łikędowe balansowanie

W piątek po pracy wyskoczyłem z dziewczynami na planowaną od paru dni kolacje.
K. zaprowadziła nas do Cegielni gdzie jej zdaniem w milej atmosferze można zjeść dobrze i tanio. I wcale się nie pomyliła. Po mimo paskudnej pogody znalazłem energie i chęci by odprowadzić ją potem do domu…
W sobotę przed 8 porannym telefonem obudziła mnie matka, zorganizowała mi „bojowe zadanie”, przez które straciłem cały dzien. Na szczęście w porę odezwał się we mnie zdrowy egoizm i w porę zdążyłem wrócić do siebie, przebrać się, zrobić zakupy i załapać się na frytki party u znajomych.
Niedziela była senna, do 14 leżałem w na sofie przed telewizorem drzemiąc, co jakiś czas.
Wieczorem widziałem się z M., który zaproponował wspólny wyjazd majowy i w sumie się nakręciłem.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

weekend

W sobotę wybrałem się na bal karnawałowy.
Pojawiłem się tam dosyć późno, bo za długo drzemałem potrzebując zregenerować siły po wyjeździe J.
Impreza w budynku muzeum trwała do 2.00, jedzenie, które serwowano określiłbym jako siermiężne, brakowało miejsc siedzących, Steczkowska przyjechała z godzinnym opóźnieniem, zawyła kilka mniej lub bardziej znanych piosenek do kotleta po czym równie nagle zniknęła.. Dopisali za to ludzie, bo pojawili się fantastycznie poprzebierani (impreza była utrzymana w stylu lat 80tych) i tacy, których zwykle na takich zabawach nigdy nie było widać…

Niedziele spędziłem w odwiedzinach u prababci – byłem z siebie dumny, że udało mi się wstać wcześnie rano po całonocnej eskapadzie. Wieczorem dodatkowo wybrałem się z ojcem do Rynku na małe co nieco po szlaku Inspiracja – Złoty Jeleń – Paparazzi – Vincent.
Zrobić rundę wokół wrocławskiego Rynku przy okazji WOŚP, bez serduszka w widocznym miejscu i bez chęci wsparcia akcji wymagało bycia dzielnym i odważnym. Raz tylko usłyszałem za plecami, że mam zimne serce. Uśmiechnąłem się w myślach, bo od dawna twierdziłem, że mam w tym miejscu bryłkę lodu zamiast…

Autor listu o Impresjach znów sobie o mnie przypomniał – delikatnie wysłałem go na drzewo.
Z reszta nie tylko on sobie o mnie przypomniał. Los bywa przewrotny, ale jak nie szukam towarzystwa to wtedy się o mnie ludzie dopominają…

Późnym wieczorem wpadł M przypomnieć sobie, co mu się we mnie podoba. Będziemy obaj smażyli się za to w piekle…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

w nowym roku

Nie piszę nic na blogu, bo szkoda mi czasu, tyle pozytywnego dzieje się wokół.
Nowy rok zaczął się bardzo pozytywnie i staram się jak najwięcej skorzystać z takiego obrotu spraw.
Zmobilizowałem się by znaleźć czas by spotkać się z tymi, na których naprawdę mi zależy, odnowiam zaniedbane kontakty, znów chodzę na basen, odwiedzam ulubione bary i restauracja, uśmiecham się do ludzi i siebie, udaje mi się nie siedzieć w domu, w pracy z sukcesem dopinam zaległe tematy i nawiązuje nowe znajomości, a wczoraj na dodatek miałem bardzo fajne spotkanie z bardzo równym facetem…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

koniec roku 2006

główną cechą mojego charakteru jest: potrzeba planowania zmian
cechy, których szukam u kobiety: lojalność, Kobiecość
co cenię najbardziej u przyjaciół: lojalność, wytrwałość by trwać przy mnie
moja główna wada: palenie, niesystematyczność, niekonsekwencja, chęć dogodzenia wszystkim, czasem trzymają się mnie głupie żarty
moje ulubione zajęcie: praca, jazda na rowerze
moje marzenie o szczęściu: jestem szczęśliwy na co dzień
co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: choroba bliskich, brak pracy i perspektyw, nieusprawiedliwiona agresja, samotność
co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: bezczynność, brak perspektyw, samotność
kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: dobrym mężem dla swojej żony
kiedy kłamię: dość często, starając się zapamiętać co komu powiedziałem
słowa, których nadużywam: zajmę się tym, ja to załatwię
ulubieni bohaterowie literaccy: Indiana Jones
ulubieni bohaterowie życia codziennego: znajomi
czego nie cierpię ponad wszystko: bezczynności, głupiego gadania gdy trzeba się nad czymś skupić
moja dewiza: nie należy mieć marzeń. Trzeba mieć plany.
dar natury, który chciałbym posiadać: pola naftowe
jak chciałbym umrzeć: we śnie
obecny stan mojego umysłu: „nietomny” bo głodny i senny
błędy, które najłatwiej wybaczam: przejęzyczenia
największa porażka: Klacid, niepotrzebny koniec niektórych znajomości, tegoroczny urlop

Opublikowano Brak kategorii | 2 Komentarze

Impresje – bez ciągu dalszego

Autor listu o Impresjach z powodu mgły utknął gdzieś na lotnisku w Anglii, choć tak naprawdę nie mam żadnej pewności, że to prawda.
Bo to cały Pan B. – niewiadomo kto, niewiadomo skąd, niewiadomo czym się zajmujący ale ujmująco czarujący pozer.
Nic o nim nie wiem, prócz tego, że ile razy się zjawia potrafi zaskoczyć: raz obiadem ugotowanym, gdy chory leżałem w łóżku, a to naprędce upieczonym ciastem albo pierogami urabianymi o 4 nad ranem, albo przyniesionym zniczem z okazji 1. listopada, potem smacznymi koreczkami a teraz ujmującą sztuką ładnego pisania.
Zdawałoby się, że takiego łatwo pokochać. Chociaż to nie jego, raczej wizerunek w jakim się przedstawia.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

świąteczne nastroje

Na święta do Wrocławia zajechał R, kiedyś aktor teraz stripteaser w klubie go-go w Londynie. Najpierw zadzwonił, potem niespodziewanie wpadł do biura wywołując swoim strojem niezdrową ciekawość współpracowników. W malej sali konferencyjnej opowiedzieliśmy sobie wszystko, co można było opowiedzieć przez niecałe 30 minut, bo na więcej czasu nie miałem. R. obiecał zastanowić się nad przedłużeniem swojego pobytu we Wrocławiu o jeden dzień dłużej.
Jestem świnią – wiem o tym – ale chciałem przekonać się ja to jest, kiedy ktoś taki zwróci na mnie swoja uwagę.
W sobotę dałem się wyciągnąć na drinka do Blue Jeans Baru a potem na balety do kurewnika. Byłem wstawiony i nie dałem mu się dwa razy namawiać. Przystałem równie chętnie, co półświadomie na pomysł z tańcami godowymi, szoł na parkiecie i parę innych ekscesów włącznie z bardzo skutecznym ignorowaniem obecności M vel bambo.

Ponad rok temu zaczął się tamten romans. Rozpoczął się od wariackiego zadurzenia, urzekła mnie cielesność i prawie czarna skóra.
Jego obecność zmieniła warunki mojej egzystencji i tak on jak i ja z każdym kolejnym dniem z przygnębieniem stwierdzaliśmy, że w ogóle do siebie nie pasujemy. Opętani niepokojem, baliśmy się urazić jeden drugiego i być dla siebie ciężarem. Był starszy, przystojny, zamyślony, małomówny i wyglądało na to, że bał się wzbudzić moje niezadowolenie, jego stosunek nabierał do mnie jakiegoś przewrażliwionego poszanowania.
W zeszłym roku w święta nastąpiło rozstanie.
Na krótko.
Potem cała sprawa stawała się bardziej mroczna, nasze stosunki polegały na wzajemnym wykorzystywaniu się a moja rolę opiekuna podkopywała chorobliwą nadopiekuńczość. Zdawałem sobie sprawę, że mógłby z czasem stać się zabawką i niewolnikiem, ledwie świadomy swego poniżenia, które w równym stopniu podniecało mnie, co osłabiało moja pozycję.
Seks nabrał niemal oczyszczającego charakteru, jakby po wielu godzinach bezczynności i schodzenia sobie z drogi mogliśmy unicestwić nasze niewypowiedziane lęki w gwałtownym, niemym działaniu. Seks zaczął usprawiedliwiać jego obecność w moim domu, potwierdzał że nie byliśmy dwójką obcych sobie ludzi, którzy przez przypadek spotkali się i skazani byli na bycie razem.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Wzięło mnie ostatnio na czytanie książek

Znam taki typ faceta, co potrafi uwieść brzydkich: grubych, niezgrabnych o nieładnych ciałach. Nie ma on wtedy problemu. Jakoś rozumie ich trudną sytuację. Oni zdają sobie sprawę, że są nieatrakcyjni, każdy ich kontakt z mężczyzną podszyty jest niepewnością, a raczej prawie pewnością, że naprawdę nie chodzi o nich tylko o to, co od nich zależy. Zwykle przyglądają się bacznie i próbują oddzielić to, co zawodowe, od tego, co stanowi element gry uwodzenia. On nie musi się na szczęście starać żeby wszystko wyglądało wiarygodnie. Dobrze sobie z tym radzi. Jakimś cudem ogarnia go wtedy bezrozumna czułość i opiekuńczość wobec tych niechcianych, niedopieszczonych, a ewentualne seksualne wysiłki traktuje wtedy jako akt miłosierdzia. To dodaje mu sił i większej pewności siebie.
Gorzej radzi sobie z tymi, którzy są ładni, ale głupi, a przy tym przekonani o własnej inteligencji, aroganccy i drażniący. Potrzeba dużo silnej woli żeby nadskakiwać, obłapiać, udawać zainteresowanie, gdy najchętniej po jednym razie wywaliłoby się takiego z łóżka.
Stosunkowo łatwo urabia też takich, co na siłę starają się zaprzyjaźnić, ale potem jak zaraz zaczną częstować swoimi mądrościami, wyczytanymi bóg wie gdzie, mówiąc z tą obezwładniającą pewnością, kategorycznie jakby każdy inny pogląd był absurdalny i niemożliwy.
Jego mieszkanie mogłoby być narzędziem pracy. Kryjówką, w której chowają się spragnieni miłości kochankowie. Wywołuje zamierzone wrażenie, „ale tu masz super”.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Moje życie jak sen

Z przyjemnością patrzę jak układa się w życiu osobistym przyjaciołom i najbliższym znajomym. Miło jest patrzeć na ludzi szczęśliwych, zadowolonych, realizujących się nie tylko w pracy, ale też w byciu w związku z drugim człowiekiem. Jakoś nie myślę wtedy o tym, że mogłaby mnie spotkać taką miłość, wszystko widzę inaczej, nie jestem z tej bajki. Lubię patrzeć, przyglądać się z boku, kiedy się sprzeczają, jak w pół słowa się rozumieją, odgadują swe myśli i nastroje, jak zmieniają się żyjąc z kimś drugim.
Niektórzy dorobili się już dzieci. Ale u mnie nic pod tym względem się nie zmieniło. Zatrzymałem się na etapie fascynacji robieniem dzieci. Dzieci lubię, ale cudze…

Zbyt długo zaniedbywałem towarzysko swoich przyjaciół, trochę z powodu pracy i złego humoru, który w związku z nią mi towarzyszył, trochę z lenistwa, po części z powodu łajdaczenia się.
Sporo kolegów powyjeżdżało albo urwały się nam kontakty. Mogę niby się napiąć, zorganizować coś ekstra, paść na kolana, uderzyć w wysokie tony, że muszę, bo mi zależy, że ten czy tamten to ten jedyny. Mogę i czasem tak robię, ale potem zaraz palę za sobą kontakt. Taka ostateczność. Potem można zacząć wszystko od nowa. Wszystko można systematycznie, bez pospiechu zaplanować. Niby poco robić rzeczy na wariata.
Czasami głuszenie facetów przychodzi zbyt łatwo.
Czasem mam za dużo kolegów, którym wiszę kawę, piwo, kolacje i noce.
Prędzej czy później przychodzi ta sama myśl: Nie, nie pozwolę wypasać mojego konika na takiej łączce.
W większości przypadków sprawdza się metoda szybkich powrotów do łóżka. Znam jednak kilka osobników, którym za mało jest dwa razy wieczorem i dwa razy rano – wtedy nic tylko zniknąć.

Niektórym zdaje się widzieć kwintesencję dobrego smaku.
Nie dostrzegają zupełnie braku pakietu moralnego.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Impresje

Witaj!
Nieźle się miewa stara, dobra Anglia. Nie wiem dlaczego my, „kontynentalni” darzymy ją takim sentymentem. Może przez ten specyficzny klimat elżbietańskich uliczek wplatających się z gracją w XXI letnia atmosferę? A może, raczej Wiktoriański duch zwycięstwa i przetrwania , emanujący z pomnika Królowej przed Pałacem Buckingham. Może poplątane ścieżki metra, gdzie można zanurzyć się pod ziemię i jechać, jechać… żeby znaleźć się w zupełnie innej okolicy podmiejskich rezydencji otoczonych wysokim płotem
z czerwonej cegły i okolonych rozległymi równinami, na których zwłaszcza na wrzosowisku, grasują wichry i cień psa Baskerwillów. Ciepła herbata pita o piątej z chińskich filiżanek pamiętających czasy kolonialnego Imperium, nalewana ze specjalnych czajniczków które samym wyglądem i finezja dodają jej aromatu. Historia, tradycja i emblematy minionych epok sprawiające, że czujemy się trochę jak w domu, a trochę jak u babci gdzie czas się zatrzymał, ale gdzie jest zawsze wygodnie i bezpiecznie usiąść w Wolterowskim fotelu. Gdzie biskwity pachną zachęcająco i kuszą aby podkreślić nimi niebywały aromat blisko 100 letniej brandy….
Ale się rozmarzyłem! Widzę mój ulubiony Londyn, obwieszony kolorowymi świątecznymi dekoracjami. Harrodsa z nieodłączną girlandą lampek bożonarodzeniowych
i dyskretną elegancją świątecznego przepychu. I Ciebie – idącego ulicami i wydychającego mroźne obłoczki pary w mgłę płynąca znad Tamizy. Uśmiechniętego łobuzersko i beztrosko(jak zawsze), rozglądającego się ciekawymi świata oczami i pozdrawiającego mijanych przechodniów. Czasami wpadającego się zagrzać, do pubu, – gdy wilgotne powietrze przegra walkę z mrozem i ochłodzi nadmiernie dłonie oraz zwichrzy grzywę :-). Miłe to chwile takiego beztroskiego oczekiwania na Święta. Gdy Mikołaj już zapowiedział narodziny Dzieciny, a Trzej Królowie szykują się do drogi… Dobrze jest w taki wieczór przystanąć na chwilę i spojrzeć w niebo zasnute smogiem. A nóż można będzie ujrzeć Gwiazdę Betlejemską trochę wcześniej ?
A u nas troszkę jakby inaczej. Tradycyjny szał świątecznych zakupów trwa
w najlepsze. Ludzie przemykają ulicami, stoją w korkach i spieszą się żeby koniecznie zdążyć kupić masę nikomu nie przydatnych prezentów. Nie mają czasu, by wczuć się w nastrój Świąt, lecz raczej zastawić suto stoły i jeść i jeść i jeść….. Po sutej kolacji Wigilijnej, nie ma często nawet siły, żeby pójść na Pasterkę. No, ale cóż – taka widać specyfika naszego regionu. Ledwo kończy się świąteczna gorączka zakupowo-konsumpcyjna a już zaczyna się swoisty szał sylwestrowy. Gdzie pojechać, z kim, na jak długo, za ile, jaka będzie muzyka, co do jedzenia, jakie atrakcje, i wreszcie: nie mam co na siebie włożyć – więc znowu bieganina po sklepach. A po sylwestrze mniej – lub bardziej – udanym, znowu początek roku
i noworoczne obietnice których nikt nie zamierza dotrzymywać…..
( A niektórzy chcą pracować w Sylwestra……..)
Tak to już jest, w tym cyklu świąt i lat, które następują po sobie szybko. Jak dla mnie – trochę za szybko 🙂
Z serdecznymi pozdrowieniami, dołączonymi do Świątecznych Życzeń wszelkiej obfitości, oraz z ogromną sympatią, którą mam nadzieję móc wyrazić osobiście

Best Regards

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Porządki

Przyszedł moment, że zdecydowałem się zrobić porządek w komórce. Skasowałem numery ludzi, do których nie potrafiłem dopasować twarzy.
Oni nie zadzwonią, ja do nich tym bardziej. Zrobiłem miejsce dla następnych, bo zawsze kiedy ktoś odchodzi, ktoś inny zajmuje jego miejsce.

Fascynacja mija przez dostępność. Gdy wszystko jest na wyciągniecie ręki, nic nie robi już wrażenia. Należy po prostu do pewnego scenariusza. Jak można dziko pożądać kogoś gdy zna się od kilkunastu lat i gdy widziało się go gdy krzyczy, rzyga, płacze, chrapie, sika, zostawia syf w łazience.

I wciąż nawet nie jest mi przykro…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz