Frankfurt – przygotowania

W sobotę o 1 w nocy robiłem pranie i modliłem się żeby rzeczy zdążyły mi wyschnąć przed 15, nim podjedzie taksówka.
Swój zmysł organizacji pracy w skali 1-10 tego dnia oceniłbym na 1. Czas uciekał mi między palcami, w efekcie o 14 bylem wciąż „w proszku” a czas mijał.
Niby wziąłem mniej rzeczy niż ostatnio, ale na lotnisku okazało się, że mam 2,5kg nawagi. Na szczęście pani z obsługi przymknęła na to oko…
Na lotniskach nie cierpię przechodzenia przez odprawę paszportową i kontrolę. Ciągle włączam alarm przechodząc przez bramkę bezpieczeństwa. Jak nie pasek, to klucze albo monety. I tym razem tradycji stało się zadość, bo dzwoniłem 2 razy…

Na lotnisku we Frankfurcie odstawiliśmy z kolegami niezłą manianę: zapakowaliśmy się w czwórkę do pierwszej lepszej taksówki, a nasze urocze koleżanki zostawiliśmy z same bagażami. Wstyd – ale za późno by można to naprawić.

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

znalezione w sieci

SZTUKA TRACENIA

W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy;
tak wiele rzeczy budzi w nas zaraz przeczucie
straty, że kiedy się je traci — nie ma sprawy.

Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy
straconą szansę, upływ chwil, zgubione klucze. W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy.

Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz — wejdzie ci w nawyk
utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd chciałeś uciec
lub chociażby się wybrać. Praktykuj te sprawy.

Przepadł mi gdzieś zegarek po matce, jaskrawy
blask dawnych domów? Dzisiaj — blady cień, ukłucie
w sercu. W sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy.

Straciłam dwa najdroższe miasta — ba, dzierżawy
ogromniejsze: dwie rzeki, kontynent. Nie wrócę
do nich już nigdy, ale trudno. Nie ma sprawy.

Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy,
który kocham), nie będzie w tym kłamstwa. Tak, w sztuce
tracenia nie jest wcale trudno dojść do wprawy;
tak, straty to nie takie znów (Pisz!) straszne sprawy.

The art of losing isn’t hard to master;
so many things seem filled with the intent
to be lost that their loss is no disaster.Lose something every day. Accept the fluster
of lost door keys, the hour badly spent.
The art of losing isn’t hard to master.

Then practice losing farther, losing faster:
places, and names, and where it was you meant
to travel. None of these will bring disaster.

I lost my mother’s watch. And look! my last, or
next-to-last, of three loved houses went.
The art of losing isn’t hard to master.

I lost two cities, lovely ones. And, vaster,
some realms I owned, two rivers, a continent.
I miss them, but it wasn’t a disaster.

Even losing you (the joking voice, a gesture
I love) I shan’t have lied. It’s evident
the art of losing’s not too hard to master
though it may look like (Write it!) like disaster.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 3 Komentarze

Nudny piątek

Siedzę w biurze i więdnę, wszyscy z mojego pokoju polecieli już do Niemiec. Próbuję znaleźć sobie jakieś zajęcia, ale za co się nie wezmę zaraz kończę, nie ma dziś żadnych spraw wymagających dłuższego zaangażowania się.
Zakupy najpotrzebniejsze zrobione, wieczorem idę z ojcem na kolację pogadać i pożegnać się przed wyjazdem.
Byle do 16.15, byle już stąd wyjść…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

Don't quit

When things go wrong as they sometimes will,
When the road you’re trudging seems all uphill,
When the funds are low and the debts are high,
And you want to smile, but have to sigh,
When care is pressing you down a bit-
Rest if you must, but don’t you quit.

Life is queer with its twist and turns,
And every one of us sometimes learns;
And many a fellow turns about
When he might have won, had the stuck out.
Don’t give up though the pace seems slow –
You may succeed with another blow.

Often the goal is nearer than
It seems to a faint and faltering man;
Often the struggler has given up
When he might have captured the victor’s cup;
And he learned too late when the night came down,
How close he was to the golden crown.
Success is failure turned inside out-
The silver tint of the clouds of doubt,
And you never can tell how close you are,
It may be near when it seems afar;
So stick to the fight when you’re hardest hit-
It’s when things seem worst that you mustn’t quit.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

koszmar?

Od 2 dni śnią mi sie krawe koszmary, zapewne to efekt uboczny zażywanego antybiotyku. Dzis w nocy śniła mi sie prezes, siedzieliśmy razem przy tym samym stole jak u cioci na imieninach…

Pytanie czy ten rodzaj koszmaru to dopiero przede mna?
Brrr

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

wyjazd

W pracy od paru już miesięcy przygotowujemy się do mega-dealu na skalę europejską, powoli zbliżamy się punktu kulminacyjnego i wszystkim zaczyna dawać we znaki nerwowa atmosfera.

Dziś po raz kolejny spotkaliśmy się z transition managerami i słuchaliśmy tych samych rzeczy, tych samych uwag, ostrzeżeń i rad.

Co poniektórzy bardziej przejęli się faktem, ze przez najbliższe kilka tygodni będą musieli „wbić się” w znienawidzone przez większość garnitury.

Ja to się nawet ucieszyłem, zrobiłem sobie z tej okazji prezent i kupiłem 2 nowe krawaty.

W niedzielę lecę do Frankfurtu…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

choroba

Lekarz, na moją dolegliwość natury męskiej, przepisał mi antybiotyk KLACID.
Wśród działań niepożądanych podano: sporadyczne zaburzenia czynności wątroby takich jak zwiększenie aktywności enzymów wątrobowych, zapalenie miąższu wątroby i cholestatyczne zapalenie wątroby z objawami żółtaczki lub bez. Zaburzenia czynności wątroby mogą przybierać ciężką postać i zazwyczaj są przemijające. Rzadko występuje na szczęście niewydolność wątroby ze zgonem. Ponadto mogą wystąpić reakcje alergiczne: lekkie reakcje skórne (np. pokrzywka) lub ciężkie reakcje skórne (zespól Stevensa – Johnsona, toksyczna rozpływna martwica naskórka) oraz obrzęk naczynioruchowy i reakcje anafilaktyczne. Istnieją doniesienia o przemijających działaniach niepożądanych na ośrodkowy układ nerwowy takich, jak zawroty głowy o różnym nasileniu, niepokój, bezsenność i koszmary senne, szumy uszne, stany splątania, zaburzenia orientacji, omamy, psychozy i depersonalizacja, informowano także o przemijającej utracie słuchu, zaburzeniach węchu, smaku, bólach mięśni, stawów, zapaleniu i przebarwieniu języka, zapaleniu i grzybicy jamy ustnej oraz przebarwieniu zębów. Na dodatek grozi mi zapalenie trzustki, drgawki, zwiększenie stężenia kreatyniny w surowicy oraz niewydolność nerek, ponadto grozi mi hipoglikemia, leukopenia i trombocytopenia, może wydłużyć mi się QT, zwiększyć się częstokurcz komorowy i zaburzenia typu torsades de pointer.

Apetytu nie mam od tygodnia, w ustach mam dziwny posmak, pokrzywki też dostałem, bo swędziały mnie ręce jak diabli kiedy wybierałem się w piątek na firmowe party, dziś w pracy podczas logowania do systemu zapomniałem swój employee number co może wskazywać depersonalizację, od 2 dni mam koszmary, po których budzę się w nocy po czym zasypiam by znów śnić jakieś paskudne i chore rzeczy. Ostatnio w pracy jakbym więcej klął wiec może są to początkowe objawy zespołu TOURETTA…?

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

salsa night fever

Na kilka dni przyleciał do Polski Kap. Lowendal wysłał go z kolejną misją specjalna do naszej firmy. W tzw. międzyczasie urodził się pomysł zorganizowania imprezy integracyjnej dla nowo zatrudnionych osób. Tym razem można było przyjść z osobami towarzyszącymi, więc długo się nie zastanawiając, wpisałem się na listę razem z Kapem. Już po godzinie odbierałem telefony z HR czy aby na pewno jestem świadom, kogo zapraszam i czy biorę za to pełną odpowiedzialność. Kap wyrobił sobie w firmie etykietkę „gościa, który robi oborę”, typowego angielskiego trouble makera, który lubi wypić, spalić jointa i wywołać sensacje wszędzie tam gdzie się tylko pojawi.
Do Fanklubu ściągnęliśmy Jose Torresa z całym zespołem. Szefowa była jakiś czas temu na zorganizowanym przez niego przyjęciu i bardzo sobie chwaliła. Dziewczyny w pracy wydawały się być bardzo podekscytowane perspektywą zorganizowania nocy pod znakiem salsy. Jako współorganizator czułem się bardzo odpowiedzialny za wszystko i praktycznie nie bawiłem się do północy: chodziłem, doglądałem, zabawiałem rozmowa nieustannie przybywających do lokalu gości. Fajne jest to uczucie, kiedy gdziekolwiek się człowiek nie podejdzie jest ktoś z kim można pogadać i kogo się zna. Kap zachowywał się przyzwoicie choć nie żałował sobie niczego – załapałem się przy nim na kilka z rzędu kolejek kamikaze…
„Sława” Kapa dotarła nawet do Fanklubu – jeden z managerów klubu (mniam…) rozpoznał w nim swojego dawnego klienta, gościa hotelowego z Radissona. Kap żartował, że czuje się we wrocławskich klubach nie gorzej niż w Londynie gdzie też jest rozpoznawany, bo często daje upust swojej ekspresyjnej osobowości.
Gromkim śmiechem przywitaliśmy Rokita, który pojawił się jak gdyby nigdy nic w tym samym ubraniu, w którym przyszedł rano do biura. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie olbrzymia, wypalona od żelazka żółta plama na ramieniu jego białej koszuli. Rano w pracy nikt nie śmiał mu powiedzieć w oczy, że taki strój nie jest ok i że wygląda zabawnie…
Wyszedłem stamtąd przed piątą, wracałem prawie na rzęsach. Na szczęście Kap pozwolił przespać mi się u niego w hotelu.
Najlepsza scena wieczoru? Kama – w kusej spódniczce, obcisłym topie, rajstopkach burdelówkach, w ostrym makijażu i z lizakiem w buzi… zwłaszcza wtedy, gdy zaliczyła leszcza potykając się o podest. Na szczęście zamortyzowały ją obfite piersi…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Przyjmowanie pieniędzy za cenę własnej prywatności…

Nie umiem dojść z nimi do porozumienia. Nie potrafię zaakceptować sytuacji, w której oni łożą kasę a ja bez gadania przyjmuję wszystkie ich warunki.
Po raz drugi zdarzyło się jej wpaść niezapowiedzianie, choć miała mnie wcześniej uprzedzać, o której taka wizyta nastąpi.. Razem z ojcem wybrali zły moment. Dopiero, co wstawałem, zabierałem się do golenia a w domu miałem sajgon: nieposkładane lóżko, zmięta, zwinięta w rulon pościel, walające się w kuchni nie myte od kilku dni gary i talerze, na stole resztki niedokończonego śniadania, kilka pustych kubków po kawie, w przedpokoju trzy wypełnione po brzegi gotowe do wyrzucenia (od kilku dni…) worki ze śmieciami, w kuchni rozsypany na podłodze cukier (wróciłem w nocy z imprezy i zahaczyłem o pojemnik), w łazience sterta brudnych rzeczy do prania a w powietrzu unosił się jeszcze dym pospiesznie gaszonego papierosa.
Wpadli niezapowiedziani, co mnie wkurwiło. Zostali może z minutę, bo ojciec zaczął zaraz wyprowadzać matkę.
Wyszło tak jakbym ich wyrzucił. Oni przyszli w odwiedziny a ja (wyrodny syn) zrobiłem aferę, że się nie zapowiadają. Od 10 dni się ze mną nie kontaktują, nie odpowiedzieli na smsy, które im wysłałem, nie dzwonią.
Może to ze mną jest coś nie tak, bo wciąż mnie to męczy, bije się z własnymi myślami czy aby postąpiłem słusznie. Za niecałe 2 tygodnie lecę do Niemiec..
Liczę że do tego czasu sytuacja się poprawi.
To milczenie mnie dobija….

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano , | Dodaj komentarz

Fejerwerki

Kończyłem właśnie prace gdy za oknem zaczął się pokaz sztucznych ogni.
Jak na moje oko coś działo się w Rynku.
Widok z okna na całe widowisko był niesamowity.
To najlepszy pokaz fajerwerków jaki kiedykolwiek miałem okazję widzieć.

Tyle że nie wiem co to za okazja…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz