W piątek, do samego końca dnia w biurze, krążyła mi po głowie jedna myśl: czy nie powinienem wysłać wypowiedzenia jeszcze przed urlopem. Po rozmowach z kilkoma zaufanymi osobami doszedłem do wniosku, że zrobię to jednak już w trakcie wyjazdu. Mail był przygotowany, papierowa wersja pisma wylądowała w szufladzie – na wszelki wypadek. Nie czuję z tego powodu szczególnej dumy, nie chcę nikomu niczego udowadniać ani triumfalnie trzaskać drzwiami, ale są momenty, w których trzeba pomyśleć o sobie, a nie o elegancji gestu. Pracodawca nie wahałby się ani chwili, nie pytając, czy właśnie nie burzy mi jakiś prywatnych planów. Nie zobaczę więc kilku min w piątek bo zamiast tego stanę przed innym, znacznie przyjemniejszym dylematem: kolorowy drink z parasolką czy bez?
Spakowałem się sprawnie, na rano zamówiłem taksówkę, zapowiadany powrót zimy nie nadszedł, więc i do Warszawy dotarłem bez większych przeszkód. Na locie z Wiednia do Bangkoku wykupiłem miejsce z dodatkową przestrzenią na nogi, licząc na komfort i sen przez całą noc. Tuż przed wejściem na pokład okazało się jednak, że przeniesiono mnie do klasy premium i faktycznie fotel rozkładał się głębiej, jedzenie było lepsze, wino lało się bez skrępowania. Jedyny minus – miejsce w środku. Gdy w nocy wszyscy rozłożyli swoje siedzenia, miałem momenty najczystszej frustracji. Ale w końcu dotarłem – ja i mój bagaż jesteśmy w komplecie.
Jutro rano lecę dalej, do Rangunu. Bangkok przywitał mnie piękną pogodą – gorąco, ale przyjemnie. Hotel wybrałem blisko lotniska, żeby o świcie nie przedzierać się przez zakorkowane serce metropolii. Reszta dnia jest już tylko dla mnie: niespieszny relaks i smakowanie lokalnej kuchni, z książką, bez planu i pośpiechu. Dokładnie tak, jak być powinno na urlopie.

miłego wypoczynku!
Odpoczywaj i niech to będzie miły czas.🥰
Odpoczywam robiąc kilometry i jestem z tego powodu szczęśliwy jak dziecko.