Włoski dla poczatkujących

Od 2 tygodni chodzę codziennie na intensywny kurs języka włoskiego. Codziennie od 16 do 20 jestem wyłączony od świata zewnętrznego, rodziny i przyjaciół. Po siłowni to kolejny sposób na zapełnienie sobie wolnego czasu. Lipiec w Polsce w tym roku jest bardzo zimny – praktycznie tylko dzięki tym lekcjom przez te pare godzin udaje mi się wczuć w atmosferę gorącego, upalnego włoskiego lata. Trochę jak w tym filmie ”Italiensk for begyndere”. Zapisałem się po to żeby zrobić coś ponad. Znajomość tego języka nie jest mi do niczego potrzebna, chodziło mi o zrobienie czegoś dla własnej przyjemności. Przyjemności, bo te lekcje nie polegają na żmudnym powtarzaniu deklinacji i koniugacji, a raczej na kupowaniu biletów kolejowych na pociąg do Wenecji, ciągłym zapraszaniu się do restauracji, kina, teatru czy wcielaniu się w inne, równie przyjemne sytuacje, mające tak mało wspólnego z tym,co czekało mie jako ucznia za drzwiami klas.

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

i po urodzinach

Wczoraj były moje urodziny. Przez cały dzień otrzymywałem życzenia od na przyjaciół i znajomych, od M. dostałem książkę o której marzyłem z dedykacją która mogła napisać tylko Ona.
Na lekcjach włoskiego niczego nieświadoma nauczycielka puściła mi z kasety ”tanti auguri”
Wieczorem byłem z K. na paru drinkach w barze i szybkiej kolacji u Meksykańczyka. Nie było baletów bo oboje nie mieliśmy ochoty.

Moje urodziny były bardzo zwykłe – nawet nie wpadłem na pomysł, żeby wyrzucić kogoś z pociągu…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

10 lipca 2004

Dziś są moje urodziny. Wieczorem mają wpaść S. z K. a po nich M.

Tydzień temu zapisałem się na intensywny kurs języka włoskiego, codziennie od poniedziałku do piątku, przez 4 godziny mam zajęcia, oprócz tego 3 razy w tygodniu obowiązkowe treningi na siłowni. Tak więc do domu wracam wypluty, ale szczęśliwy. Lubię porządnie się zmęczyć, czuć ten kawał dobrej roboty, którą wykonałem. Czuję się wtedy bardzo zadowolony z siebie, na swój sposób szczęśliwy.
Z B. relacje układają się trochę nie po mojej myśli. Mój brak zdecydowania sprawił, że jest jak jest.
Z A. nie kontaktujemy się w ogóle, oprócz tych paru SMSów które wysłałem mu po pijanemu w zeszły weekend. Żałuję że do tego doszło.
Zauważyłem u siebie słabość – lubię załatwiać po alkoholu ”niezałatwione” wcześniej sprawy, przez telefon dzwonię i wysyłam SMSy do każdego z kim zupełnie na trzeźwo nie szukałbym kontaktu.
W domu szykuje się remont.
Z M. spotykam się kilka razy w tygodniu, dzwonimy do siebie częściej, więcej spędzamy ze sobą czasu.

Na brak nowych kochanków nie narzekam, ale coraz częściej zdarza mi się odmawiać spotkań.

Za sprawą dużej ilości zajęć nie mam czasu analizować swojego życia.
Jest mi dobrze z tym jak mam teraz.

Opublikowano Brak kategorii | 1 komentarz

Myślę pozytywnie, więc nie mam marzeń

Trzeba być optymistą.
Trzeba być realistą.
Nie należy mieć marzeń.
Trzeba mieć plany.
Optymizm opiera się na tym, że się nie marzy. Tylko wtedy można być optymistą. Optymista, który marzy, bywa bez przerwy rozczarowywany. W końcu staje się pesymistą.
Marzenia mają to do siebie, że są mniej konkretne. Trzeba stawiać sobie cele do osiągnięcia i próbować je realizować.

Opublikowano Mądrości, praca | Otagowano , | 2 Komentarze

Ofiarowując serce

Tell me if you got a problem
Tell me if it’s in your way
Tell me if there’s something bothering you
Tell me what should I say
You know I’d do almost anything
You know I’d change the world
You know I’d do almost anything for my little girl
Tell me if you got a problem
Tell me now what’s inside
Show me if you broke your heartstrings
You know you never need to hide
You know I’d do almost anything
You know I’d paint the sky
You know I ‚d do almost anything for you my guiding light
Cause you’re my Star shining on me now
A love from worlds apart I need for you,
You are my shining star, my star
A love from worlds apart I need for you,
You are my shining star
Once upon a time a memory
Once upon a time girl
Once upon a time perfect life
Once upon a perfect world
You know I’d do almost anything for you my guiding light
You know I’d do almost everything to keep you in my life
Cause you’re my Star shining on me now
A love from worlds apart I need for you,
You are my shining star, my star
A love from worlds apart I need for you,
You are my shining star
Just a memory
Every dream is of you and me
If I wish upon a star
Well I hope that’s where you are
When Heavens turn
You know you’ll shine you’re in my heart for all time
When Heaven turns you know you’ll shine in worlds apart
Cause yeah you are my Star
A love from worlds apart I need for you,
You are my shining star, my star
A love from worlds apart I need for you,
You are my shining star,
shining on me now
A love from worlds apart I need for you,
You are my shining star, my star
A love from worlds apart I need for you,
You are my shining star

Posyłam ci bezdomne moje serce. Co chcesz z nim zrób. Na swoje zamień to bezdomne serce lub zatrać, zgub. Wdzięczne ci będzie to bezdomne serce nawet za grób.

Nie opisałem tutaj jednej tysięcznej tego co się dzieje. Nie interesują mnie ewentualne komentarze, bo to rzeczywistość. I na tę rzeczywistość składa się nie tylko subtelny komentarz, ale tez krwistość życia, sperma życia, w której jesteśmy unurzani od urodzenia aż po śmierć. I w tym życiu uprawiamy w najlepszym wypadku miłość, w innym nierząd i na koniec umieramy bardzo sami.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Pracowity długi weekend

Pracowalem przedwczoraj 10 godzin, dzis tyle samo, w planie była praca też i jutro. Ostatni raz tak styrany bylem w USA, pracując i oszczedzając prawie każdy zarobiony cent. Tam byłem nikim, jednym z wielu nielegalnych imigrantów, którzy przyjchali dorobić pare groszy imając się każdego zajęcia. Obiecywalem sobie wtedy że w Polsce na coś takiego nigdy bym sie nie zdecydował.
Pierdolnąłem dziś pracą, dosłownie..i poczułem ulgę…

Opublikowano praca | Otagowano , | 1 komentarz

Myśli po ciężkiej pracy fizycznej

Zgodziłem się na coś, do czego zupełnie nie miałem przekonania.
Uległem namowom ojca i zgodziłem się przyjąć wątpliwą w moim przeświadczeniu ofertę pracy.
W nocy nie maglem zupełnie zasnąć, wstałem przed 5 a o 7 byłem już na drugim końcu miasta.
Przez prawie 9 godzin przebywałem w królestwie śrubek, przerzuciłem ich prawie 5 ton sponsorując cały czas pracy literkami k, ch, j, p.
Pierwszą piosenkę jaką usłyszałem dziś rano w pracy było ”Here comes the rain again”
Nie będę narzekać, może rzeczywiście coś z tego będzie, coś sie wykluje, tyle że ja po prostu nie mam do tego przekonania.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | Dodaj komentarz

Nie zrozumie głodnego syty

Wczoraj po mile spędzonym czasie w Naszym Cafe spotkaliśmy przypadkiem znajomych K. Typowa zakochana para, całowali się nie zważająca na to, co dzieje się wokół nich.
M. w końcu wprowadziła się do pięknie urządzonego mieszkania, nareszcie ma swoje cztery kąty, zadowolona jest z pracy, wpadła w wir obowiązków, wybiera się do Wiednia w delegacje.
O. i R. postanowili zostać na stałe zagranicą, wyjadą razem do Irlandii albo osiadą w Szkocji.
Brat zdał maturę na samych piątkach.
A. wpadł w wir pisania operatów.
W. znalazła w końcu pracę w Reno.

A ja?

Zwykle lubię patrzeć i słuchać o szczęściu innych, cieszę się z sukcesów przyjaciół, moich bliskich. Ostatnio jednak tylko mnie to drażni, wywołuje negatywne emocje, nakręca złe myśli.
Nie zrozumie głodnego syty, bo ich różnią apetyty…

Opublikowano Brak kategorii | Dodaj komentarz

długi weekend

Długi majowy weekend moi rodzice od dawna planowali spędzić nad Bałtykiem. Do ostatniej chwili nie było pewne czy z moim ojcem pojedzie matka czy też ja, ponieważ kilka dni przed wyjazdem rozchorowała się na tyle poważnie, że jej wyjazd stanął pod znakiem zapytania.
Jeśli chodzi o mnie samego nie miałem specjalnych planów, myślałem o tym żeby posiedzieć w domu, po cichu liczyłem że przyjedzie A. i że spędzimy te kilka dni razem.

W piątek niespodziewanie zadzwonił L., dowiedziałem się od niego że jest we Wrocławiu i że liczy na spotkanie.
Zaplanowaliśmy na wieczór wspólny wypad na basen jak to mieliśmy w zwyczaju robić w wakacje.
Po 23.00 razem poszliśmy na Rynek zobaczyć jak Wrocławianie celebrują uroczyste wejście Polski do struktur unijnych.
My, Polacy jednak nie jesteśmy entuzjastami. Nie dostrzegłem żadnej flagi, nawet miniaturowych chorągiewek, którymi machałaby dzieci i dorośli, żadnych balonów, oznak, które można by przypiąć do ubrania, gadżetów, czegokolwiek co świadczyłoby że był to wyjątkowy historyczny dzień.
Wspólnie z L. zaszyliśmy się w cichej knajpce położonej niedaleko Uniwersytetu i cały wieczór spędziliśmy na opowiadaniu sobie co wydarzyło się w naszym życiu przez ostanie kilka miesięcy.
L. po kolejnym piwie zaczął wyjawiać co pikantniejsze szczegóły z życia warszawskich teatrów, planów zdjęciowych, koleżanek i kolegów po fachu.
Choć mój stosunek do niego zmienia się dość często a to za sprawą jego ekscesów alkoholowych to chętnie się z nim spotykam. Zwykle L. zna wiele ciekawych historyjek z zakulisowych przepychanek wśród artystycznego światka.
Wiem. Spotykając się z nim serwuje sobie zwykłą plotkarską papkę. Wiem o tym.
Ale nie nazwałbym tego złym powodem. Nie wszystkie powody, które nami kierują są dobre, nie potępiam ludzi, którzy co rano lecą po gazety żeby poczytać plotki. To nie jest niezdrowe. Ba! Jest tandetne. Ale jeżeli nie wpuścisz wulgarności w to, co robisz, życie będzie nudne.

O 4 nad ranem wylądowaliśmy u mnie w domu…

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 1 komentarz

Totalna alienacja mija?

Wczoraj poszedłem na spotkanie z A. w Hotelu Mercure.
Jeśli wszyscy pracownicy H&M będą tak świetnie przygotowani, dynamiczni, elastyczni, zorientowani na klienta, tak konkretnie przykładać się do pracy, z niebywałą pasją, predyspozycjami, wszystkimi swoimi walorami i zaangażowaniem to wróżę tej sieci prawdziwie świetlaną przyszłość w moim mieście…
Gdy wróciłem do domu było juz późno po północy, ledwo przyłożyłem głowę do poduszki zasnąłem.
Miałem dziwny sen: śnił mi się S., pierwszy raz od bardzo długo. Ostatni raz było to jak jeszcze mieszkałem w San Francisco, ale już nigdy potem, nawet gdy skończyła się nasza znajomość.
Byliśmy w jakimś dużym pomieszczeniu, mocno oświetlonym, pamiętam że w pokoju było więcej bibelotów niż w zwykłym przeciętnym pokoju hotelowym. Leżeliśmy wtuleni w siebie na łóżku, przykryci ciepłą kołdrą i S. ze łzami w oczach przepraszał – zapytał mnie czy moglibyśmy wrócić do tego co było kiedyś.

Opublikowano Brak kategorii | Otagowano | 1 komentarz