Odkąd po świąteczno-noworocznej przerwie wróciłem do biura, niewiele się działo. Czekając na nowy projekt, przeklikiwałem zaległe szkolenia, wpadałem do biura głównie po to, by zobaczyć znajome twarze, zjeść lunch z ludźmi, których lubię i znów wrócić do domu. Towarzyszył mi ten osobliwy stan zawieszenia – błogi na powierzchni, ale w środku coraz bardziej niepokojący. Nuda potrafi być głośna, kiedy ma się za dużo czasu na przemyślenia. Nikt nie angażował mnie w nowe rzeczy – wszyscy wiedzieli, że za chwilę zaczynam urlop, tkwiłem w dziwnym stanie zawieszenia, który z każdym kolejnym dniem coraz gorzej wpływał na moje samopoczucie.
Wracałem myślami do K. i jej nagłej śmierci, jak łatwo coś się kończy, nawet jeśli nikt nie jest na to gotowy.
Pogrzeb K., 9 stycznia, przypomniał mi też inną datę – dokładnie dwa lata wcześniej się rozwiodłem. Wysłałem bukiet kwiatów, kilka razy rozmawiałem z V. To, przez co będą przechodzić najbliżsi K. przez najbliższe kilkanaście lat, jest niemal niewyobrażalne. Rodzeństwo najprawdopodobniej zostanie rozdzielone – każde z niepełnoletnich dzieci trafi do swojego ojca, do innego kraju. Najmłodszy syn, jeśli nie wyjedzie do ojca do Irlandii, może zostać decyzją sądu umieszczony w placówce. Dom obciążony kredytem zostanie sprzedany przez bank, a rodzice K. – ukraińscy uchodźcy, bez znajomości języka, uregulowanego pobytu i środków do życia staną przed koniecznością opuszczenia Szwajcarii albo powrotu do Ukrainy – kraju, do którego wciąż trudno wracać.
Na początku stycznia, jakby zupełnie z innego świata, odezwał się do mnie rekruter. Zaprosił mnie do udziału w procesie rekrutacyjnym do szwajcarskiej firmy z branży piekarniczej. Wysłałem cv i podałem zaporowe oczekiwania finansowe. Po pierwszej rozmowie, tydzień później, zaproszono mnie na drugi etap. Okazało się, że znam trzy osoby pracujące w tej firmie, ze wszystkimi miałem okazję porozmawiać podczas interview. Każda rozmowa była jak mały znak na drodze, potwierdzenie, że może jednak idę w dobrą stronę.
Wczoraj był mój ostatni dzień w biurze przed wylotem do Bangkoku. Jeszcze przed dziesiątą rano znalazłem maila w prywatnej skrzynce. Przez chwilę byłem pewien, że to standardowe podziękowanie za udział w rekrutacji. Okazało się jednak, że jest dokładnie odwrotnie…
Nowy rok, nowy ja, nowa praca. Ciekaw jestem jak się w tym wszystkim odnajdę i czy będę zadowolony z drogi, którą właśnie zaczynam.

No to powodzenia w nowym roku, pełnym nowości!
Gratuluję! Myślałeś, myślałeś i przyciągnąłeś ;D
Ale potrzebowałeś już zmian, to było „widać”. A to wyzwanie.. całkiem całkiem 🙂
Niech Ci będzie tam dobrze 🙂
Powodzenia 🤞
Najczęściej nie wiemy jaka będzie ta nowa droga, życzę aby stała się taką jaką sobie wymarzysz 😃
Dzięki!
Nowy Rok przyniósł ciekawe możliwości. Teraz Twój ruch. Powodzenia.