Byleby zagłuszyć myśli

Weekend spędziłem miło, w gronie paru osób z mojej ulubionej ekipy biurowych spiskowców. Wybraliśmy się na śniadanie do Bistro Giselle. Było słonecznie, choć wcale nie ciepło, śmialiśmy się z A., że obaj zupełnie przypadkiem ubraliśmy białe spodnie i wyglądaliśmy co najmniej jak para.

A. pochwalił się, że 26 września będzie zdawał egzamin z języka polskiego, który pozwoli mu ubiegać się o kartę stałego pobytu w Polsce i w całej Unii Europejskiej, do tego zdaje jeszcze egzamin z francuskiego. Zaproponowałem reszcie, żeby tego dnia wybrać się pod gmach Uniwersytetu i trzymać za niego kciuki i bez względu na wynik egzaminu pójdziemy potem razem z nim świętować ten dzień.

Wszyscy wtłaczają teraz w A. nowe słówka, niektórzy ćwiczą z nim „Inwokację”, inni teksty z kultowych polskich filmów, inni tłumaczą, kim był Fredro albo Słowacki – biedny A. jest ostatnio bombardowany polskością i poprawną polszczyzną, ale dzielnie daje radę. Mocno trzymam za niego kciuki.

Do Wrocławia, na dwa tygodnie, zjechali rodzice, więc pojechałem się z nimi zobaczyć. Trafiłem też na brata i miło spędziliśmy razem trochę czasu.

W pracy bez zmian. Bezzmiennie koncentrujemy się na moich tak zwanych błędach. Jestem bombardowany komunikatami, że oczekuje się ode mnie więcej, lepiej, bardziej profesjonalnie, bezbłędnie. Na koniec dnia rozmawiam z dyrektorami w Szwajcarii i totalnie daję ciała – popełniam kardynalny błąd, do którego od razu się przyznaję. Ostatecznie chyba nie poniosę żadnych konsekwencji, ale niesmak pozostaje.

Po powrocie do domu łapie mnie dół. Głowa pęka mi od natłoku myśli i nic nie jest w stanie tego zatrzymać. Do łóżka idę zmęczony, smutny, zalany łzami, chcę zamknąć oczy, zasnąć, zniknąć na chwilę i po prostu zapomnieć.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to Byleby zagłuszyć myśli

  1. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Tradycyjnie na doła przytulam. Mam nadzieję, że poranek przedstawił Ci wszystko z lepszej strony. ❤️

  2. Remi's awatar Remi pisze:

    Na słabe dni czy to w pracy czy w życiu przydaje sie przypomnienie, ze to nie będzie trwać wiecznie, ze w końcu nastapi zmiana, że to w końcu minie. Nie ma nic złego w chwili słabości, zwątpienia czy krótkiej niemocy. To nas uczy i przypomina na czym nam zależy a co czasami również nas przerasta. Dobrze to przemielić w głowie, prześledzić tok myśli. A potem jak już będziemy gotowi wrócić z większą siłą odporniejsi na kolejne ‚dary’ od losu.

    Mam nadzieję, ze A. uda sie na egzaminie, że w końcu odetchnie, trzymam kciuki.

Dodaj komentarz