co dalej? Trzeba było na nowo nauczyć się mówić o sobie, wysyłać cv, umawiać się na rozmowy i choć z zewnątrz wszystko wyglądało w porządku, w środku z tygodnia na tydzień było coraz więcej niepewności.
Powiedziałem jej, że to normalne, bo po tylu latach zmiana nie jest czymś, co da się ogarnąć w tydzień, potrzeba czasu, żeby poukładać myśli, odzyskać pewność siebie i przyzwyczaić się do nowej sytuacji i nie ma w tym nic dziwnego ani wstydliwego.
Dziś, z perspektywy tych dziesięciu lat, mogę powiedzieć, że tamta zmiana wyszła mi na dobre, choć wtedy absolutnie tak tego nie widziałem. Znalazłem inną pracę, nauczyłem się nowych rzeczy i przede wszystkim zrozumiałem, że jedna firma nie definiuje człowieka na zawsze. Doświadczenie zostaje, nawet jeśli zmienia się miejsce.
Koleżanka jest dopiero na początku tej drogi, ma prawo czuć się zagubiona i zmęczona całą sytuacją, ja wiem jednak, że z czasem wszystko zacznie się układać, może inaczej, niż planowała, ale niekoniecznie gorzej. Skoro mnie się wtedy udało stanąć na nogi, jej też się uda.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek
