Karaibski eksperyment czyli pierwszy raz nic nie robić.

Od kilku lat moje wyjazdy wyglądają dość podobnie tzn. zamiast leżenia plackiem na plaży wybieram ruch, przygodę, ciągłe przemieszczanie się i zwiedzanie tylu miejsc, ile tylko się da i z dala od turystycznych szlaków. Taki sposób spędzania wolnego czasu po prostu bardziej do mnie pasuje, ale ostatnio coś we mnie drgnęło. Pomyślałem, że może warto spróbować czegoś zupełnie innego. Tak narodził się pomysł, żeby połączyć słońce, morze, ocean i o dziwo błogie nicnierobienie z rejsem po Karaibach. Brzmi jak plan, którego kiedyś bym nawet nie rozważał.

Najlepsze oferty znalazłem co prawda z Florydy, ale mając w paszporcie pieczątki z Libii, Iraku, Afganistanu, Syrii i kilku innych „problematycznych” krajów, wolałem nie testować cierpliwości amerykańskich służb granicznych. Zacząłem więc szukać innych opcji i tak trafiłem na połączenie z Warszawy, przez Paryż, na Gwadelupę. Stamtąd rusza czternastodniowy rejs przez Barbados, Dominikanę, Saint Kitts, Turks i Caicos, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Grenadę i Saint Vincent. Brzmi trochę jak pocztówka z tropików w technikolorze.

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czy to coś dla mnie. Wielkie wycieczkowce to dość specyficzny sposób podróżowania, zupełnie inny niż to, do czego przywykłem. Na wszelki wypadek zarezerwowałem dużą kabinę z balkonem, żeby nie walczyć z klaustrofobią i mieć gdzie złapać oddech, gdybym miał dość tłumu ludzi i zamkniętych przestrzeni.

Nie wiem jeszcze, czy mi się to spodoba, ale sama myśl o tej podróży daje mi teraz sporo frajdy. Wszystko jest już dopięte, bilety kupione, rezerwacje potwierdzone, zostaje tylko czekać, bo rejs odbędzie się dopiero w przyszłym roku.

Zanim jednak przyjdzie czas na egzotyczne Karaiby, planuję jeszcze październikowy wypad do Bangladeszu i Bhutanu. Potem będą święta, nowy rok a w lutym – trzy tygodnie urlopu właśnie na ten rejs.

W sumie całkiem dobrze się to układa, zwłaszcza że w nowej pracy zaczynam powoli dostrzegać pewne niuanse, które z czasem mogą urosnąć do rangi większego problemu. Na razie nie jest źle, nie narzekam, ale wolę dmuchać na zimne. Dlatego zawczasu zaplanowałem urlopy na koniec tego roku i początek następnego. W marcu minie równo 12 miesięcy mojej umowy, więc w razie czego będę miał otwartą furtkę. Do września jestem jeszcze na okresie próbnym, jeśli umowa zostanie przedłużona, do końca roku zamierzam solidnie pracować, a potem krok po kroku zacząć korzystać z tego, co sobie zaplanowałem. Tak, żeby pierwszy rok w nowym miejscu zamknąć na własnych zasadach. No chyba że coś pierdyknie wcześniej, to będzie trzeba się dopasować do nowej sytuacji…

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże, praca i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz